Pułapka na sprawiedliwość

Oto skutek wojny PiS z sądami: ważne ustrojowe sprawy nie będą rozstrzygane w dialogu między rządem a opozycją. Będą to robić instytucje, w których Polacy odgrywają minimalną rolę i których...

Reklama

Pułapka na sprawiedliwość

Pułapka na sprawiedliwość

13.01.2020
Czyta się kilka minut
Oto skutek wojny PiS z sądami: ważne ustrojowe sprawy nie będą rozstrzygane w dialogu między rządem a opozycją. Będą to robić instytucje, w których Polacy odgrywają minimalną rolę i których demokratyczna legitymizacja jest bardzo słaba.
Marsz Tysiąca Tóg, Warszawa, 11 stycznia 2020 r. ADAM CHEŁSTOWSKI / FORUM
C

Czy sędzia mianowany przez prezydenta jest mniej niezależny niż sędzia mianowany przez inną instytucję, np. Sejm lub ministra sprawiedliwości? Oczywiście że nie. Taki sędzia może tak samo wydawać wyroki i orzeczenia wbrew woli instytucji, która go powołała, jak każdy inny. Sposób mianowania nie ma na to wpływu, ma go natomiast kontekst, w jakim przychodzi mu pracować, i sposób, w jaki można go odwołać. Jeśli ta sama instytucja, która go powołała, może go też odwołać, przesunąć na inne stanowisko, ścigać dyscyplinarnie, wówczas wydanie przez niego niekorzystnych dla tej instytucji decyzji będzie o wiele mniej prawdopodobne niż w przypadku sędziego, któremu za jego decyzje nie grożą żadne kary.

Mimo to nawet w dyktaturach zdarzają się sędziowie, którzy na przekór wszystkim systemowym pułapkom zachowują niezależność, przynajmniej do chwili ich odwołania, ukarania, zwolnienia albo nawet uwięzienia. Mają dużą wewnętrzną niezależność albo, mówiąc potocznie, są po prostu bohaterami. W demokratycznych państwach wszystkie mechanizmy zewnętrznej instytucjonalnej niezależności służą właśnie temu, aby sędziowie wydający wyroki niekorzystne dla innych filarów władzy nie musieli być bohaterami. Aby mogli, ale też nie musieli, podejmować decyzje niekorzystne dla władzy wykonawczej i ustawodawczej. Dlatego nie wolno oceniać jakości funkcjonowania sądów i sędziów na podstawie tego, jakie decyzje wydają.

Obiektywne kryteria

Sędziowie i sądy rozstrzygają spory między obywatelami, a Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, Naczelny Sąd Administracyjny rozstrzygają spory między sądami niższych instancji i spory między organami władzy państwowej. Mogą to robić skutecznie tylko wtedy, gdy są niezależne od stron sporu. Dlatego twierdzenie (jak ostatnio można było usłyszeć po niekorzystnym dla Jana Śpiewaka wyroku), że jakiś wyrok świadczy o konieczności głębokiej reformy sądownictwa, ujawnia jedynie brak zrozumienia, do czego sądownictwo służy. Skoro każdy wyrok jest rozstrzygnięciem sporu, każdy wyrok siłą rzeczy narusza interesy jednej strony tego sporu. Ale nawet dla przegranego lepiej jest, że zapadnie taki wyrok niż żaden, albo nawet wyrok dla niego korzystny, lecz wydany przez sąd, którego nikt poza wygranym nie uznaje za niezależny.

W takim przypadku nikt oprócz strony, która wygrała, nie uzna wyroku i spór będzie się toczył dalej. Strony muszą go wtedy rozwiązać na własną rękę, dokonując „pozasądowego” rozstrzygnięcia albo, mówiąc potocznie, samosądu. Bojownikom sprawiedliwości społecznej i obrońcom ubogich przeciwko „mafii deweloperskiej” można zadać retoryczne pytanie: kto miałby więcej szans na zwycięstwo w takiej batalii – bogata „mafia” czy najemcy kamienic? Kto miałby większe szanse na uwzględnienie jego racji, gdyby sądy były zależne od innych filarów władzy (do której lobbyści wszelkiej maści mają lepszy dostęp niż przeciętni obywatele): silne grupy interesu, popierane przez najdroższe kancelarie adwokackie, czy lokatorzy bez znajomości, w tym znajomości prawa?

Wszyscy ci, którzy w ostatnich tygodniach przyłączyli się do zwolenników „głębokiej reformy sądownictwa”, bo wyroki wydane przez polskie sądy im się nie podobają („niezgodne z poczuciem sprawiedliwości”), wpadli w pułapkę zastawioną przez PiS.

Autorzy ustaw „okołosądowych” uzasadniali je tym, że sądy ich zdaniem orzekają niesprawiedliwie i błędnie. Jeśli wziąć takie kryteria poważnie, to trzeba uznać, że konieczność reformy sądownictwa w Polsce ustanie dopiero wtedy, kiedy sądy będą wydawać tylko takie wyroki, jakie się spodobają rządowi i prezydentowi. Rząd i większość sejmowa mogą do tego, owszem, doprowadzić. Bojownicy o sprawiedliwość społeczną, którym teraz nagle podoba się reforma PiS, łudzą się, że sądy podporządkowane rządowi będą mogły orzekać na korzyść obywateli, nawet jeśli po drugiej stronie sali sądowej stanie przedstawiciel władzy.

Innymi słowy: cele, które rząd wiąże ze swoimi reformami, są osiągalne. Cele, które mają na uwadze ci, którzy teraz zaczęli popierać rządowy atak na sędziów, są i nieosiągalne, i sprzeczne z zamiarami rządu. Pod rządami zależnego od władzy sądownictwa sprawiedliwiej niż teraz na pewno nie będzie.

