Przybyć do studni

Nazwa święta Szawuot pochodzi od słowa „tygodnie”. W tym roku wypada 19 maja. Wtedy mija 50 dni od sederu – kolacji na święto Pesach.
Czyta się kilka minut

Obchodzimy tego dnia święto pierwszych zbiorów, lecz przede wszystkim czcimy dar Tory.

Szawuot ma wiele wspólnego z objawieniem, grzmieniem trąb, błyskawicami przecinającymi niebo i głosem Wiekuistego. W synagodze czytane są przykazania, tablice Mojżesza. W domu modlitwy całą noc studiowana jest Tora. Akurat ten wymiar święta jest wyjątkowo piękny. Wokół stołu pełnego jadła mlecznego siedzą młodzi i starzy, słuchając pouczeń nauczycieli. Można mówić, o czym się chce. Byle krótko, do rzeczy i ładnie. Co roku prosi mnie moja wspólnota o kilka słów. W tym roku chciałbym mówić o studniach w Torze.

Studnia pojawia się w trzech sytuacjach, gdy mowa o narzeczeństwie i małżeństwie. Do studni przybył służący Abrahama, szukając przyszłej żony dla Izaaka. Tam spotkał siostrę Labana – Rebekę. Zaimponowała mu troską o zwierzęta. Napoiła wielbłądy przybysza, otoczyła go opieką. Zdała, rzec można, test na żonę. Otrzymała prezenty i przybyła do Kanaanu ze służącym. Po drodze napotkali Izaaka skupionego na popołudniowej modlitwie.

Po raz drugi do studni dociera znużony Jakub. Gromadzą się wokół niej pasterze ze swoimi trzodami. Pojawiła się Rachel. Była piękna. Jakub zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Wezbrała w nim męska moc i sam poruszył kamienną przykrywę przykrywającą studnię. Miał w sobie siłę wielu mężczyzn. Odsłonił otwór prowadzący w głąb ziemi. Symbolika aż nadto erotyczna.

Po raz trzeci u studni Mojżesz spotyka córki przyszłego teścia Jetro. Pomaga im napoić zwierzęta, a potem teść zaprasza go do siebie. Jetro okaże się pierwszym w Torze, który przyjął religię Izraela.

Przy studni spotykano się, rozmawiano, poznawano i zakochiwano. Ale studnia pojawia się jeszcze inaczej. Żywot Izaaka związany jest z budowaniem studni. Dobry gospodarz musiał dbać o ziemię, pastwiska oraz trzody. Obraz studni pojawia się też dwa razy w historii Józefa (pięknie o tym pisze Tomasz Mann w trylogii „Józef i jego bracia”). Pierwszy, gdy stał u studni w świetle księżyca. Nagi. Przeglądał się w poświacie miesiąca. Musiał się sobie podobać. Miał coś z narcyza. Zastał go tak Jakub, nieco zgorszony zachowaniem syna.

Drugi, gdy bracia, chcąc pozbyć się syna Rachel, zarozumialca i ojcowskiego faworyta, wrzucili go do wyschniętej studni, gdzieś w okolicach miasteczka Szechem. Trzy dni spędził Józef w dole. Pojawili się kupcy i za kilka srebrników kupili młodzieńca. Studnia jest tu więzieniem. Pustką. Zapomnieniem. Józef mógł słyszeć gniewne słowa braci. Był bezsilny. Nie wiedział, co się z nim stanie.

W studni kończyła się jego młodość. Kończył się okres niewinności. Może w niej uwięziony zrozumiał swoje przeznaczenie i przeznaczenie rodziny starego Izraela. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2018