Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Skazy na Baranku

Skazy na Baranku

20.08.2018
Czyta się kilka minut
Gdy konserwatorzy odsłonili oryginalny wizerunek Baranka z Ołtarza Gandawskiego, zapanowała konsternacja: czy wielki Jan van Eyck nie potrafił namalować barana? To dobra okazja, by obalić kilka mitów o dawnych mistrzach.
OŁTARZ GANDAWSKI, katedra św. Bawona w Gandawie, 1432. Otwarta nastawa zawiera w dolnej części przedstawienie Adoracji Baranka Mistycznego. / WIKIMEDIA COMMONS
OŁTARZ GANDAWSKI, katedra św. Bawona w Gandawie, 1432. Otwarta nastawa zawiera w dolnej części przedstawienie Adoracji Baranka Mistycznego. / WIKIMEDIA COMMONS
O

Od października 2012 r. trwa olbrzymi projekt kompleksowej renowacji Ołtarza Gandawskiego Jana van Eycka z 1432 r. Ma się ona skończyć w grudniu 2019 r. Niedawno serwis z reprodukcjami Lukas – Art in Flanders opublikował fotografie centralnej postaci ołtarza – Baranka Mistycznego, po zdjęciu nowożytnych przemalowań. Okazało się, że oryginalny Baranek nie tylko nie miał czworga uszu (!), ale także, że miał zupełnie inny kształt głowy.

W mediach społecznościowych rozpętała się dyskusja zaskoczonych miłośników sztuki dawnej: jak to możliwe, że oryginalny Baranek jest gorszy? Czy powinniśmy usuwać przemalowania, jeśli przez to dzieło traci na jakości? Czy Jan van Eyck kiedykolwiek widział owcę? Te opinie zaskakują bardziej niż same efekty konserwacji. Bo pokazują, jak bardzo odmienny jest nasz współczesny odbiór sztuki od tego, co przekazywali swoim odbiorcom artyści z wieku XV....

25771

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Rzeczywiście jest jakby bardziej uczłowieczony, ale spośród renesansowych artystów nie u jednego van Eycka zwierzęta mają ludzką fizjognomię; weźmy np. Dürera i jego lwa o dostojnym obliczu. Inna sprawa, to dylemat, czy przywracając dziełu oryginalną świeżość konserwator nie powinien uszanować jego historii utrwalonej m.in. w przeróbkach, zamiast cofać je do stanu, w jakim zostawił je twórca. Ostatnia (jaką pamiętam) głośna dyskusja na ten temat odbyła się z okazji odsłonięcia w 1994 roku fresków z Kaplicy Sykstyńskiej po konserwacji, w trakcie której częściowo odsłonięto również część oryginalnych "nieskromnych" detali, dyskretnie zamalowanych obcą ręką po śmierci artysty. I tu pojawia się kłopot, bo, z jednej strony, Michał Anioł był tak przekonany do rezultatu, a jego autorytet był tak wielki, że przez dobre ćwierć wieku nikt nie ośmielił się czegokolwiek zmieniać. Z drugiej strony, przez następne cztery stulecia arcydzieło wyglądało tak, jak przerobił je (z wielką ostrożnością i szacunkiem zresztą) da Volterra. Historia sztuki to również historia recepcji, więc można zapytać, czy nie powinniśmy jednak zostawić fresków w postaci, w jakiej oglądał je Goethe i inni, którzy poświęcili mu znaczące teksty. Zresztą w tym przypadku zatrzymano się w pól drogi i to chyba jednak z racji sakralnego charakteru wnętrza, a nie przez wzgląd na Goethego ;) Można więc "z trzeciej strony" zapytać o prawa instytucji, dla której dzieło powstało, do ingerencji w jego formę (jak w słynnym skeczu Monty Pythona). Dzisiaj generalnie zabrania tego prawo autorskie, ale problem pozostaje - - niedawno czytałem o jakiejś baptystycznej kongregacji, która pozbyła się figury Jezusa z frontonu kościoła z powodu jej zbyt katolickiego wyglądu. Dzięki za jak zwykle interesujący i inspirujący do refleksji artykuł.