Wie to nawet spora część tych, którzy od czterech lat forsują reformy poddające sądy i sędziów w coraz większym stopniu ministrowi sprawiedliwości i prezydentowi. W swoich raportach i opracowaniach opublikowanych przed rozpoczęciem kampanii przeciwko „nadzwyczajnej kaście” oceniali oni sądownictwo według obiektywnych kryteriów, np. długości postępowań i czasu oczekiwania na wyroki. Różne organizacje pozarządowe mierzyły dostępność sądów dla obywateli, dostępność adwokatów i porad prawnych, przejrzystość procedur i jasność wywodów w wyrokach. Jednego nie oceniały: czy wyroki były sprawiedliwe. Nie ma żadnych obiektywnych kryteriów, aby to mierzyć. Co jest sprawiedliwe dla jednego, jest niesprawiedliwe dla kogoś innego. Debata o rzekomo niesprawiedliwych sądach zaczęła się dopiero, kiedy rozgorzała walka o władzę nad sądownictwem.

System jest najważniejszy

Od tego momentu zaczęły się też porównania z niemieckim systemem sądownictwa i z funkcjonowaniem sądów w innych krajach Unii. Trybunał Konstytucyjny trzeba było reformować, bo był rzekomo mniej wydolny niż jego niemiecki odpowiednik (argument ministra Ziobry). W wyniku reformy Polska ma teraz dokładne przeciwieństwo Trybunału niemieckiego: polski jest mniej wydolny niż kiedykolwiek wcześniej (i o wiele mniej wydolny niż niemiecki), ale tego nie można już zwalić na „anarchię nadzwyczajnej kasty”, bo od czterech lat TK został skutecznie opanowany przez wysłanników „dobrej zmiany”. Niestety różni on się teraz od niemieckiego TK też tym, że jest całkowicie zależny od władzy wykonawczej, to znaczy od kierownictwa PiS i rządu (którego przedstawiciele wpadają do Trybunału na kawę). Jesteśmy już dość blisko sytuacji, do której cała reforma sądownictwa zmierza: sędziowie niemal zawsze orzekają na korzyść jednej strony sporu (rządu), a ponieważ wszyscy zainteresowani o tym wiedzą, coraz mniej obywateli i instytucji wnosi tam swoje skargi.


Czytaj także: Sądy mogą być lepsze - rozmowa z sędzią Sądu Najwyższego Włodzimierzem Wróblem


Teraz przedstawiciele obozu rządzącego kolejny raz usprawiedliwiają nowe ustawy okołosądowe ­rozwiązaniami z innych państw, głównie Francji, gdzie istnieją podobne mechanizmy odpowiedzialności dyscyplinarnej, i Niemiec, gdzie politycy uczestniczą w mianowaniu sędziów. Część tych porównań jest wzięta z sufitu. Niemieccy sędziowie mogą należeć do partii politycznych, mogą protestować i krytykować rząd i często robią to nawet w swoich wyrokach. Jeden z emerytowanych sędziów niemieckiego TK na wniosek opozycji napisał analizę prawną, w której zarzucił kanclerz Merkel łamanie konstytucji, ponieważ nie zapobiegła w 2015 r. napływowi uchodźców. Prezes niemieckiego TK czasami ostrzega rządzących przed rozwiązaniami prawnymi, które mogą nie przetrwać kontroli konstytucyjnej. Jeden z sędziów z Hamburga zakładał prawicowo-populistyczną partię i prowadził kampanię wyborczą do tamtejszego Senatu.

Porównania z Niemcami (i nie tylko) są bez sensu nie tylko tam, gdzie na pierwszy rzut oka uzasadniają reformę sądownictwa PiS, ale też tam, gdzie dowodzą, jak bardzo jest ona represyjna. W Niemczech niemieccy politycy mają więcej wpływu na mianowanie sędziów niż w Polsce, ale z tego faktu nic pożytecznego dla polskiej dyskusji nie wynika. Z dwóch powodów:

Po pierwsze, sama kwestia, kto mianuje sędziów, nie ma znaczenia dla oceny, czy sądownictwo jest niezależne. Polska opozycja kontestuje nowe ustawy, ponieważ system mianowania sędziów przez zreformowaną Krajową Radę Sądownictwa jest niezgodny z konstytucją, co jednak wcale nie musi oznaczać, że sędziowie mianowani w ten sposób nie będą potem niezależni;

Po drugie, w Niemczech jedna partia nie może przejąć kontroli nad sądownictwem. Sądownictwo niemieckie funkcjonuje na podstawie 16 konstytucji krajów związkowych i – na szczeblu federalnym – ustawy zasadniczej oraz 17 ustaw około­sądowych. Ministrowie, mający w niektórych landach wpływ na proces mianowania sędziów, nie mają potem możliwości, aby dyscyplinować albo odwołać sędziów. Ci ministrowie należą często do partii, które współrządzą w danym kraju związkowym, ale są w opozycji wobec rządu federalnego.

Owszem, do Trybunału Konstytucyjnego często trafiają politycy i wybiera ich Bundestag, ale większością dwóch trzecich głosów, więc zawsze z udziałem części opozycji. Sędziowie w ten sposób mianowani nie tylko mogą wydawać niekorzystne dla władzy wyroki, ale też często to robią. Wszyscy zainteresowani o tym wiedzą, dlatego – inaczej niż w Polsce – nikt tego systemu nie kontestuje. W Polsce „udział polityków” w mianowaniu sędziów oznacza udział jednego ministra (i opanowanej przez jedną partię KRS) oraz prezydenta (pochodzącego z tej samej partii). W Niemczech oznacza to udział 17 ministrów z pięciu partii, z których dwie są obecnie w opozycji do rządu federalnego. Prezydent Niemiec nie odgrywa żadnej roli w mianowaniu sędziów.

