Reklama

Przyjdzie Frljić i wyrówna

Przyjdzie Frljić i wyrówna

27.02.2017
Czyta się kilka minut
W Teatrze Powszechnym w Warszawie pokazano „Klątwę” na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii chorwackiego reżysera Olivera Frljicia.
N

Na spektakl być może pójdę, ale po świętach wielkanocnych; mam bowiem nadzieję, że do tego czasu emocje opadną. Dziś nie mam ochoty wchodząc do teatru spotykać się z grupą protestujących za pomocą modlitwy i transparentów wymierzonych w teatr i artystów (modlitwa skierowana „przeciw” jest nie tylko przeciwskuteczna, ale również zła z religijnego i etycznego punktu widzenia). Po spektaklu zaś nie chciałbym znaleźć się w tłumie widzów, którzy za pomocą frenetycznych i demonstracyjnych owacji dają wyraz swoim emocjom, często – sądząc po wpisach internetowych – skrajnie ideologicznym. Manifestują wspólnotę, z którą też nie mógłbym się utożsamić. Spektakl budzi zatem skrajnie sprzeczne odczucia, od akceptacji po całkowite odrzucenie.

Ks. prof. Józef Tischner doceniał antyklerykalizm mądry, dlatego że jest on ozdrowieńczy, wyzwala z pychy i samozadowolenia; jest nieodzowny dla prawidłowego oddychania w Kościele. Ale w Polsce dostrzegał także ogromne pokłady antyklerykalizmu jaskiniowego. Inaczej mówiąc: nietolerancyjnego, ideologicznie antykatolickiego, czy w ogóle antychrześcijańskiego. Przejawia się on także w sztuce. Czytając obrońców „Klątwy”, można odnieść wrażenie, że temat Kościoła i religii został właśnie w tak „skomplikowany” sposób potraktowany. I bynajmniej nie chodzi tylko o skandalizowanie i tzw. szarganie świętości.

Na razie kłótnia po premierze utwardziła przestrzeń niedyskutowalną. Jeśli celem teatru politycznego jest poszerzenie pola sporu, to „Klątwa” zawęziła je do granic absurdu. Zdecydowana większość zabierających dziś głos pozostała bowiem przy swoich stanowiskach, tyle że – stokroć radykalniej. W tej kłótni nie chodzi o instytucję Kościoła, jak by chcieli dyrektorzy Teatru Powszechnego. Ostatecznie, okazuje się, chodzi jednak o religijność i wiarę, to one niektórym interpretatorom najbardziej doskwierają. Już pierwsza duża recenzja, nazajutrz po premierze, przesterowała dyskusję na tory niekoniecznie zgodne z pragnieniami dyrektorów Łysaka i Sztarbowskiego. Niestety „Klątwa” przegrała na starcie, zamiast bowiem debaty, mamy wzajemne „mordobicie” – jak to określił radośnie pewien entuzjasta spektaklu. Nawoływania niektórych zwolenników spektaklu, by nie zapomnieć w debacie o najważniejszym jego przesłaniu, czyli „świeckości państwa”, brzmią dziś jak wolne żarty.

Cokolwiek się jednak dzieje na scenie Powszechnego, nie jest to sprawą dla prokuratury. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W swoim czasie występy prymitywnych antyklerykałów, jak Palikot i Hartman, dodały paliwa krzepniejącej w Polsce religijnej prawicy, co skończyło się zwycięstwem wyborczym PiS. Dzis takie spektakle obrazajace w swojej formie tzw. uczucia religijne mało wymagających ludzi, mimowolnie dodaja argumentów wrogom obecnej demokratyczno-liberalnej opozycji anty-PiS-owskiej. I prawde mówiąc tylko to mnie interesuje

