Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Śpiewne dotknięcie absolutu

Śpiewne dotknięcie absolutu

14.12.2011
Czyta się kilka minut
"Wariacje Goldbergowskie" przekroczyły świat miłośników muzyki, stając się symbolem doskonałości, znakiem wtajemniczenia w misteria muzycznego absolutu.
N

Niepodobna polubić tego utworu przy pierwszym słuchaniu. Trzeba się z nim oswoić i wraz z Bachem z ostatniego okresu wznieść na te wyżyny, gdzie nie żąda się już od prowadzenia głosów naturalnego piękna brzmienia, lecz znajduje zadowolenie i radość w wyżywaniu się w absolutnej swobodzie ruchu. Z chwilą zaś, gdy do tego dochodzimy, pojmujemy też ową łagodną i pocieszającą pogodę, przezierającą z uśmiechem z tych pozornie tak sztucznych kompozycji" - to jeden z sądów wiekopomnej monografii Bacha pióra Alberta Schweitzera, przypominający, że od jej napisania minął już cały wiek.

Stulecie Bacha

A takie stulecie - to dużo. Tym bardziej że w muzyce można śmiało nazwać je "stuleciem Bacha". Bach w tym czasie z każdą dekadą wspinał się na Olimp, stopniowo rozsiadając się wygodnie na jego wierzchołku. Dziś powszechnie wiadomo, że był kiedyś pewien cudowny zdolniacha, najbardziej błyskotliwy muzyk, jaki się narodził, a nazywał się Mozart, ale pozycja największego kompozytora wszechczasów jest właściwie niezagrożona: to Johann Sebastian Bach (akcje tytanicznego Beetho­vena spadły tak nisko, że mało kto bierze go pod uwagę... a szkoda!). Cykl tzw. "Wariacji Goldbergowskich", oznaczonych katalogowym numerem BWV 988, ma zaś w tym wzlocie miejsce wcale niepoślednie. Nikt nie nazwie ich już dzisiaj "sztucznymi" - choćby i pozornie.

Nie wiemy, kiedy powstały - wiemy tylko, kiedy zostały opublikowane: w 1742 r. Legenda, spisana przez pierwszego biografa Bacha, Forkela, mówi o pewnym dyplomacie, hrabim Keyserlingku, który darzył szczególną sympatią muzykę Bacha i który równocześnie zaopiekował się wyjątkowo uzdolnionym 10-letnim klawesynistą z Gdańska, Johannem Gottliebem Goldbergiem. Goldberg przyjechał wraz z Keyserlingkiem do Drezna; w Saksonii zaczął uczyć się prawdopodobnie u Wilhelma Friedemanna Bacha, ale kontaktował się i z Janem Sebastianem. "Hrabia Keyserlingk często chorował - pisze Forkel - i całymi nocami cierpiał wtedy na bezsenność. Goldberg, który mieszkał w jego domu, musiał w takich okresach spędzać noce w sąsiednim pokoju, aby grać mu, gdy nie mógł zasnąć. Pewnego razu rzekł hrabia do Bacha, iż chciałby dla swego Goldberga kilka utworów klawesynowych o tak lekkim charakterze, żeby jego, Keyserlingka, mogły trochę rozerwać podczas bezsennych nocy. Bach sądził, iż najlepiej spełni to życzenie, pisząc wariacje (...). Hrabia nazywał je potem już tylko swoimi wariacjami. Nie mógł się ich nigdy do syta nasłuchać i przez długi czas, gdy tylko nadchodziły bezsenne noce, powtarzał zawsze: drogi Goldberg, zagrajże mi jedną z moich wariacji".

Dziś często wątpi się w prawdziwość tej opowieści, zwracając uwagę, że grając hrabiemu "Wariacje" klawesynista musiałby być najwyżej 15-latkiem (to jednak słaby argument, zważywszy, że miał być wybitnie zdolny), a także, że wydane nuty nie otrzymały naturalnej w takim przypadku dedykacji. Co innego jednak miałoby skłonić Bacha do skomponowania podobnego, odosobnionego w jego twórczości cyklu - którego wielkości dopiero Beethoven, mistrz wariacji, dotrzyma kroku?

Od Landowskiej do Goulda

Co się wydarzyło w ciągu tego stulecia, nie tylko z Bachem, ale i z "Wariacjami"? Około roku 1900, gdy swą publikację szykował Schweitzer, na klawiszowej muzyce Bacha wciąż ciążyło piętno muzyki dydaktycznej; pierwsze recitale poświęcone wyłącznie Bachowi były odważnym dziełem pianistów młodszego pokolenia, jak Claudio Arrau (nagranie "Wariacji" z 1942 r.; pierwszy w historii zapis "Wariacji Goldbergowskich" to rok 1928, Rudolf Serkin na pianolowych rolkach).

