Reklama

Rewolucje generalskie

Rewolucje generalskie

w cyklu STRONA ŚWIATA
21.05.2019
Czyta się kilka minut
Uliczne bunty obaliły w kwietniu prezydentów w Sudanie i Algierii, ale generałowie, którzy w Chartumie, jak i Algierze sprawowali rzeczywistą władzę, ani myślą ustępować.
Generał-porucznik Abdel Fattah al-Burhan przemawia w sudańskiej telewizji, 13 kwietnia 2019 r. / AFP PHOTO / HO / SUDAN TV / EAST NEWS
Generał-porucznik Abdel Fattah al-Burhan przemawia w sudańskiej telewizji, 13 kwietnia 2019 r. / AFP PHOTO / HO / SUDAN TV / EAST NEWS
N

Niczego nie pragniemy tak bardzo, jak wolności i demokracji – zapewniają sudańscy wojskowi, którzy po ustąpieniu prezydenta Omara al-Baszira sprawują rządy w Chartumie. – Świadomi historycznej odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa, zrobimy wszystko, by spełnić nadzieje sudańskiego ludu i osiągnąć cele naszej wspaniałej rewolucji grudniowej”. „Demokracja i wolne wybory są najlepszym rozwiązaniem” – wtórują sudańskim generałom ich koledzy po fachu z pobliskiej Algierii, którzy również przejęli władzę po ustąpieniu obalonego wskutek ulicznej rewolucji prezydenta.

Przywódcy ludowych buntów z Chartumu i Algieru skarżą się jednak, że mimo publicznie składanych deklaracji, generałowie nie chcą się dzielić władzą i sabotują rokowania o wolnych wyborach i przejęciu rządów przez cywilów. W Sudanie ustalono już, że z elekcją przyszłego przywódcy trzeba poczekać co najmniej trzy lata. W Algierii wybory wyznaczono na początek lipca, ale generałowie też przebąkują, że trzeba je będzie przełożyć na później.

Trzy lata

Zarówno w niepodległym od 1956 roku Sudanie, jak w niepodległej od 1962 roku Algierii, wojskowi od zawsze mieli najwięcej do powiedzenia w polityce. W Chartumie przejęli władzę już dwa lata po ogłoszeniu niepodległości i z krótkimi przerwami sprawują ją do dziś. Obalony w kwietniu Baszir objął rządy w 1989 roku, dokonując zamachu stanu. Zmęczenie jego 30-letnią dyktaturą i będąca ich skutkiem gospodarcza zapaść sprawiły, że w grudniu w Chartumie doszło do antyrządowych wystąpień, które przerodziły się w ludową rewolucję. Na początku kwietnia, widząc, że Baszir przestaje panować nad sytuacją, wojskowi, którzy dotąd stanowili jego najwierniejszych sprzymierzeńców, zmusili go do ustąpienia i przejęli władzę jako Tymczasowa Rada Wojskowa.


CZYTAJ TAKŻE

GORZKI POSMAK ZWYCIĘSTWA: Trzy największe kraje Afryki – Algieria, Libia i Sudan – znalazły się w jądrze politycznych burz, które mogą zagrozić północy kontynentu.


Początkowo chartumska ulica uznała generałów za sojuszników, którzy obalili znienawidzonego tyrana. Zachłyśnięcie rewolucyjnym triumfem minęło, gdy okazało się, że w Tymczasowej Radzie Wojskowej zasiedli niedawni najbliżsi zausznicy dyktatora i poza odsunięciem od władzy tyrana nic więcej się nie zmieniło. Reagując na wzburzenie ulicy, generałowie wykluczyli z rady najbardziej skompromitowanych kolegów, aż w końcu na jej czele stanął cieszący się opinią uczciwego i sprawiedliwego generał-porucznik Abdel Fattah al-Burhan. Szybko porozumiał się z przywódcami rewolucji, że z wolnymi wyborami trzeba poczekać przynajmniej trzy lata i że w międzyczasie władzę w Chartumie sprawować będą wojskowi do spółki z cywilami. Ustalono, że dwie trzecie posłów do 300-osobowego tymczasowego parlamentu wyznaczy obóz rewolucyjny, a pozostałych stu powoła wojsko.

