Sąsiedzi za murem

Dziś getto to symbol cierpień. Ale gdy 500 lat temu w Wenecji powstała pierwsza dzielnica żydowska w Europie, jej mieszkańcom dawała poczucie bezpieczeństwa.

25.04.2016

Czyta się kilka minut

Na mostku prowadzącym do tzw. Nowego Getta. Wenecja, marzec 2016 r. / Fot. Alessandro Bianchi / REUTERS / FORUM
Na mostku prowadzącym do tzw. Nowego Getta. Wenecja, marzec 2016 r. / Fot. Alessandro Bianchi / REUTERS / FORUM

W 1516 roku, 29 marca, w całej Wenecji rozległ się dźwięk Marangony, największego dzwonu z dzwonnicy św. Marka, ogłaszając mieszkańcom, że senat zakończył obrady. Tego dnia dożowie, władcy Serenissimy (po łacinie: Najjaśniejszej Republiki), długo debatowali o losie miejscowych Żydów. W końcu postanowili, że wszyscy Hebrajczycy „mają zamieszkać w kwartale domów, jaki jest w ghètto w pobliżu San Gerolamo; i żeby w nocy nie chodzili dookoła, od strony Starego Getta, gdzie jest mały mosteczek, oraz z przeciwległej strony zbudowane będą dwie bramy, otwierane co rano wraz z uderzeniem Marangony”. Bramy miały być pilnowane i zamykane na noc przez czterech chrześcijańskich strażników, a kanały otaczające dzielnicę – patrolowane przez dwie łodzie. Na pensję strażników miała się składać gmina żydowska.

Dziś getto jest symbolem Holokaustu i rasowej segregacji. Przywołując w pamięci wydarzenia II wojny światowej, umacniamy wyobrażenie o nim jako miejscu przeklętym, naznaczonym śmiercią.

Jednak to tylko część 500-letniej historii gett w Europie. Ponieważ żydowskie dzielnice tworzone z rozkazu funkcjonariuszy III Rzeszy były piekłem na ziemi, ich bestialski charakter przesłonił dłuższą i nie mniej ciekawą historię Żydów i chrześcijan – jako współmieszkańców i sąsiadów.

Poza Polską i Italią

Podejmując decyzję o utworzeniu getta, wenecki senat stworzył wzorzec, który wkrótce rozprzestrzenił się w całej Europie. Była to nowatorska jak na owe czasy próba odnalezienia akceptowalnego modus vivendi między chrześcijanami a Żydami. Próba, dodajmy, obarczona licznymi ułomnościami.

W miarę jak w północnej Europie Żydów rugowano z przestrzeni miejskiej, coraz mniej było miejsc, które oferowały im schronienie. Do 1516 r. społeczność żydowska była w zasadzie wykluczona z oficjalnego życia miast na kontynencie. Żydzi w każdej chwili mogli zostać wyrzuceni ze swoich domów, jak to regularnie bywało np. na terenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Wyjątek stanowiły ziemie Królestwa Polskiego, a na południu Italia.

Wyznawców judaizmu wypędzano więc z miast, jak Magdeburg (1384 r.) czy Strasburg (1388 r.); z prowincji, jak Saksonia (1432 r.) i Bawaria (1450 r.); a także z całych królestw: z Anglii wyrzucił ich Edward I (1290 r.), we Francji zrobił to Filip IV (1306 r.), a Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński wygnali ich z Hiszpanii (1492 r.).

Nie oznaczało to, że ani jeden Żyd nie mieszkał potem np. w Paryżu czy Londynie. Było ich wielu. Ci, którzy zostali, żyli jednak w ciągłym poczuciu zagrożenia. Jeśli nie znajdowali się pod opieką któregoś z możnych panów, nie mogli czuć się bezpiecznie, nie mówiąc o otwartym praktykowaniu swojej religii.

