Sezon infekcyjny trwa, trwają też szczepienia – przeciw grypie, bo te przeciw covidowi utknęły w martwym punkcie. Nie mamy armat, czyli po prostu – szczepionek. Zbliża się połowa października – wtedy, według obietnic Ministerstwa Zdrowia, do Polski ma trafić pierwsza pula szczepionek z rozstrzygniętego przetargu. Jednak czy tak się stanie? To samo ministerstwo obiecywało przecież, że wcześniej będzie dostawa szczepionek odkupionych od Łotwy. I co? I nic.
Zespołu ekspertów ministerstwo nie słucha
Ministra zdrowia Izabela Leszczyna już w styczniu, w pierwszych tygodniach urzędowania, powołała zespół ekspertów, który miał jej doradzać w kwestii walki z chorobami zakaźnymi. Była zresztą za ten krok chwalona, a zapowiedzi współpracy z gronem osób, z których większość niezwykle krytycznie recenzowała działania rządu PiS w czasie pandemii, były obiecujące. „Zespół od początku zwracał uwagę, jakie kroki trzeba podjąć, żeby zabezpieczyć dostępność szczepień oraz leków przeciwwirusowych w nowym sezonie – powiedział w tym tygodniu publicznie jego przewodniczący prof. Robert Flisiak, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych. – Nie zrobiono niczego. Po prostu nas zignorowano”.
W spór z Pfizerem wszedł rząd PiS
Mamy więc „powtórkę z rozrywki”. Tak jak rok temu, w krajach UE trwają szczepienia, a Polacy na szczepionki czekają. Warto oczywiście przypominać, komu zawdzięczamy tę sytuację – to poprzednicy, konkretnie premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski podjęli decyzję o odstąpieniu od unijnego mechanizmu szczepień i wejściu w spór prawny z producentem jednej ze szczepionek, firmą Pfizer. W grę wchodzą miliardowe kwoty i nowej władzy nie udało się rozwiązać problemu.
Szczepionka dostępna w aptekach za kilkaset złotych
Rynek nie znosi próżni i gdy państwo nie działa, zaczynają pojawiać się rozwiązania alternatywne. W tym przypadku Pfizer, którego preparat dostosowany do nowego wariantu, czyli Comirnaty JN.1, Europejska Agencja Leków dopuściła do obrotu już w lecie, skorzystał z możliwości jego komercyjnego zaoferowania (firma nie wystartowała w przetargu MZ). Nowe szczepionki od kilku tygodni są już w ofercie hurtowni, a także nielicznych aptek. Koszt dawki? 400 zł minimum (są też ceny powyżej 500 zł, a aptekarze twierdzą, że jeszcze stosunkowo niedawno były oferty oscylujące wokół 800 zł za dawkę).
Chętni na pewno by się znaleźli, są jednak problemy techniczne. Po pierwsze, trzeba mieć receptę od lekarza. Farmaceuci mogą wystawiać recepty, ale w przypadku szczepień – tylko na określone w przepisach preparaty, a na liście nie ma szczepień przeciw covidowi. Co więcej, dawek w opakowaniu jest dziesięć i farmaceutom trudno jest realizować pojedyncze zamówienia. – Tak naprawdę to jest oferta grupowa. Jeśli ktoś zbierze dziesięć osób z receptami, bez problemu mogę zrealizować jego konkretne zamówienie, a nawet odpłatnie przeprowadzić szczepienie – mówi właścicielka jednej z warszawskich aptek, w której prowadzony jest punkt szczepień, ale na razie ze szczepień sezonowych realizowane są tylko te przeciw grypie. Za szczepienie w aptece trzeba zapłacić 25-30 złotych.
Leki na covid drogie i trudno dostępne
Szczepionki to tylko część problemu. Nie mamy również, o czym mówił prof. Flisiak, dostępnych leków stosowanych w leczeniu covidu. Preparat firmy Pfizer (ritonavir), lek zalecany osobom z grup ryzyka ciężkiego przebiegu choroby, który trzeba przyjąć krótko po potwierdzeniu zakażenia (i który w krajach UE jest refundowany), w Polsce dostępny jest w ok. 5 proc. aptek i kosztuje od 5 do nawet ponad 7 tys. zł za opakowanie. Z kolei lek stosowany w leczeniu pacjentów z ciężkim przebiegiem, którzy trafiają do szpitali (remdesivir), te ostatnie muszą kupować za własne pieniądze. Których nie mają (również dlatego, że NFZ mierzy się z niedostatkiem finansów i i ma problem z przekazywaniem szpitalom pieniędzy za już wykonane świadczenia).
Być może wkrótce sytuacja nieco się poprawi, bo Fundusz obiecuje, że będzie placówkom refundował koszt leku – ale tylko dla niektórych pacjentów, ściśle określonych w zarządzeniu prezesa NFZ. „Nie zrobiono nic, a teraz próbuje się ratować sytuację na łapu-capu” – mówi z goryczą prof. Flisiak.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















