Reklama

Kto tu rządzi, czyli osiem myśli po niewystępie Lewandowskiego

Kto tu rządzi, czyli osiem myśli po niewystępie Lewandowskiego

18.11.2021
Czyta się kilka minut
Zważywszy na rozmiar wizerunkowych strat, trudno uznać, że oświadczenie Roberta Lewandowskiego o przyczynach absencji w meczu z Węgrami pisali specjaliści od wizerunku. Gorzej, że straty nie są tylko wizerunkowe.
Przy linii bocznej podczas meczu z Węgrami, Warszawa, 15 listopada 2021 r. Na pierwszym planie selekcjoner Paulo Sousa, kapitan Robert Lewandowski i rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski / Fot. Wielechowski S / AGENCJA SE / East News
1

1. Powiedzmy sobie szczerze: z perspektywy dużego, europejskiego klubu, którego piłkarze walczą na tylu frontach, że ich zsumowane występy w ciągu roku przekraczają sześćdziesiąt, mecze reprezentacji są utrapieniem. Nie dość, że tracisz zawodnika z oka na kilkanaście dni, że zmienia on swój cykl treningowy, dietę, otoczenie, nie dość, że w przypadku podróży na inny kontynent dochodzi wiele godzin w samolotach, różnica czasu czy komplikacje covidowe, to jeszcze taki zawodnik musi czasem wystąpić na jakimś nędznym boisku dalekiego kraju. Ryzyko kontuzji, utraty formy, wypadnięcia z rytmu jest spore - a w przypadku zawodników rozpoczynających dopiero karierę, albo takich, którzy odczuwają już jej zbliżający się koniec, dochodzi jeszcze kwestia, by tak rzec, rozsądnego gospodarowania zasobami własnego ciała. Z kuriozalnego oświadczenia Roberta Lewandowskiego, mającego wytłumaczyć nieobecność kapitana reprezentacji w meczu z Węgrami, fraza „sygnalizowałem, że grając tak dużo spotkań i znając swój organizm, mogę nie być w optymalnej dyspozycji w obu meczach” jest jedyną tak naprawdę w pełni zrozumiałą.

2. Spójrzmy na kalendarz spotkań Bayernu. Mecz Polski z Węgrami odbył się w poniedziałek, ale już jutro wieczorem mistrzowie Niemiec jadą do Augsburga, później we wtorek do Kijowa, a w przyszłą sobotę podejmują Bielefeld - i dopiero wówczas mają pełny tydzień przerwy przed kolejnym ważnym wyjazdem, do Dortmundu; później w rytmie dwa mecze na tydzień będą grać do 17 grudnia. Jakkolwiek ładnie wydają się brzmieć te okrągłe zdania z oświadczenia Lewandowskiego o motywacji, ambicji, orle na piersi i Stadionie Narodowym, kalendarzowy kontekst decyzji o występie w piątek z Andorą i odpuszczenia sobie poniedziałkowego starcia z Węgrami wydaje się oczywisty: w tym drugim meczu nasz kapitan nie zagrał, oszczędzając nogi na Bundesligę.

3. Jako kibic innego dużego europejskiego klubu w pełni to rozumiem. Oglądając ostatnie mecze reprezentacji Anglii naprawdę się zżymałem, że Harry Kane zagrał w nich ponad sto minut - zwłaszcza, że Anglicy byli już pewni awansu i naprawdę mogli oszczędzić swojego kapitana; ewentualnie wpuścić go z ławki, gdyby - że znów zacytuję frazę z feralnego oświadczenia - spotkanie z Albanią "niestety nie ułożyło się po ich myśli". Z drugiej strony jednak: Kane nie zagrał w tych meczach do końca, Tottenham spotyka się z Leeds dwa dni później niż Bayern z Augsburgiem, no i Anglik jest sporo młodszy od Polaka.

