Robotobibok „Instytut las” Vytvornia Om, 2002

Czyta się kilka minut

Gdybym to ja stwarzał świat, zapewne jazzu bym nie stworzył - niestety, stało się inaczej, co jakiś czas płyta jazzowa wpada nam w ręce i nawet domaga się pochwały, bo przecież nie jest tak do końca jazzem, dziś nic już nie jest tak do końca tym, czym jest, więc może się podobać choćby poprzez to, czym nie jest.

Nowa (już druga) płyta Robotobiboka zawiera muzykę jak gdyby ilustracyjną. Piszę „jak gdyby”, jest to bowiem ilustracyjność rozmyta i niejednoznaczna, poszczególne kawałki mają tu swoje intrygujące tytuły, jednak dopasowanie jednych do drugich z pomocą jakiejś spoistej historyjki nastręcza spore trudności, stanowiąc swoistą atrakcję. Bo czemu „Grzybiarz” brzmi tak gangstersko, a „Wymiana tlenu na stacji Mir” rozgrywa się w latynoskich rytmach, znamionujących raczej szampańską zabawę niż skomplikowany zabieg technologiczny?

Przejdźmy do muzyki. Pojawiają się tu, rzecz jasna, wyraziste (ale na szczęście niezbyt „chwytliwe”) tematy i wirtuozowskie solówki, poza tym jednak utwory budowane są z fantazją przekraczającą jazzowe schematy. A to w trakcie popisu jakiegoś instrumentu dochodzi do całkowitej zmiany nastroju i metrum, a to w połowie rozgrywki pojawia się wręcz nowy temat, nadając jej pozór niemal sonatowości. Ważną rolę pełnią pomysły o charakterze czysto fakturalnym, wykorzystanie „unikalnych instrumentów” i nie mniej brawurowych brzmień elektronicznych. Dopracowana w każdym szczególe sekcja dęta kontrastuje z rozbuchaną i urągającą wszelkim regułom gitarą Bączyka. W ogóle granica między kontrolowaną improwizacją a Cage'owskim akcydentalizmem zdaje się tu dość płynna, zwłaszcza w dwóch intermezzach, jako żywo przypominających efekt zabawy radiowym potencjometrem.

Panuje na tej płycie nostalgiczne zapatrzenie w nowoczesność, tę nieco już przywiędłą, z czasów, gdy Zappa nagrywał „Jazz from Hell”. Od tego typu nawiązań odzwyczajamy się ostatnio, najzupełniej niesłusznie, bo jeśli „Instytut las” raczej nas uspokaja niż pobudza, to tylko wskutek permanentnego bogactwa inwencji. Tlen, o czym wiemy od Verne'a, ma rozweselające własności, a grzybiarzy w Unii już nie będzie, o czym niestety donoszą gazety codzienne.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 7/2003