Najpierw są czerwone pluszaki. W madryckim mieszkaniu Luisa Francisca Ponce de León i jego żony Mercedes to one pierwsze rzucają się w oczy. Królik, Tygrys, Bawół, Szczur i Świnia – każda maskotka symbolizuje kolejny chiński rok. Ostatni jest Smok.
Oprócz nich wszędzie leżą książki. To one sprawiają wrażenie, że czas w tym miejscu zatrzymał się kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat temu. Nawet zdjęcia wnuków są sprzed dekady. Na meblościance, w centralnym miejscu salonu, widać też zbrązowiałą fotografię ślubną gospodarzy. Od tamtego lipca minęło 55 lat. Wciąż jednak patrzą na siebie z tą samą iskrą w oku. Pod zdjęciem, w głębi szafy, trzymają miłosne listy, które pisali do siebie jako nastolatkowie.
Pierwsza miłość
Musieli się już wcześniej widywać na ulicach Granady, skąd oboje pochodzą. Ale rozmawiać zaczęli dopiero w zatłoczonym autobusie do Madrytu. Luis od razu zwrócił uwagę na uśmiechniętą, niebieskooką brunetkę. Miała 15 lat i uczyła się w szkole średniej. On zaczynał studia w stolicy. By odwiedzać ukochaną, musiał godzinami łapać stopa.
Pobrali się zaraz po obronie jego pracy dyplomowej z telekomunikacji. Choć równocześnie Luis studiował jeszcze fizykę, bo wydziały były położone po sąsiedzku. Był prymusem, dostał nawet tytuł najlepszego studenta w kraju. Wkrótce po ślubie przyznano mu stypendium naukowe, więc oboje wyjechali do Szwecji. Po roku wrócili do Madrytu i na świat przyszła ich córka – Mercedes, a potem syn – Luis.
Zgodnie z dawną tradycją dzieci dostały imiona po matce i ojcu. Pytam, czy nie było z tego powody zamieszania w domu. Mężczyzna śmieje się, że nazwiska mają jednak inne, bo w Hiszpanii dzieci dostają dwa, po każdym z rodziców.
Luis-tata pracował jako inżynier w znanych hiszpańskich firmach telekomunikacyjnych, dzięki czemu mógł wyjeżdżać za granicę – do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, a nawet Australii, gdzie spędził dwa tygodnie przy projekcie związanym z igrzyskami olimpijskimi w Sydney. W każdej podróży towarzyszyła mu rodzina.

Kolejne studia
Dyplomy wyciąga z plastikowych reklamówek, które trzyma w piwnicy albo za łóżkiem, w dawnym pokoju syna. Na każdym nazwisko innego ministra edukacji – historia zmian politycznych, jakie dokonały się w Hiszpanii od 1968 roku.
Po 60 latach nauki uzbierał ich 10, nie tylko z dziedzin ścisłych – telekomunikacji, fizyki czy informatyki (zdobyty w Chicago), ale też z ekonomii, filozofii, studiów orientalnych z językiem chińskim czy stosunków międzynarodowych. Kiedyś, by pogodzić studiowanie z pracą, wyjazdami, wychowaniem dzieci, musiał zarywać noce. Na dobre mógł się poświęcić swojej pasji dopiero 15 lat temu, po przejściu na emeryturę.
Gdy zaczynał, w latach 70. XX w., nauka na większości kierunków trwała 7 lat. Dziś normą jest 4-letni licencjat i roczne studia magisterskie.
– Teraz stawia się na praktykę, dyskusję i krytyczne myślenie – mówi. – Nie tak jak kiedyś, gdy wszystko trzeba było wkuwać na pamięć.
Nie oblał żadnego egzaminu i wciąż uchodzi za prymusa, choć – jak twierdzi – pamięć już nie ta. Ale przebywanie w uniwersyteckiej auli z dwudziestolatkami go odmładza. Ma też z nimi kontakt w mediach społecznościowych.
Na korytarzach swojego ulubionego Uniwersytetu Autonomicznego w Madrycie kłania się wszystkim profesorom, choć od wielu z nich 80-letni student z bujną, siwą brodą jest nawet dwa razy starszy. Często spotyka tam również swojego syna, Luisa, profesora muzyki. Dzieci, choć odziedziczyły po ojcu ciekawość świata, wyspecjalizowały się tylko w jednej dziedzinie (córka skończyła ekonomię). Luis-senior myśli tymczasem o studiowaniu coraz to nowych kierunków.
Życiowy sukces
W Hiszpanii jest ponad 10 milionów emerytów. Będzie jeszcze więcej. Według szacunków OECD w 2050 r. hiszpańskie społeczeństwo zajmie drugie miejsce w świecie (po japońskim) pod względem liczby osób starszych (w wieku emerytalnym będzie wtedy 76 proc. mieszkańców kraju). Widać to już dziś, gdy na emeryturę przechodzi pokolenie hiszpańskiego baby boomu (1958-77).
