Raport z wąskiego miasta

Nie idzie przejść, nie dojdziesz dlaczego. Niby powód prosty – potencjalna Atlantyda zatopiona dziesiątkami, milionami, pierdyliardami turystów, za przeproszeniem, flaneurów.
Czyta się kilka minut

​Z pewnością przyczyna jest głębsza niż aqua alta, głębsza niż laguny wody gościnnie zapalikowane. Każdy chce zdążyć ze swoim selfie stickiem, żeby utrwalić, uwiecznić na Snapchacie swoją stopklatkę à la Serenissima, kijki zderzają się na mostach, aparaty strzelają foty niewłaściwym twarzom, permanentny photobombing w Wenecji. Ale, ale – ale czy to odstrasza? Bynajmniej, apropori.

Niby dobrze, że ludziom się chce zlatywać, pięknem sycić, wyzwalać migawki na mostkach, mosteczkach i mościnkach, łapać blikującą płynność fasadowej kamienności dożalandu, zanim zaraz na Marco Polo i w samolot... a jednak chciałoby się bardziej jak Wagner, chciałoby się jak Brodski, a tu młyn w Jarocinie ’84, a tu Media Markt w dniu promocji, a tu raj froterystów.

Może ludzie tak lubią; tak – lubią! Z tego, co zaobserwowałem w wymuszonym slow motion przelocie, sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało, kto do Wenecji w sierpniu? Jednakowoż obowiązki, ten, tego, Biennale, ja wybierając los mój, wybrałem Biennale, a Biennale – wiadomo – nie w tłumie, jeno w Arsenale. Biennale spoko, Biennale warto, Biennale polecam, zero Media Marktu. Tylko że trzeba dojść, a jak tam dojść, jak nie przejdziesz. Można niby dopłynąć, tłuszczę ciągle opływać, wszak Wenecja, ale to wariant raczej dla Zuckerberga Gatesa, niemożebny pekuniarnie.

A tu stoją, a tam stoją, zawsze na drodze, często z lodami (a lody brudzą). A tu się snują, torbą-podróbką niespodzianie przydzwonią, a to do ucha wrzasną, a to kichną w oko, szturchną, dziabną nogę/rękę/mózg na ścianie podłożą. Najgorsze są mosty, bo na nich najbardziej się sterczy. Zagapiają się z najniemożebniejszych kierunkach, i walą znienacka selfie stickiem. Amatorszczyzna kanikuły. Profesjonaliści nie są lepsi. Przykładowo: rzucacze pokupnych kolorowych przedmiotów (kierunek w górę bądź w dół). Nie wiadomo, który typ bardziej szkodliwy dla zdrowia. Rzucacze w górę zawracają w głowach przemieszczającym się w miarę horyzontalnie Japończykom, którzy zderzają się z tobą dołem twarzy. Natomiast rzucacze w dół – popularni plaskacze plastikowych meduz – czasem trafiają w twój but, a najczęściej powodują, że zagapieni Francuzi uderzają cię czubkiem czoła. Boli.

No, nikt nie mówił, że będzie różowo, zwłaszcza w Wenecji, na tym łez padole, mieście kanałami łez pooranym. Nawet wyspa-cmentarz San Michele pełna, kwatery za skarby świata nie dostaniesz. Permanentny szczyt sezonu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2016