Rykoszety reformy

Dlatego niezależność sądownictwa można analizować tylko i wyłącznie w kontekście systemu politycznego danego kraju: w Polsce sądy funkcjonują w ramach scentralizowanego systemu władzy (podobnie jak we Francji), w Niemczech działają one w skrajnie zdecentralizowanym systemie (podobnie jak w Belgii i Szwajcarii). Dlatego rozwiązanie, które w jednym kraju sprzyja niezależności sądownictwa, w innym może działać odwrotnie.

Zauważył to też rzecznik generalny TSUE, Ewgeni Tanczew w swojej opinii o polskiej ustawie o Sądzie Najwyższym, odrzucając porównania z innymi krajami Unii: ocena musi być systemowa i w ramach danego kraju. Takie podejście chroni TSUE przed wydaniem wyroku, na mocy którego potem inne państwa o sprawnie funkcjonujących i niezależnych systemach sądownictwa musiałyby je zmienić tylko dlatego, że jakiś przepis w innym (i tylko tym) kraju UE zagraża niezawisłości sędziów. Dlatego jest całkiem możliwe (i na pewno zostanie przyjęte przez zwolenników reformy w Polsce za przykład podwójnych standardów), że TSUE uzna pewne elementy systemu za niezgodne z prawem UE w kontekście Polski, natomiast nie będzie miało tym samym elementom nic do zarzucenia w innych krajach UE.

Tak prawdopodobnie się stanie, jeśli ustawa dyscyplinująca wejdzie w życie bez większych zmian. TSUE nie zajmie się kwestią, czy sposób mianowania sędziów i system dyscyplinarny są zgodne z polską konstytucją (to wyłączna domena TK), ale może dojść do wniosku, że taki system dyscyplinowania sędziów zagraża ich niezawisłości, choć nie zagroziłby, gdyby funkcjonował w innych krajach UE.

Nie jest to jedyne ryzyko związane z obecnie procedowanym projektem ustawy. Skoro kwestia niezawisłości sądownictwa jest tak ściśle związana z możliwością wydania przez sędziów wyroków niekorzystnych dla władzy bez obawy przed represjami, warto zadać sobie pytanie, czy po wejściu w życie ustawy dyscyplinującej w Polsce w ogóle będą jeszcze istnieć niezawisłe sądy. Od tego dnia bowiem każdy sędzia będzie między młotem a kowadłem: orzecznictwo TSUE i SN zmusza go do oceny, czy sąd niższej instancji (lub jego własna izba) zostały prawidłowo obsadzone, podczas gdy władza wykonawcza grozi mu karami, jeśli taki test przeprowadzi.

Uchylenie się od takiego testu przez dany sąd zmusi z kolei przedstawicieli stron do zakwestionowania jego niezawisłości, mogą one bowiem domniemywać, że sąd uniknął go z obawy przed postępowaniem dyscyplinarnym. Im dłużej KRS trwa w obecnym układzie prawnym, tym więcej sędziów potencjalnie skażonych taką wadą trafi do systemu i tym więcej takich wniosków o wyłączenie sędziów możemy się spodziewać. Problem w tym, że same te postępowania dyscyplinarne stanowią żelazny dowód dla TSUE, że celem reformy nie jest ani usprawnienie sądów, ani eliminowanie z niego patologii, lecz właśnie zastraszanie sędziów i pozbawienie ich niezawisłości. W ten sposób „ustawa dyscyplinująca” to dymiąca broń w rękach rządu w momencie, kiedy do pokoju wchodzi TSUE. I nie tylko TSUE to obserwuje.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że TSUE już lata temu na pytanie prejudycjalne sędziego z Irlandii obarczył sądy innych państw UE odpowiedzialnością, aby przed uznaniem polskich wyroków i zastosowaniem Europejskiego Nakazu Aresztowania wydanego w Polsce ocenić na podstawie precyzyjnego katalogu kryteriów, czy sądownictwo w Polsce jest jeszcze niezależne. Jeśli dojdą do wniosku, że nie jest, muszą sprawdzić, czy brak niezależności może negatywnie rzutować na daną sprawę, a jeśli tak jest, odmówić ekstradycji do Polski. Europejskie sądy przeprowadziły ten irlandzki test już wielokrotnie, ale przeważnie dochodziły do wniosku, że brak niezależności nie rzutuje na los danej sprawy, bo były to sprawy czysto kryminalne, bez kontekstu politycznego.

Od wejścia w życie nowej ustawy będą jednak miały nieco twardszy orzech do zgryzienia. Ten orzech nazywa się „równość stron” i jest jednym z kluczowych elementów praworządności. Minister sprawiedliwości wykorzystuje prokuratorów do kontroli, czy sądy stosują zasady orzecznictwa TSUE i SN dotyczące KRS, zapowiada retorsje wobec sędziów, którzy to robią (i tym samym naruszają ustawę dyscyplinującą), na mocy ustawy o SN posiada duży wpływ na system dyscyplinarny dla sędziów i od wielu tygodni już robi z niego użytek.