Nakręcił się, nawywijał przewielebny ks. Luter, żeby tylko nie zająć stanowiska. Pod pretekstem konieczności zapoznania się ze sprawą w późniejszym terminie, po wielkopostnym okresie wyciszenia. Tylko jeśli ksiądz nie ma w tej chwili nic do powiedzenia, to może lepiej naprawdę milczeć, zamknąć na sześć tygodni swój kramik? Co prawda przy bliższym przyjrzeniu się felietonowi można zauważyć pewne inklinacje autora. Modlący się przed teatrem dopuszczają się etycznego i religijnego zła, natomiast entuzjastyczna publiczność zaledwie daje wyraz emocjom (że złym, o tym mowy już nie ma). Zresztą dyrektorzy Teatru "chcieli dyskusji" o instytucji Kościoła w duchu ozdrowieńczego, mądrego, tischnerowskiego antyklerykalizmu, ale jakaś przypadkowa recenzja nazajutrz po spektaklu "przesterowała dyskusję na tory niekoniecznie zgodne z (ich) pragnieniami". Czyli to nie twórcy spektaklu są czemukolwiek winni. Czyli - nie chcemy się (jasno) wypowiadać, bośmy jeszcze nie widzieli, ale swoje już wiemy. W zasadzie zawsze wiedzieliśmy. Komentator(ka?) kalina16 ujmuje to w sposób mniej pokrętny: dobrzeście pojechali, panowie twórcy, ale trochę za ostro, bo "mimowolnie" napędzacie nie to, co trzeba. "Mało wymagający ludzie" mają te swoje "tak zwane uczucia religijne" i, niestety, ten swój głos w wyborach, który w gniewie oddadzą znów na... nie na PiS, nie na obecną władzę, ale na "wrogów demokratyczno-liberalnej opozycji anty-pisowskiej" - czyli jakby wrogów wolności i demokracji jako takiej. "I prawdę mówiąc tylko to mnie interesuje". I, prawdę, mówiąc, tylko to interesuje was wszystkich w tym tzw. katolickim pisemku.

Pozwoli Pan, ze odpowiem. Oczywiscie w swoim imieniu, a nie Redakcji i Czytelników "tzw. katolickiego pisemka", które czytał jeszcze mój ojciec, a i ja nie mogę bez niego zyć, choć nie zawsze się zgadzam. Ale cóż - w dobie zakłamanych, służalczych wobec przestępczej władzy tytułów na poziomie wyborców tejze władzy, czyli miernym, Tygodnik jawi się jako ten "dyjament" w "popiele". A teraz ad rem: "Klątwy" raczej nie obejrzę. Nie trawie prowokacji, do tego niemądrych i nieodpowiedzialnych. Co innego sprzeciw wobec postawy polskiego Koscioła hierarchicznego ostatnimi czasy, co innego jego pazerność na władze i kasę, a co innego atak na religijność jako taką, zwłaszcza na główny symbol, czyli Krzyz. Tyle ze zgodnie z ludowym porzekadłem: psu wolno szczekać i na Pana Boga. Tak więc mnie Teatr Powszechny nie zgorszył, ponieważ należę do tego sortu ludzi w Polsce, którą pan Jarosław Kaczyński raczył wyodrebnic i nazwać. Nie ja więc głosowałam na antysystemową bandę sterowana Bóg wie przez kogo, bo raczej nie w polskim interesie, a dziś oczekuję zwrotu w paranoicznych sympatiach politycznych u tzw. Ciemnego Ludu, czyli mówiąc moim jezykiem, a nie Jacka Kurskiego - mało wyrobionych intelektualnie wyborców. Niestety, takie imprezy, jak w Teatrze Powszechnym temu procesowi nie sprzyjają.

