Reklama

Przewodnicy dusz

Przewodnicy dusz

14.09.2010
Czyta się kilka minut
Studencki ruch opozycyjny nie byłby tym, czym był, gdyby nie formacja duszpasterstw akademickich.
Wiosną 1989 r. na uczelniach w całej Polsce domagano się ponownej legalizacji NZS.Na zdjęciu: studenci lubelskiego KUL-u. / fot IPN
J

Jeśli spytać świadków tamtych wydarzeń o obecność polityki na ówczesnych spotkaniach z duchownymi, zgodnie powiedzą: nie było jej prawie wcale. Od działań opozycyjnych, mówią, była opozycja. A jednak coś zdecydowało, że dziś, po latach, wielu dawnych opozycjonistów jako inspirację do odruchu kontestacji wskazuje na duszpasterstwa.

Formacja duchowa...

- Nie, nie byłem twórcą programów opozycyjnych - mówi o. Ludwik Wiśniewski, dominikanin, w latach 70. opiekun duszpasterstwa gdańskiego, a później kapelan Solidarności. - Wszyscy wkoło mnie wiedzieli, że nie rozprowadzam ani nie przechowuję bibuły, nikt mnie nawet do tego nie próbował namawiać. Tak, miałem to szczęście, że przychodzili do mnie ciekawi młodzi ludzie, z których wielu stało się później legendami opozycji. Ale moim zadaniem było im tylko towarzyszyć.

Podobnie duszpasterstwa wspomina ­Elżbieta Czuma, w latach 70. i 80. działaczka opozycji. W 1975 r., jeszcze jako Elżbieta Sojka, trafiła do grupy szczecińskiej prowadzonej przez jezuitę o. Huberta Czumę (krewnego jej późniejszego męża). Dziewiętnastolatka, przyjechała na studia z rodzinnego Słupska w 1973 r. i najpierw trafiła do duszpasterstwa chrystusowców. O charyzmatycznym jezuicie dowiedziała się później. - Krążyły wieści, że ma doskonałe kazania, że siedział w więzieniu i ma braci-opozycjonistów, którzy dużo czasu spędzili za kratami - wspomina. - Ale mnie to wtedy niezbyt zajmowało. Przyciągnął mnie jego religijny autentyzm. Po prostu, był prawdziwym przewodnikiem w sprawach duchowych.

Dla duchowej i intelektualnej formacji szczecińskiej inteligencji duszpasterstwa odgrywały szczególną rolę już od końca wojny. - Ogromna w tym zasługa o. Władysława Siwka, poprzednika Czumy, zresztą skoligaconego z jego rodziną - mówi dr Marcin Stefaniak, dyrektor szczecińskiego IPN-u. - On wychował wcześniejsze pokolenie katolickiej inteligencji Szczecina.

W latach 70. do duszpasterstwa jezuitów należą też m.in. Jacek Zakrzewski, Dariusz Rawicki czy Wojciech Klukowski, późniejsi opozycjoniści. - Duszpasterze wskazywali im system wartości - mówi Stefaniak. - Dziś byśmy powiedzieli, że nie mówili nic szczególnego. Ale wtedy i to wymagało odwagi. Byli dla młodych przewodnikami. Nie politycznymi, lecz moralnymi.

Rozważania o wartościach nie znosiły społecznej próżni. - Katolicyzm obejmuje przecież całego człowieka - przypomina o. Wiśniewski, zwracając uwagę na paradoks związany z działalnością duszpasterstw w PRL-u i dziś: w czasach, gdy o sprawach społecznych można mówić bez ograniczeń, często się je zaniedbuje. - Wtedy takie tematy były na porządku dziennym.

...i obywatelska

O. Wiśniewski wspomina początki spotkań duszpasterskich w Gdańsku, z grupą młodzieży z I Liceum: - Przychodzą do mnie młodzi ludzie i mówią, że chcą mieć religię. Powiedziałem: "Proszę bardzo, zapiszcie się do grupy". A oni, że chcą mieć własną, bo mają własne problemy.

W grupie są na przykład - znani później z opozycji - Arkadiusz Rybicki, Wojciech Samoliński, Grzegorz Grzelak, Aleksander Hall. Ten ostatni wspominał potem, że działalność "zaczepna", w którą byli już zaangażowani, w którymś momencie przestała im wystarczać.

O. Wiśniewski: - Jak mnie przekonali? Przeżyłem rok 1970. Wtedy dojrzałem pod względem społecznym. I dojrzałem też do wniosku, że system jest niereformowalny.

Dominikanin wspomina, że na spotkaniach rozmawiali nie tylko o religii: - Pamiętam lekturę "Tez o nadziei i beznadziejności" Kołakowskiego.

Spotkania trwały kilka miesięcy. O. Wiśniewski: - W pewnym momencie uznałem, że są już dojrzali, by zapoznać ich z ludźmi, którzy coś w kraju znaczą. Spotykali się m.in. z Bohdanem Cywińskim czy Stefanem Kisielewskim.

Tomasz Schoen, potem współpracownik KOR, a także działacz SKS i Solidarności, już jako uczeń liceum pojawił się pierwszy raz na spotkaniach krakowskiego duszpasterstwa akademickiego "Beczka", prowadzonych przez o. Andrzeja Kłoczowskiego u Dominikanów. Wspomina: - Mówiło się o polityce, systemie i społeczeństwie, ale w kategoriach etycznych. Ojciec Kłoczowski pokazywał nam wartości, konflikty między nimi, ich skutki praktyczne. Mówiliśmy między innymi o "Białej Róży", założonej przez studentów niemieckich organizacji antynazistowskiej, oraz o ludziach, którzy w imię religii sprzeciwiali się systemowi. Przemawiało do nas pojęcie dawania świadectwa.