W takiej sytuacji trudno mówić o równości stron na sali sądowej. Prokuratura staje się bowiem swoistym nadzorem dla sądu: sędzia nie ma wpływu na przebieg kariery prokuratora, prokurator ma natomiast wpływ na przebieg kariery sędziego, a podsądny nie ma już dostępu do niezawisłego sądu, co narusza zarówno art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, jak i art. 19 Traktatu o UE. To zaś prawdopodobnie przesądzi o wyniku owego testu irlandzkiego.

Nawet w przypadku, kiedy o ekstradycję wnosi prawidłowo obsadzony polski sąd, zagraniczny adwokat podsądnego będzie argumentować, że w wyniku możliwych, ale nieprzewidywalnych w danej chwili zmian składu i wielkiej liczby „nieprawidłowo mianowanych sędziów” w polskim systemie sądownictwa jego klient może trafić w ręce sądu, który w rozumieniu orzecznictwa TSUE i SN sądem nie jest. Jeśli tak się stanie, to jego polski adwokat nie będzie nawet mógł zakwestionować składu takiego sądu, ponieważ jemu i sędziemu, który na to pozwala, będą grozić kary dyscyplinarne.

W tym momencie ustawa dyscyplinująca wpada we własne sidła: łapiąc polskich sędziów w żelazne kleszcze, które powstrzymują ich od stosowania prawa UE i zmuszają do stosowania prawa sprzecznego z prawem UE i konstytucją, przekształciła niezależnych sędziów w urzędników pilnowanych przez prokuraturę, rzeczników dyscyplinarnych i Izbę Dyscyplinarną SN. Polskim sędziom i adwokatom minister sprawiedliwości może zabraniać kwestionowania nominatów KRS – poza granicami Polski to nie tylko nie działa, ale prowadzi do skutków odwrotnych do zamierzonych.

Białe flagi

Ustawa dyscyplinująca jest tylko następną fazą eskalacji, której przebieg dość łatwo przewidzieć. W jej wyniku Polska nie zostanie wykluczona z UE, jak obawia się pierwsza prezes SN, bo prawnie nie ma takiej możliwości. Zamiast tego europejska współpraca w obrębie sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości będzie stopniowo, krok po kroku, wygaszana w wyniku zdecentralizowanych decyzji sądów innych państw członkowskich i – od czasu do czasu – niekorzystnych dla polskich władz decyzji TSUE. Może dojść do przesilenia – np. kiedy nieprawidłowo obsadzony albo orzekający pod dyktando władz polski sąd spektakularnie naruszy interesy jednego z państw członkowskich i to państwo rozpocznie montowanie koalicji, która złoży „pakietową” skargę na Polskę za systemowe naruszenie praworządności, włączając do tego nie tylko reformę sądownictwa, ale też np. kwestię, czy polski TK jest jeszcze sądem w rozumieniu prawa UE. Mogłaby to też zrobić Komisja Europejska, bo uruchomienie procedury art. 7 wcale nie wyklucza złożenia skargi na TK do TSUE.

Nie wyklucza też złożenia pytania prejudycjalnego o to, czy TK jest sądem w rozumieniu prawa UE. Żaden polski sędzia jeszcze nie zdecydował się na odpalenie tej prawniczej bomby atomowej, ale przy obecnej eskalacji jest to kwestia czasu.

W ten sposób zbliżamy się do sytuacji, w której już niemal wszystkie ważne ustrojowe sprawy Polski będą rozstrzygane nie w kraju i nie w dialogu między rządem a opozycją (i na pewno nie w parlamencie, gdzie zamiast dyskusji i negocjacji odbywają się już tylko głosowania), lecz w wyniku decyzji instytucji, w których Polacy odgrywają minimalną rolę i których demokratyczna legitymizacja jest bardzo słaba. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że władza odmawia kompromisów z opozycją w Polsce, ale też dlatego, że w wyniku własnej słabości opozycja przerzuca całą swoją nadzieję na UE.

Około 20 lat temu na prawicy panowała moda, aby rządzącym, którzy dążyli do kompromisu z instytucjami UE, zarzucać, że są „partią białej flagi”, choć wtedy istniał w kraju szeroki konsensus proeuropejski i taki arbitraż UE nad polskimi sporami jak teraz był nie do pomyślenia. Dziś wygląda na to, że wszystkie partie wywieszają białą flagę, wygłaszając patetyczne orędzia patriotyczne albo frazesy o demokracji i suwerenności. Być może w wyniku tego konfliktu uda się ocalić niezawisłe sądy i uświadomić obywateli, do czego one służą i na czym polega (a na czym nie polega) praworządność – ale koszty będą wysokie. Czy można bowiem uznać za suwerenny kraj, który kluczowe decyzje ustrojowe deleguje instytucjom międzynarodowym? ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Profesor nauk społecznych na SWPS Uniwersytecie Humanistyczno–Społecznym w Warszawie. Bada, wykłada i pisze o demokratyzacji, najnowszej historii Europy, Międzynarodowym Prawie Karnym i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