z powyższego wynika, że: 1) Nie zgorszył Pani spektakl w Teatrze Powszechnym, ale obraził "tzw. uczucia religijne mało wymagających ludzi". 2) Nie głosowała Pani na tę antysystemową bandę. 3) Oczekuje Pani zwrotu w paranoicznych sympatiach politycznych mało wyrobionych intelektualnie wyborców. Naprawdę nikt Pani nie prosił o dowód, że należy Pani do klasycznych wykształciuchów, których (w odróżnieniu od inteligencji) jedną z immanentnych cech jest pogarda dla ludzi gorzej wykształconych, nieobytych kulturalnie, zbyt wrażliwych religijnie itp. - ogólnie "prostaków". Proszę jednak zwrócić uwagę, że obowiązuje (być może nie dla Pani) zasada, że komu więcej dano od tego się więcej wymaga. Niestety wówczas miano, nazwę to eufemistycznie, osoby ogólnie bez dostatecznej klasy, które próbuje Pani narzucić swoim adwersarzom wraca jak zła karma do Pani. Może się Pani pocieszyć, że w tym względzie jest Pani w dobrym wg Pani kryteriów towarzystwie (np. wywiad Agatona Kozińskiego z Marcinem Królem w Polska The Times). Proszę również zauważyć, że na ten aspekt "klasowej pogardy" po Pani stronie zwracają już nawet uwagę ludzie, których uważa Pani pewnie za godnych Pani towarzystwa, np. Aleksander Smolar (na wykładzie w Poznaniu). Dobrą stroną obecnej sytuacji w Polsce (pomijając złe strony) jest to, że zaczęli Państwo mówić otwartym kodem (spowodowała to narastająca frustracja), to co dotychczas publicznie ukrywaliście pod płaszczykiem wyrozumiałej pobłażliwości, i co było widoczne (bo zawsze istniało) tylko dla osób mających częstą styczność z tą grupą. Andrzej Celiński w jakimś wywiadzie nazwał Kaczyńskiego m.in. mistrzem wydobywania z ludzi zła - to nie jest jednak wydobywanie zła, tylko odsłanianie prawdy o ludziach, która jak zwykle ujawnia się w sytuacjach dla nich stresogennych. Dotyczy to każdego, niezależnie od strony, po której zasiada. Wojciech Kowalewski

Własciwie muszę zgodzić się z Panem w zdecydowanej większości pańskich diagnoz. Niewatpliwie zarówno ja, jak i inni przedstawiciele grupy ludzi z tytułami naukowymi zdbytymi w PRL-u, to tzw. wykształciuchy. Wielu z nas w dodatku nie miało w trakcie studiów wsparcia w rodzinnym domu, zwykle prostym i mentalnie prymitywnym. Jak wiemy, prawdziwa polska inteligencja przedwojenna została wytępiona. Pozostał zas tzw. Ciemny Lud, który kształcąc dziatwę pozostał w warstwie mentalnej nadal Ciemnym Ludem, co trwa do dziś. Moja rodzina wprawdzie uniknęła szczęśliwie w czasie okupacji najgorszego i dzięki temu polski etos inteligencki został mi przekazany, niemniej zgodnie z prawem Kopernika (gorszy pieniądz wypiera lepszy)musiałam nieco popracować, aby "dorównać" stylem polemiki nowej polskiej "inteligencji", którą reprezentowali bracia Kaczyńscy (dziś już tylko jeden z nich), a i ich współpracownicy również (mam oczywiście na myśli osoby z wykształceniem, a nie wyrokami sądowymi, co tez ma w tym ugrupowaniu miejsce). Nie zaprzeczam, ze te gromady bezmyślnych wyborców PiS, pozbawionych zdolności do refleksji, cienia wyobraźni, a przede wszystkim elementarnej odpowiedzialności za kraj, którzy widza jedynie miskę z kiełbasa, budzą mój głęboki wstręt. Jednak moje uczucie obrzydzenia jest niczym w porównaniu z ta przepastną pogardą, która zywi do swoich akolitów pan Jarosław Kaczyński. I trudno mu się dziwic, skoro widzi, z jaka łatwością wydobywa ze swych klakierów może nie tyle zło, co brudna slome z butów. Pozdrawiam - Jolanta Niklewska