Dlaczego Wenecja

Na długo przed decyzją o utworzeniu oficjalnego getta stosunek Wenecji do Żydów miotał się między latami poprawnych relacji a gwałtownymi wybuchami wrogich nastrojów. W 1402 r. senat republiki ograniczył czas jednorazowego pobytu Żydów na terenie miasta do 15 dni. Wkrótce uzupełniono go o nakaz, by między pobytami następowała przynajmniej czteromiesięczna przerwa. Żadne prawo nie było jednak wyryte w kamieniu, więc Serenissima, na podstawie indywidualnych koncesji, nadawała niektórym Żydom zgodę na stałe osiedlenie. W 1424 r. zakazano im – pod karą grzywny lub więzienia – stosunków seksualnych z chrześcijankami. Nakazywano im też nosić znak wyróżniający: najpierw żółte kółko na piersi, później żółtą czapkę.

Aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w 1516 r. ta wyjątkowa republika, dla której handel był sposobem na życie, postanowiła zawrzeć niecodzienny „konkordat” z miejscowymi Żydami, trzeba się cofnąć do wieków średnich.

Riccardo Calimani, wenecjanin z urodzenia i autor „Historii getta weneckiego”, przypomina, że życie wyznawców judaizmu od zawsze kształtowało się na podstawie ekonomicznych i społecznych potrzeb chrześcijańskich sąsiadów. Doktryna Kościoła potępiała pobieranie procentów od pożyczek i naprzykrzanie się dłużnikowi. III Sobór Laterański (1179 r.) zabronił chrześcijanom obracania pieniądzem. Powstałą w ten sposób niszę wypełnili Żydzi.

Ów układ cieszył się przychylnością królów, żydowscy bankierzy zasilali ich skarbce od Francji po Polskę wysokimi podatkami. Fakt, że Żydzi zajęli się usługami finansowymi, nie świadczył o ich „wrodzonej” skłonności do lichwy – jak chcieliby zwolennicy antysemickich teorii. Figura Żyda jako chciwego lichwiarza (jak słynny Shylock, bohater „Kupca weneckiego” Szekspira) to skutek praw ograniczających im dostęp do większości zawodów, jak rękodzieło czy rzemiosło. Jeśli dodać, że nie mogli posiadać ziemi, to wybory, jakich dokonywali, by zarobić na życie, staną się zrozumiałe.

Wprowadzeni do miasta

Usługi finansowe to klucz do zrozumienia ówczesnej dynamiki relacji żydowsko-chrześcijańskich. Z jednej strony publicznie potępiano żydowskich lichwiarzy i bankierów, z drugiej świeccy władcy utrzymywali się na powierzchni dzięki ich pieniądzom. W Wenecji ta zależność dawała o sobie znać o tyle mocniej, że dożowie stale potrzebowali gotówki.

U progu epoki nowożytnej wpływy Najjaśniejszej Republiki obejmowały cały basen Morza Śródziemnego. Senat handlował, ale prowadził ciągle wojny. Dożowie musieli starać się o finansowe wsparcie Żydów, dzięki czemu ci wytargowali wiele ustępstw, np. prawo do bezterminowego zamieszkania w mieście dla siebie i rodzin. Decyzja o utworzeniu getta – i co za tym idzie, roztoczenie jakiejś formy ochrony nad wyznawcami judaizmu – dowiodła, że bez względu na panujące przesądy i uprzedzenia Wenecja wolała mieć na uwadze swoje interesy.

Według amerykańskiego socjologa Richarda Sennetta powołanie do życia getta było symbolicznym „wprowadzeniem Żydów do nowożytnego miasta”. Jeśli tak, to ceną, którą zapłacili, było poddanie się ścisłym ograniczeniom. Stygmatyzująca żółta czapka to wierzchołek góry lodowej. Na mocy decyzji z 1516 r. ludność żydowska, pod groźbą więzienia, nie mogła nocą opuszczać murów getta. Bramy dzielnicy były zamykane i strzeżone. Dalej: Żydzi płacili nie tylko wyższe niż reszta podatki do kasy miejskiej, ale również stawka za dzierżawę domów, które zajmowali w getcie, była wyższa niż dla ich chrześcijańskich sąsiadów. Hebrajczyków nie przyjmowano do gildii handlowych, a żydowscy piekarze nie mogli sprzedawać pieczywa chrześcijanom.