@oportunista w środa, 15.01.2020, 10:25. Proponuję rezygnację z poniżających, obraźliwych epitetów. Bez nazwisk wprawdzie, ale tym gorzej, bo każdy polityk zaangażowany w sprawę ustawy "kagańcowej" może je wziąć do siebie, np. sen. Marek Borowski. Smuci niewiara Autora w najwyższe europejskie instytucje. Czy nie są one oddane wyłącznie sprawiedliwości i praworządności? Realizują jakieś interesy, które mogą być sprzeczne z uprawnionymi interesami Europejczyków z polskim obywatelstwem lub państwa polskiego? Jeśli nie, to czemu się mamy martwić o minimalną rolę Polaków? To chyba nawet lepiej, że rozwiązań nie trzeba będzie uzgadniać w dialogu z rządem, tylko od razu przyjmie się je w nieskażonej, europejskiej postaci. I co tu ma do rzeczy "demokratyczna legitymizacja", skoro demokracja tak dalece nie sprawdza się w różnych krajach, np. w Polsce, na Węgrzech czy w Wielkiej Brytanii? Nie śpieszyłbym się natomiast z konkluzją, że proces owego przesuwania rozstrzygnięć na wyższy szczebel jest nieunikniony i nieodwracalny. Wcześniej niemieckie sądy, a ostatnio (i bardzo spektakularnie) hiszpański trybunał konstytucyjny jasno nakreśliły, kto komu co może. Wiem, co wolno Hiszpanowi itd., ale mały wyłom już powstał. Dobrze to, czy źle, to niech sobie każdy sam rozstrzygnie (póki to nie myślozbrodnia).

ja nawet wśród zdeklarowanych znajomych-pisiaków mam takich, co z uznaniem i szacunkiem wspominają Mazowieckiego, Balcerowicza, ich rząd i reformy, łącznie z 'grubą kreską' [która rzeczywiście jest mitem] - co do reszty, jest też taka opcja, że w kwestii rozliczania drugi raz pobłażanie wobec ewidentnego łajdactwa typu Kaczyńskiego czy Ziobry nie będzie brane pod uwagę

"Czy można bowiem uznać za suwerenny kraj, który kluczowe decyzje ustrojowe deleguje instytucjom międzynarodowym ?" I nieco wcześniej: "dzieje się tak też dlatego, ze w wyniku własnej słabości opozycja przerzuca całą swoją nadzieję na UE." Ciekawe czy obecnie rządzący gdy przejdą do opozycji - kiedyś taki moment musi nadejść - pójdą w ślady Biedronia, Arłukowicza i Cimoszewicza. Czyli: Unio ratuj bo nas zamordują !

Ależ oni już byli opozycją i do Unii na skrgę chętnie biegali.

Gdy się obserwuje wystąpienia w/w europosłów ta aż się chce wysłać czołgi do Polski aby ratować pozostałych przy życiu demokratów.Chyba jednak Koalicja Europejska wprowadziła nową jakość skoro angielski europoseł, który wystąpił po pani Kopacz podkreślił w swoim wystąpieniu, iż pierwszy raz w historii UE premier rządu domaga się sankcji gospodarczych dla własnego kraju.

Plainboy, czy twoja własna nikczemność uszkodziła ci już mózg? Sądzisz, nędzniku, że jak wyrwiesz dwa zdania z kontekstu, to nikt się się zorientuje, iż cały tekst jest wielkim, głębokim oskarżeniem waszej szajki? Rozwiążę twój dylemat. Nie będzie żadnego przejścia PiS-u do opozycji, ponieważ po utracie przez was władzy wierchuszka pójdzie zasłużenie siedzieć, a doły rozpierzchną się w strachu jak beczące barany.

Czy to już teraz zaraz ? Czy mogę liczyć na to, że już w maju Małgorzata Prompter pokona Andrzeja Dudę ?

Na razie na spokojnie produkujcie dalej dowody waszych win. Nie usuwa się wrzodu, zanim dobrze nie napęcznieje i nie skumuluje w jednym miejscu całego świństwa. Tak, wiem, przyzwoici ludzie chcieliby już, ale... Paradoksalnie im więcej uszkodzicie teraz (pod względną kontrolą), tym większa szansa, że po waszym upadku taka patologia się więcej w tym kraju nie powtórzy.

Prezydent Andrzej Duda pochylił się właśnie nad skandalicznym przypadkiem ukarania Jana Śpiewaka. Oczywiście ty jako człowiek przyzwoity trzymasz stronę Jana Śpiewaka ?

Jako człowiek przyzwoity i solidarny z przyzwoitością, nie opiszę w szczegółach, jak należy potraktować twoje siedzenie za tę żałosną próbę. Jan Śpiewak, człowiek zupełnie nie z waszego koszmaru, interesuje waszą "miłosierną" mafię tylko jako instrument do uderzania w system sądowniczy, z którym prowadzicie swoją brudną wojenkę. Ale odpowiem ci, krętaczu, choć na to nie zasługujesz. Trzymam stronę Śpiewaka, gdy broni słabszych i pokrzywdzonych. Nie trzymam jego strony, kiedy robi to poprzez oszczerstwa i fałszywe oskarżenia. Strony waszej załganej grandy nie trzymam w żadnej sytuacji.

Ta wasza tzw przyzwoitość nakazała najpierw wyrzucić karnie z partii Pawła Adamowicza by teraz po tragicznej śmierci ogłaszać światu, że prezydent poległ za Gdańsk. Pewnie już niedługo każde miasto rządzone przez PO będzie miało śladem Gdańska i Warszawy ulicę Adamowicza. Nie sądzę aby ta cyniczna gra na emocjach dotkniętych demencją staruszków ( bo nikt inny nie da się nabrać na tą fałszywą troskę o dobrą pamięć o zmarłym prezydencie ) przyniosła wam znaczące profity.

Widzisz, plainboy, różnica jest taka, że o ile ty karnie zakreślasz krzyżyk przy pisowskiej grupie przestępczej i wiernie pełnisz funkcję jej propagandzisty na tym forum (i pewnie też na innych), o tyle ja nie zagłosowałem za "moją" Platformą od lat i mam odruch wymiotny na myśl o jej nędzy i jałowości (choć bardzo daleko jej do waszych pokładów patologii). Tak więc skoro zgodnie ze swoją polemiczną manierą musisz już przeskakiwać z jednej sterty nawozu na drugą, to wiedz przynajmniej, że zmierzasz w ogólnym kierunku na Berdyczów. PS. Za oszczerstwa i podżeganie do zabójstwa Adamowicza wasi media-spece też odpowiedzą - kiedy zamienimy pisowską przybudówkę na Prokuraturę RP.