Coraz więcej seniorów chce jednak aktywnie korzystać z życia, rozwijać pasje, podróżować, udzielać się w wolontariacie. Według badań przeprowadzonych w 2022 r. przez Fundację Edad&Vida (Wiek i Życie) 66 proc. emerytów w Hiszpanii chce być aktywnych, 51 proc. pracuje nad rozwojem osobistym, a 45 proc. jest wolontariuszami.
María José Abraham, dyrektorka fundacji, mówi „Tygodnikowi”: – Osoby starsze coraz częściej uważają, że muszą coś jeszcze dać od siebie społeczeństwu. Żyjemy w świecie, który bez przerwy wszystko ocenia pod kątem użyteczności. Wolontariat jest jednym ze sposobów, by seniorzy czuli się ważni i docenieni.
Fundacja powstała ponad 20 lat temu, gdy jeszcze mało kto mówił o zmianach demograficznych. Dziś skupia się na przygotowaniu emerytów, by w dobrej kondycji przeszli przez ostatnie 15-20 lat życia.
– Od końca podstawówki uczą nas, jak przygotować się na studia. W czasie studiów mówią nam, jak zdobyć pierwszą pracę. Nikt jednak nie mówi, jak przygotować się na ostatnie lata naszego życia. A trzeba naprawdę zrobić wiele, by ludzie mogli starzeć się w możliwie najlepszych warunkach – podkreśla dyrektorka.

Dola seniora
W domu Mercedes i Luisa w Madrycie nie ma klimatyzacji, choć, jak oboje przyznają, to kwestia czasu. Słupki rtęci w Madrycie sięgają dziś 40 stopni Celsjusza. Władze rekomendują pozostanie w domu, zwłaszcza osobom starszym. Ciężko jest zwłaszcza w centrach dużych miast, gdzie tereny zielone i fontanny zastąpił beton.
– Trzeba przebudować nasze miasta z myślą o starzejącym się społeczeństwie – mówi „Tygodnikowi” Irene Lebrusán Murillo z Uniwersytetu Karola III w Madrycie i Międzynarodowego Centrum Badań nad Starzeniem (CENIE). – Musimy dostosować drogi, chodniki, biblioteki, teatry, transport publiczny. Stworzyć więcej przestrzeni dla osób z ograniczoną mobilnością.
Wyzwań przed hiszpańskimi seniorami jest dużo więcej. Pierwsze to finanse. Średnia emerytura wynosi ok. 1200 euro, ale połowa emerytów musi przeżyć za jeszcze mniejszą kwotę (poniżej tysiąca). Przy rosnących kosztach życia i wydatkach na zdrowie stanowi to poważny problem.
Drugim problemem jest kulejący system pomocy osobom starszym – od domów opieki po indywidualne wsparcie domowe. To wciąż sektor mało sprofesjonalizowany, z niskimi pensjami i niedoborami pracowników. I problem trzeci – samotność. Według badań fundacji La Caixa skarżą się na nią 3 miliony Hiszpanów powyżej 65. roku życia.
– W katolickiej Hiszpanii zawsze ważna była rodzina. Ale dziś to się zmienia. Dzieci wyprowadzają się za granicę, jest wiele rozwodów, seniorzy zostają sami – zauważa María José Abraham.
Wieczne powroty
Luis Francisco Ponce de León nie narzeka na swoje życie.
– Gdyby sprawdziła się koncepcja Nietzschego o wiecznym powrocie, nie miałbym nic przeciwko temu, by je powtórzyć. Mam wspaniałą żonę i dzieci, mogłem studiować i podróżować. Może jedynie więcej czasu poświęciłbym moim rodzicom. Wyprowadziłem się z domu, kiedy miałem 17 lat. Później widywałem ich tylko podczas świąt i wakacji. Ale poza tym jestem szczęśliwy i wdzięczny losowi za wszystko...
Przez ostatnie cztery lata, gdy studiował stosunki międzynarodowe, przeszedł dwa nowotwory, zawał serca i cztery operacje.
– Myślałem, że to już koniec. Ale zaskakująco szybko dochodziłem do siebie i po miesiącu wracałem na uniwersytet.
Zdradza mi, że już wybrał następny kierunek studiów – historię. Liczy, że dzięki niej zrozumie genezę współczesnych konfliktów. Choć boi się, że nie spamięta wszystkich dat i wydarzeń. No i nie wie, ile jeszcze zostało mu życia. Ale nie zamierza rezygnować z planów. We wrześniu po raz kolejny usiądzie w uniwersyteckiej auli.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