Israel Abrahams w swojej pracy „Życie codzienne Żydów w średniowieczu” pisze, że Żydzi świadczący usługi finansowe w Wenecji byli „silnie kontrolowani przez lokalne władze i ustawodawstwo”. Samorząd miejski regulował wysokość oprocentowania kredytów, zasady ich spłaty, warunki udzielania i zaciągania pożyczek dla budżetu miejskiego. Żaden Żyd nie mógł udzielać pożyczek niezgodnych z lokalnymi przepisami, a stopy procentowe regulowały umowy (condotte) między miastem a Żydami.

Przed wejściem do jesziwy. Wenecja, marzec 2016 r. / FOT. ALESSANDRO BIANCHI / REUTERS / FORUM

Więzienie czy twierdza

W zamian ci ostatni zyskali poczucie bezpieczeństwa. W burzliwych czasach, gdy wenecki tłum podniecony opowieściami o „mordercach Chrystusa” zjawiał się pod murami getta, mienie i życie Żydów było lepiej chronione. Za murami mogli też swobodnie praktykować religię i – co wcześniej było nie do pomyślenia – budować synagogi.

Po 1516 r. życie weneckich wyznawców judaizmu podlegało więc ścisłym regulacjom. Były to ograniczenia uciążliwe, lecz negocjowalne. Ponieważ pomyślność Wenecji zależała od pieniądza, niektóre zakazy można było znieść albo przynajmniej złagodzić. Słowem: co wczoraj było zakazane, jutro mogło być dozwolone.

Nie ma wątpliwości, że u podstaw decyzji o utworzeniu getta leżała idea separacji. Przyświecała zarówno chrześcijanom, jak i Żydom. Wielki francuski mediewista Fernand Braudel, opisując świat śródziemnomorski w epoce Filipa II, stwierdzał, że getto było dla Żydów tyleż więzieniem, co cytadelą, dzięki której mogli „bronić swojej wiary i ciągłości Talmudu”.

Jeszcze w XVI w. wenecki eksperyment rozprzestrzenił się po całym Półwyspie Apenińskim. Milowym krokiem na drodze do rozwoju koncepcji getta była wydana w 1555 r. bulla papieża Pawła IV „Cum nimis absurdam”, nakazująca rzymskim Żydom przenieść się na lewy brzeg Tybru; ich dzielnicę otoczono wysokim murem. Papież dopilnował, by miasta na terenie państwa kościelnego poszły w ślady Rzymu. W 1599 r. rada miejska Werony nakazała Żydom zamieszkać blisko głównego placu, wzdłuż ulicy, gdzie zwykle sprzedawali wino (nazwano ją później via delli Hebrei, ulicą Hebrajczyków). Trzy lata później podobne prawa wprowadziły Werona i Padwa.

Wielojęzyczny tygiel

W Wenecji powodzenie mieszkańców getta miało ścisły związek z fortuną Serenissimy. Tymczasem w połowie XVI w. przyszłość miasta rysowała się w ciemnych barwach. Turecka potęga na morzu przyćmiewała Najjaśniejszą, miasto traciło kolejne placówki na wschodzie, w skarbcu brakowało pieniędzy, a odkrycie Nowego Świata sprawiło, że ciężar handlu przenosił się stopniowo w kierunku Atlantyku.

Ratunkiem w tej sytuacji było przyjęcie nowej fali żydowskich uciekinierów z Półwyspu Iberyjskiego. Wielu prześladowanych przez inkwizycję marranów (żydowskich konwertytów, podejrzewanych o dalsze praktykowanie judaizmu) znalazło schronienie w Wenecji – w 1541 r. Republika zgodziła się przyjąć znaczącą grupę tych przedsiębiorczych Żydów. A przybyło ich na tyle wielu, że getto trzeba było powiększyć o sąsiedni kwartał budynków. Senat wykorzystał ich koneksje i rozległe znajomości dla wzmocnienia swoich połączeń handlowych. Skoro szlaki morskie przez Morze Śródziemne stawały się coraz bardziej niebezpieczne (piraci, Turcy), marranos – słynni z prowadzenia handlu suknem i wełną – ułatwili uruchomienie nowych i bezpiecznych tras lądowych.

