Rachunki sumienia

W "babskim" magazynie interesujące rozmowy z kandydatkami do Parlamentu Europejskiego. Jedna z nich to matka trójki dzieci w wieku od 7 do 10 lat. Z zapałem zapewnia, że rodzina dla niej najważniejsza, a choć dzieci do Strasburga ani Brukseli nie zabierze ("tu mamy dom"), wszystko da się ze sobą pogodzić, tak jak dotąd - bo już i teraz jest posłanką. Tyle że nie wyjaśnia, po co rzuca jeden poselski obowiązek w połowie drogi i sięga po ten drugi, tak od dzieci odległy. Nie wie też, ile będzie tam zarabiać, cieszy się tylko, że wystarczy jej na kilkanaście biur poselskich...
Czyta się kilka minut

Nadeszło dwudziestolecie pierwszych niefikcyjnych wyborów i pytanie staje się natrętne: jacy oni są, ta klasa polityczna wyrosła w ciągu dwóch dekad z generacji opozycjonistów albo ludzi dojrzewających już w wolności? Rachunek sumienia, bez którego nie da się świętować. Czy go zrobią, tak beznadziejnie podzieleni, skłóceni chyba naprawdę na śmierć i życie, nauczeni potakiwać swoim liderom zawsze i we wszystkim, i mówić o rywalach jako o wrogach też na śmierć i życie, demonstrujący niewzruszoną wiarę we własny monopol, prawdę, moralność i miłość ojczyzny, i nieprzyznający ani w ułamku procenta tego samego rywalom?

A może raczej rachunek sumienia dziennikarski? Z wolności słowa czy z umiejętności żonglowania tą wolnością zawsze tak, aby wygrać. Z aranżowania zderzeń racji i sensacyjnych newsów, z konfrontowania ze sobą przeciwników, z preferowania jątrzących sporów nad debaty eksperckie, z mistrzostwa w stawianiu "kropek nad i", przerywania niewygodnych stwierdzeń, rozdzielania głosów według własnego dowolnego klucza, z jednym tylko strachem: przed poprawnością polityczną, którym to mianem chrzci się zarówno obłudny konformizm, jak i - zdarza się - reguły uczciwej gry i poczucie niezbywalnej ongiś przyzwoitości...

4 czerwca będziemy świętować w różnych miejscach i pod różnymi patronatami. To już wiadomo. Wyjdzie, jak wyjdzie - czytelnik tych linijek będzie już wiedział. W tej chwili są dopiero Zielone Święta, więc niewiadomą najbliższego czwartku jest także jeden jeszcze punkt, dla mnie osobiście najważniejszy: Msza święta celebrowana w południe przez Prymasa pod krzyżami stoczni gdańskiej. Dla kogo i z jakim przesłaniem? Zabraknie przecież dokoła ołtarza bardzo wielu tych, którzy powinni tam się znaleźć. A nawet duchem nie będą obecni, jeśli będą wiedzieli, że ich się tam nie chce. Więc Msza Święta przeciw komukolwiek?

Cytuję z pamięci, a więc na pewno nie dość wiernie językowo. "Jeśli ofiarujesz swój dar przed ołtarzem, a tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój i idź pojednać się z bratem twoim. A potem przyjdziesz ofiarować twój dar"...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2009