to smutne, ale niestety nadal używa Pani nieracjonalnych epitetów (ciemny lud, brudna słoma w butach, perspektywa miski mięsa - oprócz nieracjonalności to jest jeszcze stygmatyzujące). Nawet o niektórych domach rodzinnych ludzi ze środowiska akademickiego pisze Pani jako prymitywnych mentalnie (w języku polskim słowo prymitywny poza zakresem sztuki i niektórych nauk ścisłych ma konotację negatywną). Skąd w Pani tyle odrazy do ludzi niewykształconych? Mimo wszystko to jednak szokujące. Przecież zdobycie wykształcenia to przywilej (ilu ludzi pomimo zdolności nie miało takiej szansy), a korelacja pomiędzy wykształceniem i mądrością jest zerowa (nie mówiąc już o właściwości moralnej- dobrze oddał to Norwid pisząc Wielkość). Personalizuje Pani politykę w sposób absurdalny całe zło widząc w rodzinie Kaczyńskich i prawdopodobnie żadnego w III RP. Przecież tego nie da się obronić. Nikt ze strony liberalno-lewicowej nie podjął jakiejkowiek próby diagnozy klęski tego obozu - poza red. Sroczyńskim (uchodzi za co najmniej dziwaka w swoim środowisku) i pewnymi przebłyskami u A. Smolara - m.in. symptomatyczna relacja ze spotkania z szukającym czegoś poza ciepłą wodą Tuskiem. Pisze Pani o klakierach JK - bycie konformistą to cecha ludzka, a nie partyjna. W PRL co prawda głównie dotyczyła robiącej kariery inteligencji (idealnie pokazał to Zanussi w kilku filmach), ale to tylko potwierdza, że to cecha ludzka. W III RP konformistycznych karierowiczów było statystycznie tyle samo - zawsze trzymają się okolic władzy (ogólnie rozumianej) i/lub dużych pieniędzy. Trudno jest dyskutować, gdy brak jakichkolwiek oznak racjonalności rozmówcy. Estetyka może być co prawda pomocna w rozumowaniu jak pisał Herbert w Potędze smaku, ale rozumowanie zawsze musi twardo opierać się o fakty. Wstręt i nienawiść to równia pochyła - co Pani zrobi jak PIS ponownie wygra wybory? W bezsilnej złości poszuka Pani w sobie jeszcze głębszego wstrętu? Pozdrawiam WK

Proszę bardzo tę moją "mowę nienawiści" nie traktować jako glosu w poważnej dyskusji, po prostu daję upust mojej frustracji. W latach 70. i 80. wspierałam w miare moich niedużych możliwości opozycję, a kiedy już pozbyliśmy się bolszewii, jak mi się wydawało, byłam przekonana, ze lepiej lub gorzej, ale wciąż będziemy trzymać kurs na wolność słowa, przekonań, sztuki (także dla "Klatwy" w Powszechnym), gospodarczą etc. w przestrzeni publicznej, oraz kurs na Europę i Zachód w polityce zagranicznej, czemu będzie towarzyszyć "równanie" mentalne do cywilizacji zachodniej w szerokich kręgach społecznych. Dzis widzę, ze byłam bardzo naiwna. Wstydzę się tego tym bardziej, ze wydawało mi się, ze jestem historykiem z jakims dorobkiem. Dzis mamy do czynienia z ostrym kursem w lewo ugrupowania lekceważącego do imentu prawo państwowe, prawo własności, rujnującego gospodarke i kulturę, a do tego spoglądającego figlarnym okiem na Wschód: w strone Rosji i Białorusi mimo pozornie antyrosyjskiej retoryki. Towarzyszy temu rozbrajanie armii polskiej, co wygląda wręcz groźnie i budzi niepokojące skojarzenia. Mimo tych pełnych niechęci zdań, które wyrzuciłam pod adresem panów Kaczyńskich, bynajmniej nie widze w nich jadra PiS-owskiego zła, choć niewątpliwie pan Jarosław Kaczyński daleko przewyzsza intelektualnie swoje otoczenie i to on dyktuje decyzje. Niemniej jest to człowiek żądny władzy, która wykorzystuje w sposób mu jedynie znany - czyli tak, jak to zaobserwował w czasach młodości u PZPR-owskich decydentów. Innych dróg nie zna. Nie bywał za granicą, nie czyta odpowiedniej literatury zachodniej, gdyż nie zna jezyków, nie siedzi w internecie etc. Jest więc skazany na doradców, którzy sa przykładem porzekadła: uczył Marcin Marcina... Prawdziwym dramatem jest jednak poziom dzisiejszej opozycji. Powiada Pan, ze nikt nie próbował przeanalizować przyczyn porażki wyborczej. Nic bardziej mylnego. Takich analiz przeczytałam i usłyszałam multum! Od użalania się prof. Marcina Króla wraz z prof. Modzelewskim, jacy to oni byli "głupi", do akolitów Radka Sikorskiego żałujących, ze "wataha nie została dorznieta". Narzekaniu na "prekariat" towarzyszyło narzekanie na bierność, głupotę i ciemnotę wyborców, zwłaszcza tych, którzy nie poszli głosować. Pewnie jestem znów naiwna, ale wciąż mam nadzieje, ze opozycja zamiast bic się w cudze piersi po prostu zjednoczy się i zacznie działać razem przejmując od łamiącej prawo władzy styl i polemiki, i walki. Mdło mi się robi od tej beznadziejnej poprawności politycznej, która ma nas rzekomo odróżniać od Ciemnego Ludu PiS-owskiego. Rzeczy należy nazywać po imieniu, inaczej z Ciemnym Ludem nie porozumiemy się nigdy, gdyż Ciemny Lud nie zna innego jezyka.

