Reklama

Przyjaciel buntownik

Przyjaciel buntownik

06.09.2014
Czyta się kilka minut
Gwałtowne zmiany tematu i rejestru, paradoksy, niechlujność, chropawy ton, obelgi wymieszane z patosem i przesłodzoną egzaltacją – tak pisał Rozanow.
O

Odosobnione”, zbiór aforyzmów, notatek i zapisanych na gorąco myśli rosyjskiego filozofa i publicysty Wasilija Rozanowa (1856–1919) – to książka zachwycająca i irytująca zarazem. W sposób charakterystyczny dla późnej twórczości Rozanowa mistrzostwo stylistyczne miesza się w niej z kiczem, przenikliwość i inteligencja – z zabobonem i przesądem, a oryginalne przemyślenia z plotkami, niedyskrecjami i sztubackimi złośliwościami na temat współczesnych autorowi postaci rosyjskiego światka literackiego. Wątki i tematy zmieniają się błyskawicznie, podobnie jak ton i styl poszczególnych notek. Brak tu (z pozoru przynajmniej) jakiejkolwiek spójności i konsekwencji. Co więcej, Rozanow zdaje się mieć za nic zasadę niesprzeczności i chętnie wygłasza niemal jednym tchem tezy, których pogodzić nie sposób.
Gwałtowne zmiany tematu i rejestru, paradoksy, niechlujność, chropawy ton, obelgi wymieszane z patosem i przesłodzoną egzaltacją – to szokująca mieszanka dla dzisiejszych czytelników, a co dopiero dla współczesnych Rozanowa, który wydał „Odosobnione” przed stu laty. Czołowi filozofowie rosyjskiego „srebrnego wieku” odrzucili go – Sołowiow go lekceważył a Bierdiajew wprost nie znosił. Poznali się na nim jednak inni pisarze epoki, i to z bardzo różnych środowisk – Rozanow fascynował symbolistę Biełego, marksistę Gorkiego (który później uratował go podobno przed rozstrzelaniem), prawosławnego teologa Pawła Florenskiego, wzbudzał entuzjazm Cwietajewej i Mandelsztama. Pisali o nim z uznaniem teoretycy Wiktor Szkłowski i Michaił Bachtin, a na Zachodzie m.in. André Gide, David H. Lawrence i Ernst Jünger. Bohaterem swoistego ni to opowiadania ni to eseju uczynił go też Wieniedikt Jerofiejew. Wielkim miłośnikiem Rozanowa był Józef Czapski a Czesław Miłosz pisał o nim z podziwem na łamach „Tygodnika Powszechnego”.
Rozanow był pierwszym wielkim dwudziestowiecznym literackim buntownikiem, pisarzem osobnym, radykalnym kontestatorem, wiecznie wymykającym się i grającym na nosie każdemu, kto chciał go zawłaszczyć lub gdzieś przyporządkować. Był myślicielem religijnym a przy tym radykalnym immoralistą („idea prawa jako powinności nawet przez myśl mi nie przeszła”). Pisał płomienne teksty publicystyczne równocześnie do czasopism liberalnych i konserwatywnych, a nawet czarnosecinnych. Żył literaturą – wplatając w swoje aforyzmy niezliczone kryptocytaty z rosyjskiej poezji i prozy – a zarazem pisał, że „literatura poszybowała pod niebo jak orzeł i spadła martwa”, nazywał ją też „najwstrętniejszym rodzajem handlu”. Bronił Cerkwi: „ciepło jest tylko tu” – a zarazem atakował chrześcijaństwo i monastycyzm zarzucając im, że pozbawiają radości z seksu i płodności.
Religia to jeden z najważniejszych tematów w jego myśli, lecz nie jest to wiara w abstrakcyjny Absolut rozumu i prawa, lecz wewnątrzświatowa, immanentna religia skupiona na doczesności, cielesności i ludzkiej, erotycznej miłości. Rozanow wychwalał judaizm – właśnie za akceptację cielesności – a przy tym brał udział w antysemickiej nagonce prasowej. Angażował się swoją publicystyką w życie społeczne, ale utrzymywał, że rewolucję roku 1905 „przeleżał w łaźni”. Pisał w pierwszej osobie i wiele uwagi poświęcał sobie, lecz nie szczędził przy tym obelg i szyderstw pod własnym adresem. A jednak kpiarski i nihilistyczny ton nie jest tu wcale ostatnim słowem, wyparowuje bez śladu, ustępując autentycznie wzruszającej prostocie i czułości, gdy mowa o chorobie i śmierci drugiej żony pisarza. I tu może właśnie trzeba szukać źródeł jego geniuszu i wyjątkowości.
„Dawno nie spotkałem istoty, z którą tak dobrze dałoby się pogadać”, pisał o Rozanowie inny rosyjski nihilista i buntownik Wieniedikt Jerofiejew, dodając parę stron dalej: „rozjarzył we mnie nadzieję”. Inaczej niż Pascal i Nietzsche, z którymi go słusznie porównywano, Rozanow – wbrew własnym deklaracjom, że pisze tylko dla siebie i nie chce odbiorcy za przyjaciela (tak nazywał tylko swoją żonę) – staje się autentycznym przyjacielem czytelnika, oczywiście takiego, który wytrzyma jego niekonsekwencje, prowokacje i błazenady. I to nie tylko dlatego, że autor-narrator-Rozanow zajmuje wiele miejsca w tej prozie. Nie tylko dlatego też, że w swoim głębokim immoralizmie i braku szacunku dla prawa i abstrakcji nie potępia w zasadzie niczego, co zjawia się jako poszczególne. Ważniejsze wydaje się przypominające Dostojewskiego, który był mistrzem Rozanowa, wyczucie na perspektywę słabszych, „flekowanych” (w mocno modernizującym miejscami, choć świetnym przekładzie Ireneusza Kani i Piotra Nowaka).

Wasilij Rozanow, „Odosobnione”, przeł. Ireneusz Kania, Piotr Nowak, Biblioteka Kwartalnika Kronos, Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2014

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]