4. Relacje między klubami a reprezentacjami przy tak wypełnionych kalendarzach rozgrywek stają się coraz bardziej napięte, a wyznania zawodników, że czują się coraz bardziej wypaleni, zbyt często zbywa się przypominaniem wysokości ich pensji. I to też w pełni rozumiem, że czasem nie ma dobrych rozwiązań. Że zawodnicy nieraz uginają się pod presją swojego pierwszego pracodawcy, że nie chcą ryzykować konfliktu, może utraty miejsca w składzie, w przypadku postawienia na grę w drużynie narodowej. Przypadek konfliktu Jakuba Błaszczykowskiego i Paulo Sousy w Fiorentinie jest tu wystarczająco wymowny; podczas jednej z poprzednich przerw na reprezentację kilku grających w Premier League Argentyńczyków poleciało z kolei na mecze za ocean mimo zakazu wydanego przez swoje kluby, zmartwione perspektywą ich kwarantanny po powrocie. Ale, umówmy się, to nie jest ten przypadek: Robertowi Lewandowskiemu, podobnie jak Harry’emu Kane’owi, nie grozi utrata miejsca w żadnym składzie. Jeśli chciałby zagrać w dwóch meczach kadry, zagrałby, żeby nie wiem jak musiał przez to cierpieć w milczeniu trener Bayernu Julian Nagelsmann.

5. Ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwałby od niego występów w dwóch meczach. Dlaczego spotkanie z Andorą nie mogło być okazją do sprawdzenia dublerów, z pozostawieniem lidera w odwodzie i wprowadzeniem go na boisko naprawdę w ostateczności, w przypadku niekorzystnego wyniku, którego prawdopodobieństwo było - umówmy się - znikome? Jeśli w oświadczeniu Lewandowski (a raczej, choć trudno w to uwierzyć zważywszy na rozmiar wizerunkowych strat piłkarza, jego specjaliści od wizerunku) pisze, że trener słusznie nie chciał zlekceważyć meczu z Andorą, prowokuje pytanie, dlaczego zlekceważył mecz z przeciwnikiem o niebo silniejszym?

6. Można by oczywiście próbować na podstawie tej decyzji dokonywać psychoanalizy szkoleniowca. Zastanawiać się, czy przed ostatnim zgrupowaniem eliminacji do mistrzostw świata Paulo Sousa nie zmienił się po prostu w jednego z nas, przygotowujących swoje drużyny do rozgrywek w kolejnym sezonie komputerowego Football Managera i dokonujących rzetelnych skądinąd kalkulacji, kogo wypada oszczędzić ze względu na ryzyko kontuzji, kogo ze względu na ryzyko kartkowe, a komu dać szansę, bo dobrze prezentował się na treningach. Podczas swojej malowniczej przygody z polską kadrą Portugalczyk eksperymentował wiele razy i bodaj, czy jedną z jego największych zdolności nie była ta do wycofania się w porę z nietrafionych decyzji personalnych i odmiany oblicza drużyny dzięki zmianom dokonywanym już w trakcie meczu - problem w tym, że w poniedziałek w Warszawie tej najważniejszej korekty zrobić nie mógł, bo Robert Lewandowski nie został do spotkania z Węgrami zgłoszony. To nie była gra komputerowa, którą można zresetować, a następnie zacząć jeszcze raz od ostatniego sejwa.

7. Wygłosiliśmy w ciągu ostatnich miesięcy niejeden komplement pod adresem selekcjonera reprezentacji Polski. Chwaliliśmy mecze z Hiszpanią na Euro i z Anglią podczas eliminacji MŚ. Podobało się nam, że reprezentacja pod jego wodzą próbowała grać nowoczesną piłkę. Cieszyło nas, że mimo niepowodzenia na mistrzostwach Europy sami zawodnicy wydawali się wierzyć w to, co robią. Porażka z Węgrami oznacza jednak, że w pierwszej rundzie dwuetapowych baraży Polacy stracili rozstawienie: nie zagrają u siebie z teoretycznie słabszym rywalem, lecz będą musieli jechać na bój z którymś z potentatów. Przy pechowym losowaniu mogą to być i Włosi, i Portugalczycy. W przypadku odpadnięcia w takim boju przyjdzie nam wrócić właśnie do poniedziałkowego meczu na Stadionie Narodowym. A wtedy same noty za styl i język rozmowy o futbolu już Paulo Sousy nie obronią.

8. „Decyzja na końcu zawsze należy do trenera, ale potwierdzam, że była ona ze mną uzgodniona”… Może tak naprawdę i to zdanie z oświadczenia Roberta Lewandowskiego jest w pełni zrozumiałe. Problem w tym, że prowokuje pytanie, kto naprawdę rządzi w reprezentacji Polski: trener, o którego przyszłości spekuluje się właściwie od czasu zmiany na fotelu prezesa PZPN, czy kapitan, który - czego szczerze mu życzę - za dziesięć dni może zostać laureatem Złotej Piłki. I który przez decyzję o niewystępie z Węgrami może - czego mu szczerze nie życzę - nie pojechać na przyszłoroczny mundial.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]