No nie! Poddaję się. Trzeci Pani post i to samo. Żadnych argumentów tylko epitety (podawane przez Panią "analizy" to przecież nie żadne analizy, tylko jak sama Pani pisze biadolenie (poza wzmiance o prekariacie), lub szukanie przyczyny w niewykorzystaniu szansy na anihilację wroga (pomijając już fakt, ze co naprawdę myśli i jakim się posługuje językiem sfrustrowany M. Król wyszło w wywiadzie z A. Kozińskim). Nie chcę być złośliwy, ale ścisłowcy przynajmniej wiedzą, że aby o czymś mówić trzeba to najpierw zdefiniować . Opowiada Pani o "mitycznej" cywilizacji zachodniej - to puste słowo dopóki się nie sprecyzuje jakie cechy ją konstytuują -chyba że apriori przyjmie Pani jej tożsamość z postulatami UE (pomijając już fakt, że obecna UE ma z myślą Schumanna niewiele wspólnego). Tylko że to fałsz (wystarczy wziąć pod uwagę Włochy - czy wybierze Pani północ czy południe?) i działa prawo Dunsa-Szkota (da się powiedzieć wszystko - I.M. Bocheński określał to mało parlamentarnym słowem). Podobnie nieostro posługuje się Pani innymi pojęciami - np. co rozumie Pani przez wolność słowa w sztuce - czy zgadza się Pani ze Sztabrowskim, że nie ma tu żadnych granic, czy też uważa Pani, że są granice? (wszak nie przeszkadza Pani wystawienie Klątwy). Ta dyskusja nie ma dla mnie dalszego sensu. Wyłączam się.

Zanim pójde w Pana slady i tez się "wyłączę", przynajmniej odpowiem Panu na niektóre zadane pytania. Otóż kocham południe Włoch podczas urlopu, niemniej nie czuję z tamtym regionem zadnego powinowactwa. I generalnie raczej Wlochy nie są dla mnie wzorem. Dobrze czuje się natomiast w Wielkiej Brytanii, nawet po Brexicie. To ugruntowana i stabilna kultura polityczna, gdzie pewnych rzeczy, które w Polsce są oczywistością, się nie robi. Co do sztuki - uważam, ze jedynym moderatorem powinien być odbiorca, który po prostu sztuke odrzuci. Na razie gdybym nawet chciała obejrzeć "Klątwę", nie jestem w stanie, jako ze wszystkie bilety na wiele spektakli naprzód sa wysprzedane.

A jeśli jednak ktoś spali na scenie jakiegoś teatru kukłę Żyda, to wówczas mamy taki akt traktować jako prowokację artystyczną czy też jako nawoływanie do (rasowej) nienawiści ? I czy w takim przypadku czcigodny ksiądz Luter także stwierdzi, że to nie jest sprawa dla prokuratury ?