Generałowie i rewolucjoniści nie mogą jednak porozumieć się, kto będzie zasiadać w rządzie tymczasowym, a więc kto będzie sprawować rzeczywistą władzę w okresie od rewolucji do wolnych wyborów. Rewolucjoniści chcą, by większość w rządzie tymczasowym stanowili wskazani przez nich cywile. Generałowie upierają się jednak, że to oni powinni rządzić. Spory sprawiły, że w zeszłym tygodniu w Chartumie znów doszło do rozruchów, w których zginęło pięciu demonstrantów i jeden oficer, a prawie sto osób zostało rannych (od grudnia zginęło w Sudanie około stu osób). Rozmowy o transformacji i podziale władzy zostały wznowione dopiero, gdy przywódcy rewolucji z Przymierza na rzecz Wolności i Zmiany zgodzili się usunąć uliczne barykady, paraliżujące życie Chartumu.

Chartumscy rewolucjoniści podejrzewają wojskowych, że przeciągają rokowania, by zmęczyć demonstrantów i przywódców Przymierza, zmusić ich do kapitulacji i ustępstw. Generałowie wiedzą, że 60-letni Burhan cieszy się zaufaniem Sudańczyków i że większość z nich, udręczonych biedą i chaosem, byłaby gotowa pogodzić się z jego rządami.

Przywódca z konnicy

Alternatywą – a zdaniem wielu konkurentem – dla Burhana jest jego zastępca, 44-letni gen. Mohammed Hamdan „Hemedti” Dagalo, najmłodszy z członków Tymczasowej Rady Wojskowej. Błyskawiczną karierę wojskową zawdzięcza wojnie w Darfurze, krainie na zachodzie Sudanu, gdzie na początku stulecia miejscowe, afrykańskie ludy Furów, Zaghawów i Messalitów wznieciły powstanie przeciwko rządzącym w Chartumie Arabom. Wywodzący się z Darfuru „Hemedti” stanął na czele „dżandżawidów”, konnicy z arabskiego pospolitego ruszenia, które opowiedziało się po stronie chartumskich władz. Wspierane przez rząd Baszira, stosując taktykę spalonej ziemi, brutalnie stłumiło rebelię, dokonując wszelkich możliwych zbrodni. Według ONZ w Darfurze zginęło ponad ćwierć miliona ludzi, a około trzy miliony stało się uchodźcami. Za zbrodnie, jakie jego wojska popełniły w Darfurze, Międzynarodowy Trybunał Karny z Hagi rozesłał za Baszirem listy gończe.


CZYTAJ WIĘCEJ:

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


„Hemedti”, dowódca „dżandżawidów” i wykonawca rozkazów Baszira, nie został o nic oskarżony, a wojenne zasługi sprawiły, że stał się jednym z najbardziej wpływowych generałów i polityków w Chartumie. Jego pospolite ruszenie, wcielone do regularnej armii jako Siły Szybkiego Reagowania, stanowi jedną trzecią sudańskiego wojska, najlepiej opłacaną i uzbrojoną. Gdy w 2015 roku Arabia Saudyjska posłała wojska do sąsiedniego, ogarniętego wojną domową Jemenu, by przywrócić do władzy tamtejszego prezydenta, Baszir, zabiegający o względy i petrodolary Saudów, przysłał im do pomocy „dżandżawidów”. Zadzierzgnięte w Jemenie braterstwo broni zyskało „Hemedtiemu” wdzięczność i przyjaźń Saudów, i sprzymierzonych z nimi szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich (po obaleniu Baszira obiecali chartumskiej juncie 3 miliardy dolarów na najpilniejsze potrzeby).