Nazywasz się Krzysztof Śmiszek i przygotowujesz się do roli pierwszej damy ?

Znowu pudło. Ale nie załamuj się i próbuj dalej, plainy, to może kiedyś wylądujesz na jakiej stercie obornika nie facjatą. Tymczasem buziaki (na odległość) i pamiętaj - Berdyczów już na ciebie czeka!

Chyba jednak trafiłem skoro mi zasyłasz buziaki.

Z tego , iż "oni też " nie wynika że w konkurencji skarżypyctwa lub jak kto woli donosicielstwa - panuje remis. Pierwszym bowiem zawodnikiem startującym w tej sztafecie do zagranicznych mediów i parlamentu europejskiego był Bronisław Geremek , niewiele ustępował mu Bartoszewski i Wałęsa (jeszcze przed Smoleńskiem) czy Michnik . W dyscyplinie "kto więcej? " również przodują i to bardzo wyraźnie postępowcy, dla których tydzień bez donosu to jak boks bez ciosu .

jet Sz. P. bez wątpienia zawodnikiem sztafety w konkurencji p a p u ż e n i a czy jak kto woli b e z r o z u m i a

Poproszę o konkrety. Miejsca, daty, cytaty. Bez tego to szanowny zapluje się po krocze. A te nazwiska t z poradnika młodego aktywisty?

z dumną miną po dobrze wykonanej robocie. https://www.dorzeczy.pl/kraj/126556/szydlo-publikuje-wymowne-zdjecie-biedronia-chodzi-o-rezolucje-ws-polski.html

Chybaście już z pozostałą tutejszą inteligencją przeszli całkiem na zieloną paszę zgodnie z zaleceniem bł.Grety ? -- Bo nie jesteście w stanie pojąć skąd się wzięło się pierwszeństwo miłujących pokój w donoszeniu na Zachód. Nie przypominacie sobie, że już w latach 2005 - 2007 pisowska władza zaczęła łamać , zamachiwać się i gwałcić co się tylko dało. Pamiętacie ? To teraz skupcie się w sobie, natężcie i odpowiedzcie : co mogli robić wówczas świeżo poczęci obrońcy de , jak myślicie ? Niczym zawodowi listonosze pilnie donosili do zachodnich szczekaczek i podżegaczy? Czy może wzbraniali się cnotliwie przed zachodnimi nagabywaczami a w Europarlamencie na znak sprzeciwu wobec podłych antykaczystowskich rezolucji pokazywali z dumą gest Kozakiewicza ?

Nie będę jednak mógł odpowiedzieć tym samym. W ramach bowiem ubogacania tradycyjnych form pociechy - preferuję zgrabnych, niesfatygowanych czarusiów do lat dwudziestu, najchętniej władających kilkoma językami.

za rzeczowy artykuł, który rozwiewa ewentualny niepokój, jaki mogło wzbudzić u niezorientowanych słuchaczy wczorajsze (15.01.2020) wystąpienie ministra Ziobro w senacie :) Od siebie dodam, że poważnie niepokoiłbym się o matematykę, gdyby w taki sam sposób jak minister matematycy dowodzili twierdzeń :) Autora serdecznie pozdrawiam.

Ustawa jak niżej dotyczy miliona Polaków. Ale taki pięknoduch jak pan nawet jej nie zauważył, prawda ? https://www.polskieradio24.pl/42/273/Artykul/2326882,Rzad-przyjal-ustawe-antylichwiarska-Beda-limity-dla-chwilowek-i-rat-wprowadza-zakaz-zastawu-mieszkania-p

Jednak jeśli przepisy tej ustawy nie działają wstecz (i raczej nie powinny), to trudno mi sobie wyobrazić, żeby tak od zaraz ustawa objęła swoim działaniem milion Polaków :) Oczywiście nic nie ujmując ustawie. Pozdrawiam Szanownego Pana.

Ludzie patrzą na konkrety, które realnie wpływają na komfort ich życia. Takich ustaw jak ta niżej - niezależnie od tego co Ziobro mówi i jak mówi - jest więcej. https://www.gazetaprawna.pl/cyfryzacjapodatkow/artykuly/1436757,jest-sposob-na-dluznikow-co-zmieni-ustawa-antyzatorowa.html

A jeszcze bardziej ludzie patrzą (bezmyślnie) na "konkrety", które obiecuje Kaczyński o państwie dobrobytu, które im zapewni za niedługo. Pierwsze oznaki już widać, inflacja w grudniu "wyskoczyła" w górę (najwyżej od wielu lat), a teraz po podwyżkach prądu pójdzie jeszcze wyżej. Ciekawe przy jakim poziomie cen się wreszcie ockną i przejrzą na oczy?

...by zwłaszcza młodsze pokolenia poznały PiS-owskiego b ę k a r t a o imieniu I n f l a c j a, spłodzonego przez bolszewicką ekipę przy okazji jej intymnego obcowania z episkopatem i chachmęckich eksperymentów z państwem polskim

Niemiecka Die Welt z października 2019: "Polska przeżywa teraz cud gospodarczy i wydaje się, że to właśnie narodowi konserwatyści zapewniają szerokim rzeszom społeczeństwa korzystanie z dobrobytu. Nie postkomuniści ani liberalno-konserwatywna Platforma Obywatelska "

Rozumiem, ze pan szanowny nie robi zakupów oraz nie opłaca rachunków? A mamusia szanowna nie skarży się?