W 1974 r. grupa studentów skupia się właśnie wokół o. Kłoczowskiego. Są tu m.in. Bogusław Sonik, Liliana Batko, Józef Ruszar, potem czołowe postaci krakowskiego SKS-u.

Poza o. Kłoczowskim kontakt z niepokorną młodzieżą mają w Krakowie też inni duchowni: bp Jan Pietraszko (twórca powojennego duszpasterstwa akademickiego w mieście), o. Joachim Badeni (duszpasterz akademicki również w Poznaniu i Wrocławiu), ks. Adam Boniecki (dziś naczelny "Tygodnika"), ks. Józef Tischner.

Polityka

Choć spotkania w duszpasterstwach pozbawione były bezpośrednich odniesień do polityki, ich uczestnicy siłą rzeczy musieli się z nią stykać. Choćby przez uczestnictwo w dyskusjach, które dla władz były od początku podejrzane. Schoen: - Jeszcze w liceum zostałem wyrzucony z wycieczki szkolnej i zawieszony w prawach ucznia. W obecności nauczyciela zacząłem na wycieczce opowiadać kolegom o "Beczce". Że to takie fajne, tajne miejsce, w którym można dyskutować o rzeczach, o których w szkole niekoniecznie się mówi. Wychowawca poprosił, bym wyjechał do domu. Na szczęście obyło się bez konsekwencji, zostałem wezwany do szkoły z mamą i pani wicedyrektor dała do zrozumienia, że na tego nauczyciela trzeba uważać. Wiadomo, zbliżała się matura.

Czytając dotyczące jej dokumenty w archiwum IPN, Elżbieta Czuma odkryła ze zdziwieniem, że SB interesowała się jej zaangażowaniem w duszpasterstwo na długo przed podjęciem przez nią działalności opozycyjnej: - Dowiedziałam się, że odnotowano rozklejanie plakatów o rekolekcjach na terenie akademika. Albo że odmawiałam modlitwę wiernych, która była zresztą w tych papierach cytowana. Pierwsze represje pojawiły się właśnie po spotkaniu o. Huberta. Wielu uczestników spotkań miało problemy na studiach, niektórzy zostali wyrzuceni z uczelni.

O. Wiśniewski: - Gdy byłem jeszcze w Gdańsku, wezwali mnie po odbiór nowego dowodu osobistego, bo stary mi zaginął. To był jedyny raz, kiedy proponowali mi współpracę. Miałem już wyjechać z Gdańska, a oni uważali, że sprawcą mojego wyjazdu jest biskup. Mówili: "Nie musi ksiądz przecież wyjeżdżać".

SB towarzyszy też o. Wiśniewskiemu po jego przyjeździe do Lublina: - Byli, gdziekolwiek się ruszyłem. Pojechałem do miejscowości, w której ojciec miał gospodarkę, by pomagać w zwożeniu zboża. Sam tego nie widziałem, ale opowiadano mi, że po polu jeździł gazik. Chodziło o to, bym niespodziewanie nie wrócił do Lublina, bo oni wtedy zakładali mi tam podsłuch.

"Stąd wyrośliśmy"

W drugiej połowie lat 70. działalność wielu wychowanków duszpasterstw zyskuje już wymiar polityczny. W Gdańsku powstaje Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, którego dokument założycielski podpisuje także o. Wiśniewski. W Krakowie ludzie skupieni wokół duszpasterstw działają wspólnie z tymi, którzy z "Beczką" nie mają nic wspólnego, jak Bronisław Wildstein i Stanisław Pyjas. Potem, po śmierci Pyjasa, także ludzie z "Beczki" angażują się w zakładanie krakowskiego SKS-u. I czują poparcie kardynała Karola Wojtyły.

W Szczecinie i SKS, i powstały wcześniej ROPCiO tworzą w dużej części wychowankowie duszpasterstwa. We wrześniu 1979 r. z miasta musi wyjechać o. Czuma. - Został usunięty właśnie za to, że ludzie z duszpasterstwa działali w opozycji - mówi dr Stefaniak. - Niestety, jego wyjazd spowodował rozproszenie środowiska duszpasterskiego.

Podobnie dzieje się w innych miastach. Również z przyczyn oczywistych: zaangażowanie w duszpasterstwo ogranicza się do kilkuletniego okresu studiów. Wychowankowie duszpasterstw utrzymują jednak relacje ze swymi opiekunami nie tylko po powstaniu NZS i Solidarności, ale także po 1989 r.

- Nikt nam w duszpasterstwie nigdy nie mówił, co mamy robić. A jednak wpływ tych spotkań na nasze późniejsze działanie był ogromny - podsumowuje Elżbieta Czuma. - Stamtąd wyrosły motywy naszego działania. Jakieś poczucie obowiązku, przekonanie, że tak nie można żyć.

Korzystałem z książki Andrzeja Friszkego "Opozycja polityczna 1945-1980" i tekstów publikowanych na łamach "TP" autorstwa Krzysztofa Burnetki, Marka Osiecimskiego i Iwony Hałgas.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]