Reklama

Ładowanie...

Rosyjska dywersja w sieci zagraża USA

Rosyjska dywersja w sieci zagraża USA

06.11.2017
Czyta się kilka minut
W świetle ostatnich doniesień o wpływie, który Rosja wywierała na amerykańską politykę za pośrednictwem mediów społecznościowych, czas pożegnać się z życzeniowym wyobrażeniem internetu jako „hormonu wzrostu” dla demokracji.
Od lewej: Sean Edgett, generalny konsultant Twitter Inc., Colin Stretch, generalny konsultant Facebook Inc., oraz Kent Walker, wicedyrektor i generalny konsultant Google Inc., przed komisją ds. wywiadu Izby Reprezentantów, Waszyngton, 1 listopada 2017 r. BLOOMBERG / GETTY IMAGES
D

Don’t be evil”. „Nie czyń zła” – tak wzywał koncern Google w swoim prospekcie emisyjnym. Zło czynione z premedytacją nie ma większego potencjału destrukcyjnego od zła wyrządzanego nieumyślnie. Komisje ds. wywiadu Izby Reprezentantów oraz Senatu USA, które od miesięcy badają, czy Rosja ingerowała w przebieg zeszłorocznych wyborów prezydenckich, mają już na to twarde dowody.

Podczas ostatniego przesłuchania przed komisjami przedstawiciele Twittera przyznali, że zidentyfikowali 2752 konta i przeszło 36 tys. botów (programów komputerowych udających ludzi) kontrolowanych przez Rosjan, które łącznie opublikowały 1,4 mln tweetów. Z kolei w swoim serwisie YouTube koncern Google doszukał się ponad 1100 nagrań wideo zawierających prorosyjskie treści. Natomiast jeszcze przed posiedzeniami komisji Facebook przyznał, że 126 mln Amerykanów – czyli ponad połowa mających prawa wyborcze – znalazło się w polu rażenia rosyjskiej e-propagandy w tym serwisie społecznościowym. Kolejnych 16 mln wyborców w USA zetknęło się z nią w serwisie Instagram należącym do Facebooka. A teraz jeszcze mamy wstrząs, jaki wywołali dziennikarze „New York Timesa”, z których śledztwa wynika, że rosyjski miliarder Jurij Milner kupił 8 proc. akcji Facebooka i 5 proc. udziałów w Twitterze za pieniądze z kontrolowanego przez Kreml banku VTB.

Rozmach, z jakim Kreml tańczy dezinformacyjnego kozaczka w mediach społecznościowych kontrolowanych przez kalifornijską Dolinę Krzemową, zagraża fundamentom amerykańskiej demokracji – i pokazuje, jak niewiele w istocie trzeba, aby wstrząsnąć Pax americana. Podczas parlamentarnych przesłuchań przywołano m.in. przypadek grupy pod nazwą ­Heart of Texas (Serce Teksasu), do której wiosną 2016 r. na Facebooku przyłączyło się 250 tys. użytkowników zwabionych hasłem „Stop islamizacji Teksasu” (jakie podobieństwo do polskich sloganów ostrzegających przed muzułmanami!). Protesty przeciw otwarciu biblioteki przy centrum kultury muzułmańskiej w ­Houston, stolicy tego stanu, wzbudziła fala fałszywych informacji o tym, że inwestycja ta jest finansowana z publicznych pieniędzy. W odpowiedzi inna grupa, występująca pod nazwą United Muslims of America (Zjednoczeni Muzułmanie Ameryki), zaczęła na Facebooku nawoływać do ocalenia „kultury islamskiej”, a nawet do secesji Teksasu...

Dla opanowania napięć i emocji, które ze sfery internetu szybko przeniosły się na ulice, policja w Houston musiała wprowadzić wtedy dodatkowe siły porządkowe. Tymczasem teraz okazuje się, że obie te grupy (sic!) były wytworami kampanii dezinformacyjno-dywersyjnej. Rozkręciła ją rosyjska „farma trolli”, znana jako Internet Research Agency, wydając na tę akcję na Facebooku zaledwie… 200 dolarów.©℗

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]