Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Recenzje - debiuty

Recenzje - debiuty

11.05.2011
Czyta się kilka minut
Pamięć czysta
M

Marcin Kurek (ur. 1970) to laureat ubiegłorocznej Nagrody Kościelskich. Nagrodę otrzymał za poemat "Oleander". Za tę samą książkę otrzymał nominację do tegorocznej nagrody Silesius.

Na wielkie uznanie zasługuje tworzona z konsekwencją, niezwykle dopracowana forma poematu. "Oleander" urzeka zmysłem i bogactwem językowym, a także wyczuciem w opisach np. stanów psychicznych bohatera. W czasach narastającej dominacji narracji chaotycznych, pozbawionych głębszego planu, poemat Marcina Kurka wydaje się być fenomenem. Tu narracja (dla ścisłości dodajmy: pierwszoosobowa) "płynie", jest budowana w sposób niezwykle naturalny. Kurek konstruuje poetyckie obrazy w sposób prosty, nie pozbawiając ich jednocześnie wielkiej, psychologicznej głębi.

"Oleander" jest swego rodzaju palimpsestem; przeziera przezeń cała tradycja polskiej kultury. Obecni są tu - w różnej formie i w różnym celu - Gombrowicz, Herbert i Mickiewicz, Wyspiański, Miłosz i Kochanowski... Ale obecna jest także kolęda (ostatni wers poematu brzmi: "Co ci się śniło? Lulajże lulaj") albo piosenka żołnierska o Zosieńce...

Widoczne są związki poematu Kurka z literaturą romantyczną. Nie tylko poprzez formę ("Oleander" to w zasadzie poemat dygresyjny), ale - może nade wszystko - poprzez kreację przedstawionego świata. Jest on często zbudowany z dwóch bardzo do siebie podobnych elementów: sennego marzenia i wspomnienia. Oba karmią się nierzeczywistością, w obu przypadkach trudno jest rozgraniczyć, gdzie przebiega granica pomiędzy rzeczywistym światem a urojeniem, snem czy też - zmyśleniem narratora. W efekcie przedstawiona w "Oleandrze" rzeczywistość jawi się nam raczej jako fantazmat.

Warto zapytać, czemu służy przywoływanie fantasmagorycznych reminiscencji, postaci ze świata kultury czy też bliskich narratorowi osób? Otóż główny bohater, stojący - jak się dowiadujemy już na samym początku poematu - w obliczu śmierci, odczuwa jakby wewnętrzny przymus wypowiedzenia własnej historii. Tylko w ten sposób, jak się zdaje, może stanąć po stronie istnienia, gdyż - co zostaje w poemacie powtórzone wielokrotnie - "wszystko, co istnieje, doprasza się o pamięć". Chodzi tu jednak o specyficzny jej rodzaj, nazwany "pamięcią czystą", to znaczy - całkowicie wyzbytą subiektywnej perspektywy

("Wspomnienia to nie pamięć i właśnie wspomnienia trzeba wykorzenić, by pamięć stała się czysta"). Pojawia się jednak bezradność: marzenie i wspomnienie mają bowiem to do siebie, że przez ich pryzmat nie można utrwalić prawdziwego świata ("Dlaczego wyobrażenie oczekiwanych miejsc i twarzy wymazuje się bezpowrotnie / po spotkaniu z rzeczywistym?").

Projekcja idealnej rzeczywistości zachowana we wspomnieniu, wyrażona w marzeniu albo w sennej wizji, nie może być odpowiedzią na ludzkie pragnienie nieśmiertelności. Nie zapominajmy, że oleander jest rośliną ozdobną, o niezwykle toksycznych właściwościach.

Marek Sikora

Corpolife

Rozwój niektórych poetów przed debiutem można obserwować latami. Biorą udział w konkursach poetyckich, publikują dziesiątki wierszy w prasie literackiej. Kira Pietrek raczej nie rozpieszczała czytelników. Debiutancki tom wierszy "Język korzyści" poprzedziły jedynie publikacje w antologii "Słynni i świetni" oraz w "Ósmym Arkuszu Odry". Na co dzień Pietrek zajmuje się grafiką. Za projekty reklamowe otrzymała kilka znaczących nagród.

Kira Pietrek w karykaturalny sposób pokazuje świat korporacji. Obnaża śmieszność życia człowieka, który jest zniewolony przez codzienne przyzwyczajenia, a na rzeczywistość patrzy przez pryzmat najbardziej podstawowych potrzeb: jedzenia, wypróżniania się i seksu. Bogactwo języka młodej poetki zdaje się wynikać z umiejętności swobodnego łączenia mowy potocznej z językiem reklamy, plotki czy informacji prasowej. "Język korzyści" spełnia więc w pewnym stopniu postulaty, jakie niektórzy krytycy stawiali ostatnio młodej poezji. Miało być więcej życia? To jest. Zaangażowania społecznego? Proszę bardzo! Jestem jednak pewien, że nie dzięki zaangażowaniu społecznemu poezja Kiry Pietrek godna jest uwagi. Największą rolę odgrywa tu bowiem ironia, która pozwala poetce osiągnąć efekt pozornej bylejakości, a przy okazji utrzymać czytelnika w napięciu.

