Słowa czy wartości

Kiedy w rozmowie telewizyjnej pani Elżbieta Kruk, przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zapytana o ocenę decyzji Polski odmawiającej zgody na ogólnoeuropejski Dzień przeciwko Karze Śmierci, odpowiedziała pogodnie i lekko: "Ja sama jestem za karą śmierci", niejeden odbiorca odczuł zapewne dreszcz niepokoju, tak jak ja. Oczywistość zgody na coś tak straszliwego, jak wymierzenie bliźniemu kary ostatecznej i nieodwracalnej: czy to jest do przyjęcia? Ale rozmawiająca z panią przewodniczącą dziennikarka nie zareagowała słowem - też uznała to za oczywiste czy zbyt była porażona? A później można było się dowiedzieć od niejednego komentatora, z kapłanem włącznie, że większość opinii wypada po stronie aprobaty, a nawet że zapewne da się to stanowisko pogodzić z nauczaniem Kościoła...
Czyta się kilka minut

Polska istotnie zadziałała skutecznie: dnia europejskiego nie będzie. Cokolwiek myślałby o tym ktoś taki jak ja, niedopuszczający zgody na karę główną w systemie represji naszej cywilizacji, musi uznać prawo demokratycznego kraju do wyrażenia postawy, jaką naprawdę on żywi. I uznać za uczciwe, że reprezentujący taki pogląd ludzie nie ukrywają, iż w bardziej sprzyjających warunkach, jak mówią publicznie, dążyć będą do przywrócenia tej kary w naszym systemie represyjnym.

Ale było inaczej, bo sprawa miała ciąg dalszy. Dowiedzieliśmy się, że nasze państwo chciałoby poszerzyć znaczenie takiego dnia: ogłosić go dniem świętości życia w ogóle, a zatem dniem, który potwierdzać będzie nietykalność życia drugich, począwszy od pierwszej chwili istnienia człowieka (jeszcze nienarodzonego), aż po kres, którego żadną miarą nikt poza Bogiem wyznaczyć nie może. Chodziło o "nie" powiedziane jasno aborcji, eutanazji, wszystkim formom wyroków na bliźnich. Europa nie mogła być gotowa do takiego dnia, więc rzecz upadła w przedbiegach. Tyle tylko, że ten drugi rozdział pozostawał w sprzeczności z pierwszym. Bo zwolennicy świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci równocześnie zamierzają zachować uzasadnienie słuszności kary śmierci wymierzanej, jak mówią, "za najcięższe zbrodnie". I nie przyjmują żadnego argumentu, że pierwsza postawa i druga pogodzić się ze sobą nie dają...

A przecież tak jest. Nie tylko dlatego, że praktyka potwierdza, iż zawsze będą istniały możliwości najtragiczniejszych pomyłek w ferowaniu ostatecznych wyroków. Z powodu nieporównanie bardziej fundamentalnego: że kiedy uzna się tylko Boga panem życia ludzkiego, wyjątków robić po prostu nie można. Ani bronić prawa do wyjątków inaczej niż w sposób nie do gruntu uczciwy.

Obawiam się, że nasza misja wobec Europy, której tak wielu chce przywrócić pojęcie "świętości życia", z powodu tak uparcie kontynuowanej sprzeczności skazana jest na niepowodzenie. Argument uczciwości i konsekwencji działa wciąż bezbłędnie nawet u tych, którzy sami uciekają się do wyjątków i usprawiedliwień. Bijemy się o wartości w życiu publicznym. Oby to jednak nie były puste słowa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2007