Żyjemy od wielu dni tym, co dzieje się na Dolnym Śląsku. Oczywiście, dominują informacje, uwaga skupiona jest na ludziach, którzy już stracili wszystko lub prawie wszystko, którzy potrzebują pomocy, i na walce o zabezpieczenie tego, co jeszcze (oby) da się zabezpieczyć. I na tych dzielnych ludziach, którzy z poświęceniem pracują, by zapewnić swoim i nie swoim domom bezpieczeństwo. Dowiadujemy się już też o wielkich kosztach odbudowy tego, co zniszczyła powódź. Premier obiecuje, a jednocześnie ostrzega, że przywrócenie normalnego życia na terenach dotkniętych przez wielką wodę potrwa dłużej, niż by się chciało. Widać solidarność społeczeństwa z tymi, którzy się znaleźli w trudnej, często krańcowej sytuacji. Państwo, instytucje publiczne, organizacje społeczne, poszczególni ludzie – spieszą z pomocą. Wiadomo, że ten zapał nie będzie trwał wiecznie, ale ważne, żeby państwo nie ustało w pomocy.
Jak Polska sobie z tym radzi? Każde takie doświadczenie jest nauką. Lekcja taka, jak obecny kataklizm, może się stać kolejnym punktem granicznym w historii zapobiegania skutkom powodzi. Marek Rabij w tym wydaniu „Tygodnika” przypomina, że egzaminu, jakim była powódź z 1997 roku, państwo polskie wtedy nie zdało. Pisze, że choć na podsumowanie jego reakcji na aktualną katastrofę jeszcze za wcześnie, to sądząc po pierwszych sygnałach, należy się państwu co najmniej ocena dostateczna. Dużo to czy mało?
Media przypomniały, jak w efekcie protestów i kalkulacji politycznych zamrożono budowę systemu zbiorników retencyjnych, które miały chronić Kotlinę Kłodzką, a finansować je miał Bank Światowy. Bo ich budowa, jak pisze Katarzyna Kaczorowska w „Polityce”, oznaczałaby 2,5 tys. lub w wariancie minimalnym 1,2 tys. wyburzonych domów, nie mówiąc o ingerencji w krajobraz. Zapobieganie wielkim powodziom w przyszłości to koszt ogromny, ale chyba jednak porównywalny do kosztów naprawiania szkód wyrządzonych przez obecny kataklizm. Oczywiście, nigdy nie ma stuprocentowej pewności, zawsze mogą się pojawić niespodzianki, jednak skutki powodzi z całą pewnością nie byłyby tak ogromne jak obecnie, gdy z owych zbiorników niemal całkowicie zrezygnowano. Po drugiej stronie są jednak ludzie mający stracić swoje domy, w których często żyli od lat, czasem od dziecka. Oczywiście, otrzymają w zamian inny dom w innym miejscu, ale nigdy nie będzie on tym samym, co mają utracić.
Dziś ludzie walczą ze skutkami powodzi, chwilowo nie zastanawiając się nad opisywanymi przez specjalistów błędami z przeszłości. Wobec bezlitosnego żywiołu ludzie, mnóstwo ludzi, okazują niezwykłą odwagę i determinację. Ta akcja jest fantastycznym przejawem solidarności. To wyzwanie zostało podjęte – mam na myśli solidarny wysiłek tych, którzy bronią się przed zalaniem, i tych, którzy okazują ofiarom klęski konkretną pomoc. Jak jednak pokazują autorzy tekstów w tym numerze, wielkie wyzwania jeszcze nas czekają – te dotyczące ochrony przed przyszłymi powodziami, ale też życia w świecie innym niż dotąd. Bo tegoroczny, straszliwy żywioł pokazał nam na własne oczy również to, przed czym specjaliści już dawno ostrzegali: że zmiana klimatyczna rzeczywiście następuje. Tu i teraz.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