polskiego wykształciucha, ale pozwolę sobie zauważyć, że kryterium przynależności do tradycyjnej (czyli z przedwojennym rodowodem) inteligencji ma dla p. Kaliny16 czysto polityczny charakter, przez co raczyła zaliczyć do "nowej" inteligencji Jarosława Kaczyńskiego, wnuka przedwojennego architekta i siostrzeńca takoż przedwojennego artysty plastyka, o ziemiańskich i szlacheckich korzeniach rodzin Kaczyńskich i Jasiewiczów nie wspominając. Jeśli im też słoma (brudna!) z butów, to o czym tu gadać? Można by się zastanawiać, czy szczęśliwie przekazany p. Kalinie16 etos inteligencki ma równie polityczny i metaforyczny charakter, ale nie będziemy się wyzłośliwiać. Zresztą ta stara inteligencja też była po prostu różnorodna, a przez warstwy wyższe społecznie (ziemiaństwo) i umysłowo (intelektualistów, artystów) darzona uczuciami nierzadko mieszanymi. Ale "revenons a nos moutons" (jak mawiał pewien guwerner udając się do komnat hrabiczów), czyli do współczesnych wykształciuchów wszelkiej proweniencji. Otóż prosiłbym, żeby mnie do nich nie zaliczać, pomimo uzyskanego za PRL tytułu naukowego. ponieważ nie jest to bynajmniej nienawistno-pogardliwy epitet, jakim ciemny lud lży warstwę kulturalną i wykształconą (lud ma was... łaskawa pani), lecz wyraz wzięty z literatury, a konkretnie z Sołżenicyna - nie wiem, czy ten go wymyślił, czy tylko spopularyzował. "Obrazowaniec" (tak to brzmi po rosyjsku) to nie inteligent, a "obrazowanszczina" to nie inteligencja stara czy nowa, ale formacja umysłowo-moralna zdefiniowana tak, że za nic nie chciałbym być z nią utożsamianym. I to by było na tyle.

Nie wiem, czy autorem wyrażenia "obrazowancy" jest Sołzenicyn, czy znakomity historyk rosyjski Natan Ejdelman, u którego dawno temu przeczytałam to określenie, a Sołzenicyn je przeczytał równiez. Łaskawy Pan nie znajduje się w polu mojego zainteresowania, więc nie ma obawy, ze będę Pana w jakikolwiek sposób klasyfikować. Idę na skróty: proszę mi powiedzieć, na kogo Pan głosował, a już będę wiedzieć, co o Panu sadzic. Podobnie ma się rzecz z rodziną pp. Kaczynskich, w której p. Rajmund zasłużył się PRL-owskiej władzy i został przez nią hojnie wynagrodzony, a synowie poszli na studia prawnicze. Nie wiem, w jakim Pan jest wieku, ale jeśli w moim i pana Kaczyńskiego, musi Pan wiedzieć, ze wierne etosowi inteligenckie rodziny nie wysyłały dzieci w PRL-u na prawo, podobnie jak na handel zagraniczny i ekonomię polityczną, a na wydziale historycznym nikt z takiej rodziny nie próbował zajmować się historia najnowsza. Nie jest tez chyba dobrą rekomendacją pochodzenie ziemiańskie:))) Przypominam, ze chwalimy tu raczej wielkomiejski inteligencki etos, który był udziałem ludzi pracujących "glowa", a nie zaściankowych czcicieli "wsi spokojnej, wsi wesołej", którzy w chwilach próby bardzo łatwo schodzili na manowce nie mając doświadczenia w głębszym mysleniu. Nasza wymiana opinii jest smutnym świadectwem utrzymującego się wciąż spadku po rozbiorach. Pana widzenie rzeczywistości zdradza pochodzenie galicyjskie lub nawet kresowe. Moja rodzina pochodzi z Wielkopolski.