„Hemedti” mówi, że kiedy w Chartumie wybuchła rewolucja, Baszir rozkazał mu, by posłał swoich „dżandżawidów” przeciwko demonstrantom. Nie posłuchał jednak dyktatora i wraz z innymi generałami wystąpił przeciwko niemu. Wielu przywódców rewolucji uważa, że „Hemedti” byłby najlepszym zabezpieczeniem przed religijnymi radykałami, którzy zdobyli ogromne polityczne wpływy podczas 30-letnich rządów Baszira. Wiarę tę podzielają najwyraźniej także Saudowie i Amerykanie, którzy za prezydentury Billa Clintona, George’a W. Busha i Baracka Obamy byli wrogiem Sudanu, oskarżali go o wspieranie terroryzmu i wojenne zbrodnie w Darfurze, nawoływali do ostracyzmu. Dziś szef amerykańskiej ambasady w Chartumie przyjmuje od „Hemedtiego” zaproszenia na kolacje.

„Hemedti” i jego koledzy generałowie winą za całe sudańskie zło obarczają byłego dyktatora Baszira, któremu przez całe lata wiernie służyli. W Algierii tamtejsi generałowie obwiniają o wszystko byłego prezydenta, byłego towarzysza broni Abdula Aziza Buteflikę.

Gra o wybory

Podobnie jak w Sudanie, w Algierii od pierwszych dni jej niepodległego istnienia rzeczywistą władzę sprawują wojskowi, weterani partyzanckiej wojny wyzwoleńczej przeciwko Francji z lat 50. i 60. XX w. Buteflika był jednym z nich. W kwietniu, gdy w całym kraju trwały antyrządowe wystąpienia przeciwko rządom starego, schorowanego i zniedołężniałego prezydenta, zaniepokojeni o władzę generałowie postanowili zmusić go do ustąpienia. Wyznaczyli tymczasowego prezydenta i premiera oraz obiecali, że 4 lipca przeprowadzą wolne wybory.

Przywódcy algierskiej rewolucji skarżą się, że wojskowi, z dowódcą rządowego wojska, 80-letnim gen. Ahmedem Gaidem Salahem na czele, nie zamierzają dotrzymać słowa i chcą przesunąć wybory na późniejszy termin. A żeby przypodobać się algierskiej ulicy, Salah kazał aresztować brata Butefliki, Saida, który w ostatnich latach sprawował w zastępstwie prezydenta rzeczywistą władzę, a także tuzin zaprzyjaźnionych z nim przedsiębiorców i kupców, którzy dzięki komitywie z rządzącymi dorobili się majątków.

Koledzy po fachu

W Chartumie i Algierze wciąż trwają uliczne wystąpienia, a ich przywódcy, rozczarowani, że rewolucje zostały zawłaszczone przez generałów, żądają rzeczywistych, a nie kosmetycznych zmian. Przywykli do sprawowania rządów wojskowi nie wydają się na nie gotowi. Tym bardziej że mogą liczyć na zagranicznych sojuszników i dobrodziejów. Saudowie oraz szejkowie z Dubaju i Abu Zabi zapewniają pieniądze, a Amerykanie i Egipt – wsparcie polityczne. Politycznym patronem wojskowych dyktatorów staje się Egipcjanin Abdel Fattah al-Sisi, generał, który w 2013 roku przejął władzę w Kairze w wyniku zamachu stanu.

Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, uważa Sisiego (i Saudów) za najważniejszego sojusznika na Bliskim Wschodzie i afrykańskim Maghrebie oraz przewodnika po tamtejszej polityce. Sisi popiera zaś kolegów po fachu w Chartumie i Algierze, a także samozwańczego przywódcę wschodniej Libii (Cyrenajki) marszałka Chalifę Haftara, który od miesiąca oblega Tripoli i próbuje obalić urzędujące tam i uznawane przez świat władze. Sisi gości Haftara w Kairze, a w kwietniu Trump, po rozmowie telefonicznej z Libijczykiem (Haftar jest obywatelem USA i byłym współpracownikiem CIA), wychwalał jego zasługi „w wojnie z terroryzmem” i w „zabezpieczaniu dostaw libijskiej ropy naftowej”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]