Bardzo ciekawy komentarz, dziękuję! Muszę przyznać, że ja raczej entuzjastycznie podchodzę do przywracania dziełom dawnych mistrzów "oryginalnych" form, ale rzeczywiście, kwestia wspomnianej przez Pana recepcji na przestrzeni wieków nie jest sprawą, którą można całkiem zignorować. Pamiętam, że jeszcze lata temu, na konferencji poświęconej renowacjom dzieł sztuki, taki właśnie argument pojawił się w dyskusji na temat ewentualnego zdjęcia czarnego tła z Damy z Gronostajem: że ten obraz jest zbyt znany i rozpoznawalny w formie obecnej, więc lepiej nie ryzykować...

Nie miałem pojęcia, że to czarne tło "Damy" jest wynikiem późnej przeróbki w guście epoki! W tym przypadku nie miałbym skrupułów, ale co zrobić ze "Strażą nocną", która ponoć w ogóle nie jest sceną nocną, a swoją "typowo rembrandtowską" mroczność zawdzięcza warstwom brudu i starzejącego się werniksu? Czy można to porównać z poezją ruin i dać sobie spokój z walką z czasem, tak jak nikt nie odbudowuje Forum Romanum? Niekiedy czas dodaje nie tylko ogólnego kolorytu, ale i znaczących szczegółów. Na przykład, mam wrażenie, że tajemnicze ślepia na dnie groty w "Krajobrazie z wozem kamieni" Rubensa, o których pisze Gondowicz w jednym ze swych świetnych skądinąd esejów, to "pryszcze" bieli ołowiowej wykwitłe spod warstwy farby olejnej długo po tym, jak artysta dotknął płótna po raz ostatni (co prawda, nie miałem okazji odwiedzić Ermitażu i zgaduję na podstawie reprodukcji). Coraz bardziej dramatyczny wygląd - dosłownie i w przenośni - 19-wiecznych płócien pokrytych farbami i werniksami z dodatkiem bitumu też może niepokoić. Ciekawe, że pogrążają się one w czerni nie równomiernie na całej powierzchni, ale jakby "winietują". Tak przynajmniej opowiadał mi pewien rzeczoznawca z domu aukcyjnego, pokazując palcem parę przykładów w muzeum w Lille ;) Na koniec, a propos Rembrandta i konserwacji, nie mogę odmówić sobie przyjemności zacytowania fragmentu z może nie wszystkim znanej, prześlicznej "Kolekcji landszaftów starożytnych" harasymowicza: "Rymbrand jakiś. Pytam pana Rumszę, czy zna, to jeno się ośmiał. Pan nasz bardzo chce pozbyć się onego mruka jako i my wszyscy. A co to detalis przedstawia - sam nie wiem. Ludzie jakowyś, karczmy, konie, lecz wszystko jakby z komina wyszło, jako pan Dzirgutt po pijanemu. Próbowałem to z panem Bąkowskim scotami dużymi myć, to ino się mazy, plagi i gorsze jeszcze ćmy jerychońskie zrobiły". Pozdrawiam serdecznie.

Wspaniały cytat! :) Jeśli chodzi o renowację - ja bym była za czyszczeniem, nawet tych najsłynniejszych dzieł. Nie można jednak porównywać brudnego czy też przemalowanego obrazu do ruin, bo odbudowa czegoś, co się nie zachowało, to już jest nowa kreacja. A w przypadku obrazów chodziłoby o usunięcie naleciałości i wydobycie spod spodu oryginalnego dzieła, które wciąż tam istnieje. Wydaje mi się, że paradoksalnie najsłynniejsze dzieła "tracą" na swojej sławie: chyba trudniej zdecydować się na konserwację która całkowicie zmieni obraz, gdy mamy do czynienia z bardzo znanym dziełem. Tymczasem bez skrupułów zdejmuje się brud i przemalowania z mniej rozpoznawalnych obrazów; jednym z moich ulubionych przypadków jest "Mona Lisa" z Prado: długo uważana za późniejszą kopię (z ciemnym tłem!), a teraz coraz częściej określana jako wersja, tworzona w tym samym czasie i w tym samym warsztacie co słynny obraz z Luwru.

Tez mi się podoba Baranek "autorski". Jest Barankiem przez duże B, a nie zwykłym baranem, ma myslace, inteligentne oczy:))) A co do przywracania pierwotnej formy dzieł sztuki - czy nie należałoby uwolnić Matki Boskiej na głównej scianie Kaplicy Sykstyńskiej z tych śmiesznych tiulów zasłaniających jej ciało, podobnie jak Chrystusa?