Plainboy, niebożę, a jak ty nieustannie cytujesz z zachodnich mediów tylko i wyłącznie te nieliczne (w kontekście całości) opinie, które pasują do twojej linii propagandowej, to znaczy, że masz klapki na oczach, czy też jesteś trzeźwo myślącym człowiekiem? Poza tym nie opowiadaj, nędzniku, że czytujesz "Die Welt". Zerżnąłeś to z prawicowych gadzinówek - twojego podstawowego źródła informacji i inspiracji - które jak kania dżdżu wyczekują nawet najmarniejszych oznak akceptacji z Zachodu.

Zadbałem o twój komfort. Masz tu czarno na białym i po polsku. https://www.rp.pl/Unia-Europejska/303069925-Biegun-biedy-przesuwa-sie-na-poludnie-Polska-bogatsza-od-Portugalii.html

Idziemy jutro do supermarketu kupić mąkę, sól i cukier. Czuję wstyd, że tak łatwo dałem się zmanipulować podłym ludziom związanym z Jarosławem Kaczyńskim. Ponadto zamierzam wysłać podziękowanie europosłom Koalicji Europejskiej za to, że w trosce o mój kraj zainicjowali procedurę, która - och aby tak było - przyniesie dotkliwe sankcje dla zmanipulowanych - podobnie jak ja - obywateli RP. Aby prawda trafiła do głowy najpierw solidny kopniak musi trafić w dupę. Cieszę się, że wreszcie doszliśmy do porozumienia.

Prawdą można przekonywać ludzi racjonalnych i przyzwoitych, a nie wasz do szczętu zakłamany żywioł. Faktycznie musicie dostać po tyłku, bo na wasze głowy nie ma już co liczyć. Dotkliwe sankcje? A cóż to za cena te miliardy euro, których nigdy nie mieliśmy, a które państwa europejskie chciały nam z wolnej woli ofiarować, jeżeli może to przysłużyć się do szybszego upadku waszej patologicznej szajki? Wykorzystalibyście te środki do umacniania swoich poronionych porządków. Tymczasem im szybciej i radykalniej usuniemy wasz nowotwór, tym całościowy koszt i straty będą dla polskiego państwa i społeczeństwa niższe. PS. Przekonałem TWOJE "gadziny"? Nic dla nich nie znaczysz ponad to, że jesteś gąbka do zasysania prymitywnej propagandy. W obliczu codziennych nowych afer i ekscesów waszej mafii ta twoja służalcza wierność dowodzi, że reprezentujesz moralne D.N.O.

No właśnie to ważne słowo - wydaje się - że to narodowi konserwatyści zapewniają dobrobyt, tylko dlaczego na mój rachunek? W postaci wyższych cen, opłat, podatków, inflacji oszczędności itd. I bez nadziei na poprawę w tym zakresie w przyszłości.

uznaję jednak, że Niemcy z Die Welt są bliżej prawdy o polskiej gospodarce.

Raz po raz trzaskasz linkami niczym batem a oni szczerzą zęby , próbują ukąsić lub zrezygnowani pytają " ale dlaczego?", "czy mamusia też ?"... Jakby im ciągle brakowało totalnej antypisowskiej propagandy dookoła i każdy odmienny od ich ponurych oczekiwań fakt z linkiem, próbują z wściekłością odegnać od siebie precz lub z niedowierzaniem dąsają się na niego.

a na poważnie - ja podobne Pańskiej reakcje spotykam także na innych portalach - to zawsze ten sam schemat, zachwyt kogoś, kto nie rozumie i nie potrafi nad kimś, co się klakierowi wydaje, że przeciwnikowi dołożył - może Pan nie zna tego określenia, ale posty plainduncana to w zdecydowanej większości czysta erystyka, a te Pańskie oklaski to taki typowo kibolski odruch, kompletnie bez ambicji

Gdyż dotychczas nie występowaliście chyba w roli grymaśnego bakałarza, nader pochłonięci nawalanką pod kibolskim szalikiem Frasyniuka "J...ć PiS !" . Więc trochę na wyrost oceniacie charakter moich oklasków . Spróbuję mimo to wymuskać je na podobieństwo tych w operze . Na tym zaś wątku widzę prosty kijek z bezlitosnymi danymi włożony w Wasze mrowisko .

ale czas już się obudzić. Każdy, kto miał do czynienia z plainduncanem trochę dłużej, wie, że chłopak swoje linki kolekcjonuje bardzo pieczołowicie, według jasnego propagandowego klucza i w jasnym propagandowym celu. Przy czym plainy liczy, że nikt tych linków nie podda krytyce i najczęściej ma rację - ogólnie stali komentatorzy posiadają już o nim wyrobioną opinię i na jego kolejne wrzutki mają centralnie wywalone. W każdym razie całej potężnej masy faktów i interpretacji niezgodnych z prawacką linią u chłopaka nie uświadczysz. Cóż, gdybym był prawicowym trollem, pewnie robiłbym tak samo...

Moje odpowiedzi są klecone naprędce, niezbornie ( na refleks ) w przeciwieństwie do twoich czyli obiektywnych, przemyślanych i - oczywiście - bardzo kulturalnych wypowiedzi.

Refleks też masz (i sporo "wolnego" czasu), bo nadajesz tutaj nieustannie jak katarynka. Ale że nie prowadzisz swojego kajeciku z urzytecznymi linkami - nie z nami te numery, obatelu.