Jednak kluczową rolę dla całej dawnej muzyki klawiszowej odegrała w tym czasie Wanda Landowska, jeżdżąca po świecie ze swym absolutnie historycznie nieautentycznym, ale jednak klawesynem (potężnym, zbudowanym specjalnie dla niej przez Pleyela), z koncertami i z nowym spojrzeniem na muzykę dawną. Także i tu przypomina się Schweitzer, stwierdzający, że "kto choć raz słyszał Wandę Landowską grającą »Koncert włoski« [Bacha] na cudownym pleyelowskim klawesynie, który ozdabiał jej muzyczny pokój, temu wprost trudno uwierzyć, że utwór ten można także odtwarzać na współczesnym fortepianie. Lecz już w salce koncertowej, choćby całkiem małej, nawet fanatyk klawesynu zwalczać musi niemiłe uczucia, pragnąc zachować swój entuzjazm, ponieważ dźwięk ów, z bliska tak szemrzący, przy odległości siedmiu czy ośmiu metrów staje się słaby i dygocący". Mimo obaw wielkiego autora, publiczność poszła za Landowską. Podpisane przez nią płyty z "Wariacjami Goldbergowskimi" wyszły w roku 1933.

Nie da się mówić o tym utworze nie wspominając jednego z najniezwyklejszych zjawisk w historii pianistyki - Glenna Goulda. To właśnie od dynamicznego, perfekcyjnego i radykalnego w antyromantycznej postawie nagrania "Wariacji Goldbergowskich" (CBS, 1955) rozpoczęła się jego kariera, na nich też w zasadzie się skończyła (w kolejnym nagraniu, z roku 1981). Aura fetyszyzacji dzieła, jaka powstała w związku z Gouldem, spowodowała, że "Wariacje" przekroczyły świat miłośników muzyki, stając się symbolem muzycznej doskonałości, znakiem pewnego wtajemniczenia w misteria muzycznego absolutu. Dodajmy - absolutu ahistorycznego, tyleż nowoczesnego, co wiernego wyłącznie tekstowi dzieła i jego interpretatorowi.

Co ciekawe, równocześnie formował się nurt, który w końcu okazał się najpłodniejszy - wykonawstwa pozostającego w zgodzie z instrumentami i obyczajami epoki. Pierwsze takie nagrania dokonane zostały jeszcze przed ekspansją Goulda - w 1952 (Ralph Kirkpatrick) i w 1953 r. (młody Gustav Leonhardt). Dziś jest to norma wykonawcza, choć oczywiście z powodzeniem gra się "Wariacje" Bacha na fortepianie, a także na wszelkich innych instrumentach (orkiestra, organy, akordeon, gitara, harfa, marimba, aż po kolaż Uri Caine’a) - jak to bywa z utworami, które przerosły swe tradycyjne ramy.

***

Co jednak tak fascynuje w owej "Arii z 30 wariacjami"? Od dawna wiadomo, że są to wariacje na temat linii basu, nie melodii arii, lecz dziś już chyba na tyle oswoiliśmy ich uderzającą doskonałość (o ile oswojenie doskonałości leży w możliwościach natury ludzkiej), iż możemy przyznać, że w swym łączeniu różnych potraw Bachowskiej kuchni (taneczność, śpiewność, kontrapunkt, wirtuozeria) są dziełem niezwykle eklektycznym. Nihil novi - wiadomo, że Bach nie celował w nowatorstwie. Specjalną cechą "Wariacji" jest natomiast panująca nad całym cyklem śpiewność. Żaden z innych utworów klawiszowych Bacha, a nawet niewiele innych utworów Bacha w ogóle, nie jest podobnie podporządkowany idei mieniącej się jak w kalejdoskopie kantyleny. Nie wypiera jej tu żadna technika: melodyjność jest celem każdego muzycznego gestu, każdego ruchu kontrapunktu, każdego tanecznego kroku. Klawesynowy Bach okazuje się nie tylko architektem, lecz i wielkim śpiewakiem.

Zwłaszcza słuchacze Pierre’a Hanta? nie będą mieli co do tego wątpliwości.

Jakub Puchalski (ur. 1973) jest krytykiem muzycznym i historykiem kultury, wykładowcą UJ.

"Wariacji Golbergowskich" Bacha w wykonaniu klawesynisty Pierre’a Hanta? wysłuchać będzie można 17 grudnia o godz. 20.00 w Dworze Artusa (ul. Długi Targ 43/44).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]