Rosja się boi (wojny atomowej)

Położone na Dalekim Wschodzie prowincje Federacji Rosyjskiej mogą już pod koniec br. znaleźć się w strefie dotkniętej skutkami użycia broni nuklearnej na Półwyspie Koreańskim - podały 18 lipca agencje, powołując się na wiceministra spraw zagranicznych Rosji Aleksandra Łosiukowa.
Czyta się kilka minut

Sygnał z rosyjskiego MSZ należy umieścić w szerszym kontekście międzynarodowym. Od dawna toczą się rozmowy na linii Phenian-Waszyngton. Amerykanie starają się za obietnicę pomocy ekonomicznej wydębić od koreańskiego przywódcy przerwanie programu atomowego. Bez skutku. W kwietniu br. do dialogu - z inicjatywy USA - włączono drugą Koreę, Chiny i Japonię. Rosja miała nadzieję, że też dostanie zaproszenie. Ale się nie doczekała. Wykorzystuje zatem każdy pretekst (tym razem była to wymiana ognia w strefie zdemilitaryzowanej między dwiema Koreami), aby przypomnieć o swoim akcesie. Jednak nawet Słońce Korei, wielki wódz Kim Dzong Il nie pali się do dopraszania Rosji. Wprawdzie swego czasu wymieniał płomienne pocałunki i uściski z oschłym na ogół prezydentem Putinem, jednak w sprawie wsparcia gospodarczego woli wrogie, ale bogate USA niż przyjazną, ale słabą Rosję.

W kontekście katastroficznej wypowiedzi rosyjskiego dyplomaty warto również zastanowić się nad realnym zagrożeniem ze strony Phenianu. W zeszłym roku Korea Płn. dokonała udanej próby z rakietą, która mogłaby dosięgnąć celów w Japonii (choćby baz amerykańskich). Ostatnio władze Korei oświadczyły, że nie mogą zamknąć programu jądrowego, gdyż mając broń atomową będą mogły oszczędzać na wydatkach na broń konwencjonalną, a zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczyć na żywność. Amerykańscy eksperci twierdzą, że Korea nie ma jeszcze wystarczających środków, by zbudować bombę, ale może sprzedać materiały rozszczepialne terrorystom. Dlatego prewencyjne uderzenie Stanów jest jak najbardziej możliwe. Na marginesie przypominają jeszcze, że do powstania koreańskiej bomby mogli się w niedalekiej przeszłości przyczynić dwaj sąsiedzi reżimu - Rosja i Chiny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2003