Rosja Putina

Wszyscy piszą teraz o Putinie, obdarzając go wielce niemiłymi określeniami, ponieważ sprzeciwia się powszechnemu mniemaniu, zrównującemu okupację hitlerowską ze zniewalającym wyzwoleniem przez Sowiety Europy Wschodniej. Użyte przez Putina w jego przemówieniu sformułowanie o największej geopolitycznej zapaści, która rozkłada korpus państwa sowieckiego, nie odnosi się w takiej mierze do tego, co było, jak raczej do tego, co dopiero nastąpi.
Czyta się kilka minut

Ocieplenie klimatu sprawia powolne topienie się lodowców, lecz ludność Rosji topnieje szybciej. Zgodnie ze statystykami ONZ populacja rosyjska za 45 lat utraci jedną trzecią swej liczebności. Rosja, która była szóstym najliczebniejszym populacyjnie państwem świata, stanie się siedemnastym.

Upadek ten ma wiele przyczyn. Bodajże pierwszą jest kryzys życia rodzinnego i jego pochodna w postaci spadku płodności. Pomiędzy rokiem 1981 i 2001 częstość zawierania małżeństw spadła w Rosji o jedną trzecią, równocześnie zaś częstość rozwodów wzrosła o jedną trzecią. Jak obliczają statystycy, trzy rozwody przypadają w Rosji na cztery małżeństwa, co jest zdumiewającym objawem rozpadu rodzin. Kiedy system sowiecki się rozsypał, dzietność spadła z 2,19 narodzin na kobietę do 1,17 w roku 1999. Na sto porodów przypada w Rosji 160 zgonów.

Chyba głównym powodem populacyjnej zapaści rosyjskiej jest wzrost śmiertelności, albowiem Rosjanie ulegają przypadłościom zdrowotnym znacznie częściej niż ich dziadkowie. W ciągu ostatnich trzech dekad wskaźniki śmiertelności wzrosły o 40 procent. Opieka zdrowotna znajduje się w ruinie. Ryzyko nagłej śmierci jest dla Rosjanina dziewięciokrotnie wyższe aniżeli dla mężczyzn w Izraelu. Powstała prawdziwa eksplozja ataków sercowych, wywołana powszechnym paleniem, wzrostem konsumpcji wódki i szkodliwymi dla zdrowia sposobami życia. Epidemia AIDS nie jest oceniana właściwie w oficjalnych statystykach. Szansa rosyjskiego dwudziestolatka, by osiągnąć wiek lat 65, wynosiła w roku 2000 zaledwie 46 procent. Równolatkowie amerykańscy mają 80 proc. analogicznej szansy.

Tym samym państwo wyposażone w broń nuklearną powoli wkracza w obszar przypominający czarną śmierć średniowiecza. Prawdą jest, że wskaźniki ekonomii znacznie się poprawiły. Amerykański politolog powiada, że współobecność kollapsu ludnościowego i wzrostu gospodarczego tworzy układ, który nazywają syndromem posttotalitarnym. Kiedy bowiem system totalitarny włada krajem, niszczy on stopniowo więzy społecznego zaufania i normalne walory społecznej spójności. Rządy działają wzmożeniem trwogi, życie publiczne staje się brutalne. Elementarne, obecne w innych krajach nakazy moralne ulegają zniszczeniu. Kiedy zaś system totalitarny upada, poszczególne części społeczeństwa ulegają odtworzeniu w rozmaitym tempie. Osoby przedsiębiorcze korzystają z ekonomicznej swobody i przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, natomiast moralność osobnicza, spójność tkanki społecznej wymaga znacznie dłuższego czasu dla odtworzenia. Wzrost siły, także zbrojnej, maskuje głęboki, rozszerzający się chaos społeczny.

Te objawy widać obecnie w Rosji. Zastanawiające, do jakiego stopnia Putin w swoim przemówieniu o stanie państwa przemilczał wszystkie groźne problemy, jakby ich w ogóle nie było. Moim zdaniem nie zasługuje on na miano męża stanu. Mąż stanu to człowiek u steru, który usiłuje patrzeć poza horyzont swojej kadencji politycznej. Takim człowiekiem w Polsce przedwojennej był Józef Piłsudski, który daremnie usiłował nakłonić Francję do wspólnej akcji antyniemieckiej, tylko ona bowiem mogła powstrzymać straszliwą w skutkach karierę Adolfa Hitlera. Po raz wtóry, jak o tym świadczą wspomnienia jego najbliższych, Piłsudski ciężko przeżywał koniec swego dzieła, kiedy w Belwederze głowił się nad przeciwdziałaniem dwufrontowemu zagrożeniu naszego kraju. Jego wysiłki okazały się daremne, jego obawy słuszne.

Biada politykom, którzy - tak jak Putin - usiłują olśnić kilkadziesiąt głów rządzących pokazem defilady swych ostatnich pretorian. Historii nie można mierzyć kadencjami poszczególnych rządów, kto odwraca wzrok od prawdziwych zagrożeń, niezbędne reformy obracając w steki obelg rzucanych na sąsiadów, musi się liczyć z gorzką przegraną, ponieważ zamienia praworządność rozumną na rodzaj cyrkowych widowisk.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2005