Nie przesadzajmy z tym docenianiem, po prostu rozsądek. :) Czego i Panu życzę. A czy Niemcy wiedzą także, że mimo tych olbrzymich środków przeznaczonych na komfort obywateli poszerza się w kraju strefa skrajnego ubóstwa? Jedni mają więcej, nawet jak im nie brakuje, drudzy mniej, choć i tak mają mało. Zgodnie z Pismem? Temu, kto ma dużo dadzą więcej, temu, kto ma mało, zabiorą i to co ma? :(

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Niemczech i Francji panowały okrutne autorytarne rządy Adenauera i de'Gaulle'a. Ogarnięta szałem miłości ( zwłaszcza wolnej miłości ) młodzież postanowiła wyzwolić uciemiężonych nadmiernym dobrobytem Niemców i Francuzów. Trzeba się cieszyć, że mamy jedynie 5 procent wzrostu. Gdybyśmy mieli 10 procent to - ani chybi - powstało by u nas coś na wzór Baader Meinhoff.

Może nie ma się co tak tym wzrostem emocjonować? "Słowem, czy model ekonomiczny skoncentrowany na wzroście faktycznie działa i wskaźnik PKB oddaje tempo rozwoju gospodarczego, czy może jedynie wymusza na firmach i krajach kroki, które pozwalają taki wzrost wykazać w raportach?" Jest to cytat z art. obok "Dekada Belfegora", polecam. Cóż nam po wskaźnikach wzrostu, skoro w portfelu kasy coraz mniej...

I dzięki temu możemy przeznaczyć więcej środków na ekologię czyli np wybudować sobie elektrownię jądrową. Sorry, że takie truizmy sadzę .... A tak na marginesie przeczuwam nagłe ocieplenie relacji z Francją tj TVP przestanie ekscytować się zamieszkami na ulicach Paryża a Paryż przestanie się ekscytować turbulencjami w polskich sądach. https://www.energetyka24.com/kto-zbuduje-polska-elektrownie-jadrowa-cztery-mozliwosci-prognoza

Niestety, ale PKB już nie rosnie, natomiast Francuzom dokładnie powiewa, co sadzi TVP o demonstracjach paryskich. Podobnie jak generalnie powiewa wszystko, co się tu dzieje, z jednym wyjątkiem: zależy im na argumentach uzasadniających wypierpol, a przynajmniej Unię dwóch predkosci. Pewnie dlatego francuscy prawnicy wdeptali w glebe niejakiego Dudę po jego cyrkowym występie dla jarmarcznej tłuszczy w Zwoleniu

Nawet nie kiwnęli by palcem gdyby tych zwykłych ludzi w żółtych kamizelkach rozjężdżały czołgi.

Jeśli redakcja poleca ten artykuł, to chyba tylko po to, żeby przekonać do argumentów rządowych za reformą sądownictwa. Weźmy odniesienia do sądownictwa w Niemczech. Autor pisze: "W Niemczech niemieccy politycy mają więcej wpływu na mianowanie sędziów niż w Polsce, ale z tego faktu nic pożytecznego dla polskiej dyskusji nie wynika." No i Polacy nie powinni tego brać pod uwagę, bo: "Porównania z Niemcami (i nie tylko) są bez sensu..." A dlaczego? Odpowiedź podana jest w dwóch punktach: "Po pierwsze, sama kwestia, kto mianuje sędziów, nie ma znaczenia dla oceny, czy sądownictwo jest niezależne." - nic dodać nic ująć. "Po drugie, w Niemczech jedna partia nie może przejąć kontroli nad sądownictwem." A nie może, bo: "Ministrowie, mający w niektórych landach wpływ na proces mianowania sędziów, nie mają potem możliwości, aby dyscyplinować albo odwołać sędziów. Ci ministrowie należą często do partii, które współrządzą w danym kraju związkowym, ale są w opozycji wobec rządu federalnego." Autor jasno przyznaje tutaj, że ministrowie mają wpływ na wybór sędziów, ale pisze, że "należą często" do różnych partii w 'landach' albo w rządzie federalnym. A może rzadko i co wtedy? Co za konstrukcja niby logiczna. Jest faktem że w Niemczech władza wykonawcza i ustawodawcza wybiera sędziów i nic kluczenie w tym temacie nie pomoże. Artykuł na pewno nie jest pomocny by się z tym stanem zapoznać. Dziwi też nieporadność w argumentacji związanej z pytaniem prejudycjalnym z Irandii - w odpowiedzi TSUE potwierdził suwerenność sądów w krajach UE.

Problem nie tyle jest w tym, jaka władza wybiera sędziów, tylko jak to robi, jakich sędziów wybiera i czy ma potem na nich wpływ. Niestety, ale u nas, jak to wyraźnie powiedział Ziobro - teraz wybieramy naszych sędziów, tj. takich, którzy będą z nami współpracowali (sic). Jak opozycja będzie przy władzy będzie wybierać swoich sędziów. Przecież taka wypowiedź "czarno na białym" pokazuje, że nie ma mowy o żadnej niezawisłości sędziowskiej. Jak może być niezwisły sędzia, jeśli w tyle głowy ma nieustannie myśl - jaka opcja polityczna mnie powołała, która może mnie ukarać, odwołać albo zdegradować, jeśli mój wyrok jej się nie spodoba. I odwrotnie, jeśli będę lojalny wobec władzy, to niewątpliwie mogę liczyć na awanse. Przecież taki człowiek to nie jest sędzia tylko parodia sędziego. Takiego wymiaru sprawiedliwości chcemy?

Sędzia zostanie wyrzucony na zbity pysk gdy da rozwód czy tez gdy tego rozwodu nie da ?

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]