Jeśli obowiązują jeszcze poetyckie podziały, to poezję Kiry Pietrek należałoby pewnie umieścić w nurcie Marcina Świetlickiego. Z delikatnym zastrzeżeniem, że nazwisko autora "Zimnych krajów" odnosi się do zjawiska międzypokoleniowego i obejmuje dziedzinę zainteresowań tak różnych autorów, jak Darek Foks, Adam Wiedemann, Jaś Kapela czy Dorota Masłowska. Co najbardziej warto docenić u młodej poetki? Myślę, że lekki styl i bezkompromisowość. I choć nadmiar fizjologii może chwilami męczyć, a perspektywa wydawać się nieco jednostronna, to wszelki niedosyt rekompensuje spójna narracja i - nie bójmy się takich słów - dowcip i elokwencja. Wulgarność i szybkie tempo życia to chleb codzienny w branży reklamowej. A poezja Kiry Pietrek taka właśnie jest: powstaje w firmowej łazience, przed automatem do kawy, wśród produkcyjnych statystyk, w internetowym banku fotografii.

Opowieść to zresztą nie jedyna forma rozprawiania się poetki z otaczającym światem. Obok anegdot o ostatnich dniach koleżanki w firmie, czytelnik znajdzie tu także lirykę gęstą, sięgającą do tradycji strumienia świadomości. Efekt zderzenia scen z życia w wielkiej firmie z opisami masowego chowu świń i wulgarnym erotyzmem jest mocny i może wywoływać odruchy zwrotne. Niektórzy mogą nie lubić takich obrazów. Niektórym pewnie nie spodoba się epatowanie mową potoczną i wszechobecna, brudna seksualność. Ale ja, z małymi może zastrzeżeniami, kupuję ten przekaz. "Język korzyści" to książka zabawna i gorzka. Nade wszystko jednak - do bólu dzisiejsza.

Marcin Orliński

Nienachalne

Chociaż "Bardzo" to debiut książkowy Renaty Senktas (ur. 1979), czytelnik współczesnej polskiej poezji może pamiętać jej wiersze z antologii "poezji kobiet" "Solistki" (wydanej w 2010 nakładem Staromiejskiego Domu Kultury w Warszawie).

Twórczość Senktas, rozpisana do formatu samodzielnej książki poetyckiej, intryguje przede wszystkim wyważonym minimalizmem, urywanym tokiem narracji, odwagą zadawania pytań, które pozostają zawieszone w próżni - zarazem fundamentalnych i niedookreślonych, jak w wierszu "Lecąc":

Chmury płaskie i białe.

Suniemy po paśmie startowym z piór.

Opiłki zimowego słońca tną

powietrze jak szkło.

Odgarniamy tę jaskrawość jak śnieg

i w bladym milczeniu spadamy w zaspy piasku.

Czy możemy nazwać ten moment

pochmurnym?

Czasem nie da się mówić inaczej niż zaimkami - poprzez wskazanie na "tę" jaskrawość, na "ten" moment. Skłonność do niedopowiedzeń, specyficzna językowa wyobraźnia Senktas wyjaśniają swoje inspiracje już w dedykacji do tomu - Piotrowi S. - którą można rozwinąć jako Piotrowi Sommerowi (nawet jeśli niezgodnie z intencją poetki).

W "Bardzo" pobrzmiewa też lektura jednego z ulubionych twórców Sommera - Charlesa Reznikoffa. Senktas zdaje się czerpać z niego nie tylko specyficzne "wygaszenie", wyciszenie własnego głosu (w rytm "bezszelestu, co pisze się bez końca"), ale i spojrzenie skupione na zjawiskach naturalnych, na styku przyrody i miasta (bądź domu, ulicy, stacji kolejowej).

Najciekawsza w "Bardzo" zdaje się bowiem próba opisania wszystkich autorskich obserwacji w języku dynamicznego, organicznego życia. Jego symbolem staje się ocean z tytułowego wiersza: "Usiądź, / to jest bardzo poważny ocean, / dalej nie wejdziesz, nie wchodź, mówi, / to ja się do ciebie zalecam". Okazuje się on jednocześnie pociągający i przytłaczający, ogarnia wiersz i pozwala mu się rozwinąć. Obrazy przyrody, wraz z powracającym motywem podróży, stanowią swoiste spoiwo tomu.

To właśnie "uspójnianie" narracji, konsekwentne i szczere - acz nienachalne, brak tu formalnego rygoru czy obrony "silnej" figury autorskiego podmiotu - stanowi mocną stronę "Bardzo". Czytelnika intryguje powtarzalność narzędzi opisu, celowe ograniczenie symbolicznego repertuaru - nawet jeśli jest bardziej wyrazem spontanicznej genezy wiersza i intuicji autorki niż świadectwem szeroko zakrojonego poetyckiego projektu.

Senktas przedstawia czytelnikowi niewątpliwie jeden z najciekawszych debiutów ubiegłego roku: przemyślany, oryginalny, świadomie organizujący poszczególne wiersze wokół centralnych tematów narracji.

Paweł Kaczmarski

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]