– Nie wiemy, jaka dokładnie jest sytuacja epidemiologiczna, bo nie ma systemowego testowania – mówi Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski. Wiele się w Polsce na przestrzeni ostatniego roku zmieniło, ale akurat w tej konkretnej sprawie, czyli wypracowania narzędzi, które pozwoliłyby mieć wiedzę opartą na twardych danych, można zaryzykować stwierdzenie, że niewiele, albo wręcz – nic.
Fala zakażeń
Musimy więc bazować na szacunkach i danych pośrednich, na przykład z monitoringu ścieków, raportów ze szpitali, sprzedaży aptecznej testów. W sumie – wystarczy. Przez Polskę idzie fala zakażeń i daleko jej do apogeum.
Oczywiście nie ma przesłanek ani pomysłu, by powrócić do masowego testowania. Nie miałoby to większego sensu. Nie ma też takiego zapotrzebowania – oswoiliśmy się z covidem i pojawiające się coraz częściej głosy lekarzy pracujących w szpitalach, że nowy wariant czy też warianty SARS-CoV-2 znów skutkują u części zakażonych zapaleniami płuc (czego praktycznie nie odnotowywano w poprzednim sezonie infekcyjnym), nie robią już na nikim wrażenia. Skoro Noah Lyles, kombinuje Nowak i Kowalski, mógł zdobyć brązowy medal, biegnąc z koronawirusem, to przecież nie może być on taki groźny.
Fakt, że amerykański lekkoatleta nie mógł opuścić stadionu o własnych siłach, a jego własna matka zasypała organizatorów pretensjami, że nie od razu zajęli się (wystarczająco troskliwie) jej synem, nie przebił się do głównego nurtu dyskusji. Zresztą, o czym tu dyskutować: jak Lyles, oczywiście bez rozwijania jego szybkości, funkcjonujemy przecież już od dwóch, a nawet trzech lat. Nie przejmując się zanadto ani wirusem, ani chorobą, którą wywołuje, ani konsekwencjami, jakie mogą z takiego podejścia wynikać dla naszego zdrowia i – co gorsze – dla zdrowia innych osób, które są mimowolnymi świadkami bicia rekordów lekceważenia.
Nie bójmy się maseczek
W drugim i trzecim roku pandemii dużo mówiono o „nowej normalności”, tyle tylko, że jej zasady się po prostu nie przyjęły. Zakładały one, że będziemy się zachowywać z respektem – dla nieznanej (wtedy, ale to się jeszcze nie zmieniło) choroby, z szacunkiem dla zdrowia (własnego i innych osób). Nie ma ani tego, ani tego, czego najlepszym dowodem jest „straszenie” przez część mediów możliwym powrotem obowiązku zakładania maseczek, który – rzekomo – planowałoby Ministerstwo Zdrowia.
Dziennikarze robią to, zamiast przekazywać informacje o sytuacji epidemiologicznej, o możliwych scenariuszach i przypominać, że w sytuacji, gdy szczepionki przeciw nowemu wariantowi SARS-CoV-2 będą dostępne najwcześniej pod koniec października, jedyną ochroną pozostaje zdrowy rozsądek, który każe chronić się we własnym zakresie znanymi sposobami. Maseczki nie są zagrożeniem, maseczki są sposobem ochrony siebie oraz innych i zdecydowanie warto zaopatrzyć się w nie ponownie (te kupione w latach 2020-2022 mogą być już przeterminowane; warto sprawdzić na opakowaniu) i używać.
Gdzie? W przychodni, szpitalu, aptece. W środkach komunikacji publicznej. W miejscach, gdzie trudno o zachowanie dystansu, a o stanie zdrowia osób (licznie) zgromadzonych nie wiemy nic. Zwłaszcza w takich, które nie mają dobrej wentylacji i systemu oczyszczania powietrza.
Bez paniki
Nie ma co wpadać w panikę, bo panika nie jest zdrowa. Ale nie jest też zdrowe lekceważenie rzeczywistości. Wirusy nie mają wakacji (o tym mówi GIS, o tym mówią urzędnicy Ministerstwa Zdrowia, o tym mówią lekarze, opisując sytuację na oddziałach), ale początek roku szkolnego to dla patogenów po prostu karnawał. Nie przed wszystkimi obronią nas szczepienia (choćby dlatego, że przeciw SARS-CoV-2 i grypie zaszczepi się niewielki odsetek populacji), ale może nas ochronić zdrowy rozsądek. Czyli – dystans (jeśli to możliwe), wietrzenie pomieszczeń, maseczki i częste oraz staranne mycie rąk.
Jeszcze nigdy tak niewiele mogło ochronić tak wielu, trawestując klasyka.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