Akurat Matka Boska i Chrystus nie byli całkiem nadzy - w Museo di Capodimonte w Neapolu znajduje się obraz ukazujący sykstyński Sąd Ostateczny, to jest kopia którą namalował Marcello Venusti w 1549 roku, przed przemalowaniami. Jednak wynika z tego, że sam Michał Anioł kilka postaci w coś tam ubrał...

Nie wiedziałam:)))

a że nie mogę go usunąć, to skorzystam z okazji i odniosę się do jeszcze jednego wątku: udziału pomocników w dziele sygnowanym przez mistrza. Praktyka ta odżywa dzisiaj ze zdwojoną siłą, np. modny i ceniony portrecista Kehinde Wiley (m.in. portret Obamy dla National Portrait Gallery) bez żenady zleca artystom z Chin malowanie całych partii swoich obrazów - głównie dekoracyjnych teł, ale także "surowych" wersji postaci. Może nie całkiem bez żenady, bo jednak nie pokazuje półproduktów. A taki Koons to już chyba w ogóle nie tworzy w sensie fizycznym. Gdzieś czytałem o nowojorskim artyście (nazwiska ani galerii nie pamiętam, ale chodziło o jakąś z tej samej "półki", co Gagossian), który za ciężkie pieniądze sprzedaje jako własne obrazy malowane od A do Z przez kilku artystów z Indii. I nie tylko tego nie ukrywa, ale podkreśla, że na tę pracę nie starczyłoby mu czasu ani umiejętności (!). Starzy mistrzowie, cokolwiek o nich mówić, jednak pędzel trzymać umieli ;)

Interesujäcy artykul, ale pierwszy raz slysze, ze farby olejne schnä szybciej niz tempera!

Dziękuję za komentarz - sam olej faktycznie nie schnie szybko, ale też warto zaznaczyć, że spoiwo olejne było znane w średniowieczu co najmniej od XII wieku, lecz dopiero olejną technikę mistrzów niderlandzkich uznaje się za przełom w malarstwie; chodzi nie o sam olej, ale również o dodawanie sykatyw - substancji przyspieszających schnięcie. Właśnie Jan van Eyck stosował olej oraz dodatki przyspieszające schnięcie farb.

to świetna metafora sytuacji, w jakiej dziś znajduje się kościół katolicki - roztrząsa w nieskończoność i z pełną powagą wytworzone przez samego siebie w ciągu wieków absurdalne dyrdymały nad doczesnymi szczątkami martwego baranka

Chyba ten post odzwierciedla znakomicie pański problem - niezrozumienie istoty i Kosciola, i stymulowanej przez niego sztuki, która jedynie pozornie jest sztuka sakralna, a w gruncie rzeczy jest autonomiczna w tym samym stopnie, co niezależny jest sam artysta:)))

Ach te gazy Eddie, współczuję. Siedzisz, przysłuchujesz się dyskusji, analizujesz temat, ale i tak trzeba wypuścić ten gaz, który się wzbiera. Może połknij espumisan i wróć do dyskusji - może wtedy forum skorzysta i usłyszy ciekawy komentarz nad ukrytymi wadami malarstwa von Eycka. A jeśli espumisan nie pomoże, to może z pełnym gazem poleć do Jerzego Urbana. On chyba kocha te zapaszki...

Internet bez trolli byłby jak ryba bez roweru.

dla [dwojga] wysublimowanych erudytów, uczestników dyskusji o szczegółach anatomii baranów i pryszczach na płótnie, mój post tyczy się ewidentnie k o ś c i o ł a i toczących się w nim bez końca debat o prezerwatywach, rozwodnikach przy balaskach czy wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia - i tak, jak w przypadku dzieł sztuki na koniec najważniejsze jest, czy się obraz podoba czy nie, tak moim skromnym zdaniem Jezusowi nie o te wymienione przeze mnie duperele chodziło i nie dla nich ginął, zaś wasza dyskusja jest literalnie li tylko pretekstem i metaforą, co pod rozwagę rozbawionym polecam [sam tekst zaś oczywiście i ja przeczytałem z zainteresowaniem]

nie wiadomo do kogo i o co. Tekst o szczegółach anatomii baranów interesujący, ale ściśle związana z nim dyskusja jest off topic? Bo chcemy pogadać o baranach (oraz o tym, o czym naprawdę jest artykuł), a nie o prezerwatywach, rozwodnikach i o tym, co kościół ma do powiedzenia w tej materii? Nie jest też wcale oczywiste, że rozmowy o sztuce zmierzają do ustalenia, co się komu podoba, bo od tego można zacząć i po pięciu sekundach zakończyć dyskusję. W powiedzeniu, że o gustach się nie rozprawia, jest być może głębszy sens.