Przybysze znacząco wpłynęli też na życie wewnątrz społeczności żydowskiej. Getto stało się równie wielojęzyczne jak Wenecja. Na ulicach słychać było zarówno mówiących w jidysz uciekinierów z Niemiec, jak też imigrantów z Hiszpanii posługujących się ladino. Aszkenazyjczycy i Sefardyjczycy wyglądali inaczej, mieli różne zwyczaje, nawet modlili się w oddzielnych synagogach.

Życie za murem 

Stała obecność Żydów w mieście dała też początek samorzutnej wymianie kulturowej między judaistyczną nauką i renesansowym humanizmem. Dwa światy mieszały się: humaniści studiowali tradycje kabalistyczne, a Żydzi wykraczali poza obszar swej religii, odkrywając renesansową muzykę i poezję.

Napływ imigrantów spowodował rozwój miejscowej kultury. Choć Kościół zakazywał Żydom prowadzenia drukarni, Wenecja stała się wydawniczą stolicą judaistycznej literatury. Książki po hebrajsku, w tym pierwsze pełne wydanie Talmudu, drukował Daniel Bomberg, chrześcijanin z Antwerpii. Jak pisze Calimani: „Przybywali tu z całej Italii i z całej Europy żydowscy intelektualiści, którzy chcieli pracować w branży drukarskiej, a także uczeni, pragnący opublikować swoje książki”.

Istnienie getta miało też wpływ na codzienne życie całej Wenecji. Żydowscy lekarze cieszyli się popularnością, także ze względu na bardziej nowoczesne i empiryczne podejście, w przeciwieństwie do dogmatycznych chrześcijańskich medyków. Ale chrześcijanie przychodzili do getta nie tylko, gdy potrzebowali lekarza lub pożyczki. Dzielnica żydowska była miejscem, gdzie reszta miasta zaopatrywała się w orientalne przyprawy i biżuterię.

To jedna strona medalu. Warunki, w jakich przyszło żyć mieszkańcom gminy, stale się pogarszały. Getto było przepełnione, a na powiększenie jego terytorium nie zgadzały się władze Wenecji, tzw. Signoria. W efekcie domy obrastały w przybudówki i dodatkowe piętra, ulice robiły się coraz ciaśniejsze. Brakowało wody i kanalizacji.

W cieniu Zagłady

Gdy nieco później, w XVIII wieku, po dawnym imperium Wenecji nie było już śladu, podupadła także dzielnica żydowska. Dożowie dbali, by odsetki od pożyczek były niskie, a podatki dla kasy miasta wysokie. Parokrotnie żydowscy bankierzy, aby ratować się przed bankructwem, musieli prosić o kredyt weneckich wielmożów. W czasach największej świetności weneckie getto – mimo skromnej powierzchni – było domem dla 5 tys. ludzi.

Gdy w 1797 r. do Włoch, także do Wenecji, wkroczył Napoleon Bonaparte, dzielnicę zamieszkiwało tylko półtora tysiąca – przeważnie ubogich – Żydów. Późniejszy cesarz Francuzów zrównał ich w prawach z resztą obywateli – po raz pierwszy od 1516 r. mogli oficjalnie zamieszkać poza murami weneckiego getta.

Ze względu na doświadczenie II wojny światowej nie można uchylić się od pytania: jak bardzo rozwój koncepcji getta, jako miejsca odosobnienia Żydów, przyczynił się do Zagłady? Ostatecznie trudno przecież obronić tezę, że wielowiekowa izolacja w przestrzeni miejskiej nie dopomogła hitlerowskiej Rzeszy w realizacji jej zbrodniczych planów.

Jako miejsce dzielnica żydowska w Wenecji przetrwała, ale dziś zamieszkuje ją ledwie garstka Żydów. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2016