to kolejność własnych lektur jest słabą przesłanką. Młodszy o 12 lat Ejdelman z większym prawdopodobieństwem czytał wcześniej Sołżenicyna niż Sołżenicyn jego. Ponadto to S. napisał i opublikował w 1974 esej "Obrazowanszczina", oczywiście w Paryżu, poza zasięgiem sowieckiej cenzury, podczas gdy E., jako ówczesny członek Związku Pisarzy Radzieckich, raczej takich tematów publicznie podejmować nie mógł. Zresztą Bóg z nimi. Striptizu akt trzeci jednak nastąpił i teraz widać, że wykształciuch mimo wykształcenia sprowadza swoją władzę sądzenia do wykonywania prostej operacji podziału według klucza partyjnego. A jak powiem, że głosowałem na CDU to co? Przepalą się obwody? Żartuję, ale skoro pozostaję poza polem pani zainteresowania, to co to Panią obchodzi? Jeśli zgaduje Pani, żem kresowiak - pudło! - to można próbować zgadnąć preferencje wyborcze. Ciekawy jest natomiast pogląd, że "uczciwe rodziny nie wysyłały dzieci w PRL-u na prawo, podobnie jak na handel zagraniczny i ekonomię polityczną, a na wydziale historycznym nikt uczciwy nie próbował zajmować się historia najnowsza". Mocno powiedziane! A to zmartwią się ojcowie duchowi i przywódcy dzisiejszej opozycji, wszyscy bez mała z PRL. I prawników wśród nich nie brakuje, i ekonomistów, i historyków zajmujących się historią najnowszą. Ba, taki Komorowski to nawet z ziemiańskiej (tfu!) rodziny. Aż strach tu wracać, bo może nastąpić akt czwarty. Przypomniani zostaną Kalksztajnowie z Odessy i moderator będzie miał dylemat. A może i dobrze, żeby miał. Chociaż i teraz szacowni redaktorzy TP, zwłaszcza ci starsi i przewielebni, powinni mieć zagwozdkę, o ile czytają nasze komentarze. Patrzcie, ojcowie, oto coście wyhodowali. I nie ma co się wypierać, bo to ponoć już drugie pokolenie. Środa Popielcowa za nami, ale ja na waszym miejscu posypałbym głowę popiołem: Pater, peccavimus.

Ja tam czytałam w "niezależnych mediach" o Komorowskim cos zupełnie innego. Jego przodek wymordował rodzine Komorowskich i zawłaszczył jej tożsamość. A potem wstąpił do KGB:))) Myslę, ze może nie dosłownie, ale do takiej narracji jest Panu chyba bliżej:))) Pozdrawiam serdecznie:)))

znów podpowiada Pani błędną hipotezę. O Komorowskim mam złe zdanie jako o polityku i nie uważam za nieprawdopodobne, że mógłbym mieć jeszcze gorsze, gdybym wiedział o nim więcej. Ale autentyczności jego koneksji rodzinnych jestem prawie (bom nie wszechwiedzący) pewien. Oto dlaczego: znam kilku, może kilkunastu niepodrabianych ziemian i ziemiańskich potomków z rodzin spokrewnionych z Komorowskimi i żaden z nich nie odmówił uczestnictwa w imprezach, gdzie Bronisław K. był zapraszany (jeszcze jako prezydent) jako gość honorowy. Z takich okazji gromadzi się zwykle kilkadziesiąt osób, a pomimo rozproszenia po całym świecie wydają się wiedzieć wszystko o wszystkich. W tak licznym gronie musiałby znaleźć się przynajmniej jeden whistleblower, gdyby było o co dąć w gwizdek, tymczasem nie zauważyłem, żeby ktoś choćby strzelił focha. I co to zmienia? Poza tym deklaruje Pani wstręt do ludzi z Kresów, więc co Pani tak zależy na tym Komorowskim?

Nie czuje zadnego wstrętu do nikogo ze względu na jego przynależność terytorialną, tak się jednak składa, ze dawna Rzeczpospolita, zwłaszcza ta podzielona i poddana rozmaitym obcym wpływom podzieliła się mentalnie i kulturalnie. Niestety, ale ziemie pod zaborem rosyjskim, tzw. Ziemie Zabrane, jak tez zabór austriacki okazały się po latach upośledzone pod względem poziomu oświaty i swiadomości politycznej. Pomimo uniwersytetów w Krakowie, Lwowie i Biblioteki Ossolińskich, z których przecież nie wszyscy korzystali. Zas Prezydent Komorowski ujmował mnie zawsze kulturą i postawa obywatelska nakazującą mu być prezydentem wszystkich Polaków. Z pewnością wiele w tej postawie było zasługi tzw. dobrego, polskiego wychowania:)) Niestety, dziś mamy sytuację inną, w czym przyczyne widzę z kolei w, nazwijmy to, "innym" wychowaniu preferujacym inne pryncypia
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]