Zamalowany baranek i dyskusja na ten temat a moze tak zamalowac obrazy Caravaggia, gdzie wszystkie modelki pozujace do jego obrazow o tematyce religijnej to kurtyzany i jego kochanki - ''Matka Boska od Pielgrzymów'' czy "Smierc Madonny". Kult maryjny znany we wszystkich kulturach poganskich i w zaleznosci od „nawracania na katolicyzm” przybieral rozne formy, np. czarna Madonna Jasnogorska – "umaryjniona" Erziule Dantor (patronka lesbijek, pocieszycielka kobiet) ze swoja corka na rekach, z bliznami na policzku podczas proby zabojstwa wlasnej siostry. Iluz to wiernych wie, ze modla sie do posagow, obrazow przedstawiajacych udochowione przez malarzy nierzadnice ?

Kto wie, może niejedna cudzołożnica, która użyczyła swego ciała w tak szczytnym celu, jak namalowanie religijnego wizerunku Świętej, potem po wpływem tego wydarzenia lub widząc swoją twarz w świątyni, w której klęczą wierni, postanawiała skończyć ze swoim grzesznym żywotem albo przynajmniej z karierą cudzołożnicy? Tamta epoka była bardziej świadoma co do rzeczywistego pochodzenia wizerunków dedykowanych jako imaginacje Świętych. Skrwawione szmaty w roli nieskazitelnie białych. Pan Bóg ma wspaniałe i twórcze poczucie humoru. I jak go tu nie wielbić?

prosze zapytac a potem podzielic sie informacja. Tak, zapewne duch swiety podpowiedzial Robertowi, ze kurtyzany pod wplywem swojego swietego wizerunku natychmiast zaprzestaly swojej kariery jako nierzadnice. Kolejny raz gratuluje poczucia humoru.

że tylko Duch Święty mógłby go dogonić. Gratuluję prędkości!

Nic na to nie poradze, ze po panskich wpisach moje poczucie humoru ucieka z predkoscia swiatla. Ducha Swietego na miejscu pana Roberta bym do dyskusji nie wciagala -Don't say God's name in vain.

A Pani go jeszcze Dekalogiem straszy. Widzę, że trafiłem na bogobojną protestancką chyba niewiastę:)

A fe panie Robert, na pana miejscu nie uzywalabym do zartow Ducha Swietego. Prawdopodobnie nalezy pan do grupy katolikow , ktorych mozna spotkac w polskim rzadzie. Rozmodlony w kosciele a po wyjsciu - hulaj dusza, piekla nie ma.

więc czasem Jego humor mi się udziela. Diabeł w ogóle nie ma poczucia humoru, a złośliwości umie wymieniać tylko między swymi kompanami, tak na marginesie pani Staniu. Życzę udanego hulania w granicach Kościoła Apostolskiego!

Jeśli ustawianie się w opozycji do ogólnie płynącego życia, ma głębszy sens, to należy pogodzić się z tą rzymską sentencją. Ja jednak przykładowo wolę sens innego, oponującego zdania – autorstwa wielkiego niemieckiego samotnika: „Aber alles Leben ist Streit um Geschmack und Schmecken”

Czekalem az sie szanowny w koncu odezwie. W koncu widze dyskusje miedzy autorem i czytelnikami (choc przyznaje, ze nie mam pojecia o czym ;) az tu bach - komentarz nie na temat i nic nie wnoszacy od pana duzyrnego. Brawo.

także dla niego i jemu podobnych piszę - z podziękowaniem i z Panem Bogiem, ep

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/po-tym-zabojstwie-przestalem-wierzyc-w-boga-czy-to-ksieza-zabili-roberta-wojtowicza/z882hme

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]