Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Przewodnicy dusz

Przewodnicy dusz

14.09.2010
Czyta się kilka minut
Studencki ruch opozycyjny nie byłby tym, czym był, gdyby nie formacja duszpasterstw akademickich.
Wiosną 1989 r. na uczelniach w całej Polsce domagano się ponownej legalizacji NZS.Na zdjęciu: studenci lubelskiego KUL-u. / fot IPN
J

Jeśli spytać świadków tamtych wydarzeń o obecność polityki na ówczesnych spotkaniach z duchownymi, zgodnie powiedzą: nie było jej prawie wcale. Od działań opozycyjnych, mówią, była opozycja. A jednak coś zdecydowało, że dziś, po latach, wielu dawnych opozycjonistów jako inspirację do odruchu kontestacji wskazuje na duszpasterstwa.

Formacja duchowa...

- Nie, nie byłem twórcą programów opozycyjnych - mówi o. Ludwik Wiśniewski, dominikanin, w latach 70. opiekun duszpasterstwa gdańskiego, a później kapelan Solidarności. - Wszyscy wkoło mnie wiedzieli, że nie rozprowadzam ani nie przechowuję bibuły, nikt mnie nawet do tego nie próbował namawiać. Tak, miałem to szczęście, że przychodzili do mnie ciekawi młodzi ludzie, z których wielu stało się później legendami opozycji. Ale moim zadaniem było im tylko towarzyszyć.

Podobnie duszpasterstwa wspomina ­Elżbieta Czuma, w latach 70. i 80. działaczka opozycji. W 1975 r., jeszcze jako Elżbieta Sojka, trafiła do grupy szczecińskiej prowadzonej przez jezuitę o. Huberta Czumę (krewnego jej późniejszego męża). Dziewiętnastolatka, przyjechała na studia z rodzinnego Słupska w 1973 r. i najpierw trafiła do duszpasterstwa chrystusowców. O charyzmatycznym jezuicie dowiedziała się później. - Krążyły wieści, że ma doskonałe kazania, że siedział w więzieniu i ma braci-opozycjonistów, którzy dużo czasu spędzili za kratami - wspomina. - Ale mnie to wtedy niezbyt zajmowało. Przyciągnął mnie jego religijny autentyzm. Po prostu, był prawdziwym przewodnikiem w sprawach duchowych.

Dla duchowej i intelektualnej formacji szczecińskiej inteligencji duszpasterstwa odgrywały szczególną rolę już od końca wojny. - Ogromna w tym zasługa o. Władysława Siwka, poprzednika Czumy, zresztą skoligaconego z jego rodziną - mówi dr Marcin Stefaniak, dyrektor szczecińskiego IPN-u. - On wychował wcześniejsze pokolenie katolickiej inteligencji Szczecina.

W latach 70. do duszpasterstwa jezuitów należą też m.in. Jacek Zakrzewski, Dariusz Rawicki czy Wojciech Klukowski, późniejsi opozycjoniści. - Duszpasterze wskazywali im system wartości - mówi Stefaniak. - Dziś byśmy powiedzieli, że nie mówili nic szczególnego. Ale wtedy i to wymagało odwagi. Byli dla młodych przewodnikami. Nie politycznymi, lecz moralnymi.

Rozważania o wartościach nie znosiły społecznej próżni. - Katolicyzm obejmuje przecież całego człowieka - przypomina o. Wiśniewski, zwracając uwagę na paradoks związany z działalnością duszpasterstw w PRL-u i dziś: w czasach, gdy o sprawach społecznych można mówić bez ograniczeń, często się je zaniedbuje. - Wtedy takie tematy były na porządku dziennym.

...i obywatelska

O. Wiśniewski wspomina początki spotkań duszpasterskich w Gdańsku, z grupą młodzieży z I Liceum: - Przychodzą do mnie młodzi ludzie i mówią, że chcą mieć religię. Powiedziałem: "Proszę bardzo, zapiszcie się do grupy". A oni, że chcą mieć własną, bo mają własne problemy.

W grupie są na przykład - znani później z opozycji - Arkadiusz Rybicki, Wojciech Samoliński, Grzegorz Grzelak, Aleksander Hall. Ten ostatni wspominał potem, że działalność "zaczepna", w którą byli już zaangażowani, w którymś momencie przestała im wystarczać.

O. Wiśniewski: - Jak mnie przekonali? Przeżyłem rok 1970. Wtedy dojrzałem pod względem społecznym. I dojrzałem też do wniosku, że system jest niereformowalny.

Dominikanin wspomina, że na spotkaniach rozmawiali nie tylko o religii: - Pamiętam lekturę "Tez o nadziei i beznadziejności" Kołakowskiego.

Spotkania trwały kilka miesięcy. O. Wiśniewski: - W pewnym momencie uznałem, że są już dojrzali, by zapoznać ich z ludźmi, którzy coś w kraju znaczą. Spotykali się m.in. z Bohdanem Cywińskim czy Stefanem Kisielewskim.

Tomasz Schoen, potem współpracownik KOR, a także działacz SKS i Solidarności, już jako uczeń liceum pojawił się pierwszy raz na spotkaniach krakowskiego duszpasterstwa akademickiego "Beczka", prowadzonych przez o. Andrzeja Kłoczowskiego u Dominikanów. Wspomina: - Mówiło się o polityce, systemie i społeczeństwie, ale w kategoriach etycznych. Ojciec Kłoczowski pokazywał nam wartości, konflikty między nimi, ich skutki praktyczne. Mówiliśmy między innymi o "Białej Róży", założonej przez studentów niemieckich organizacji antynazistowskiej, oraz o ludziach, którzy w imię religii sprzeciwiali się systemowi. Przemawiało do nas pojęcie dawania świadectwa.

W 1974 r. grupa studentów skupia się właśnie wokół o. Kłoczowskiego. Są tu m.in. Bogusław Sonik, Liliana Batko, Józef Ruszar, potem czołowe postaci krakowskiego SKS-u.

Poza o. Kłoczowskim kontakt z niepokorną młodzieżą mają w Krakowie też inni duchowni: bp Jan Pietraszko (twórca powojennego duszpasterstwa akademickiego w mieście), o. Joachim Badeni (duszpasterz akademicki również w Poznaniu i Wrocławiu), ks. Adam Boniecki (dziś naczelny "Tygodnika"), ks. Józef Tischner.

Polityka

Choć spotkania w duszpasterstwach pozbawione były bezpośrednich odniesień do polityki, ich uczestnicy siłą rzeczy musieli się z nią stykać. Choćby przez uczestnictwo w dyskusjach, które dla władz były od początku podejrzane. Schoen: - Jeszcze w liceum zostałem wyrzucony z wycieczki szkolnej i zawieszony w prawach ucznia. W obecności nauczyciela zacząłem na wycieczce opowiadać kolegom o "Beczce". Że to takie fajne, tajne miejsce, w którym można dyskutować o rzeczach, o których w szkole niekoniecznie się mówi. Wychowawca poprosił, bym wyjechał do domu. Na szczęście obyło się bez konsekwencji, zostałem wezwany do szkoły z mamą i pani wicedyrektor dała do zrozumienia, że na tego nauczyciela trzeba uważać. Wiadomo, zbliżała się matura.

Czytając dotyczące jej dokumenty w archiwum IPN, Elżbieta Czuma odkryła ze zdziwieniem, że SB interesowała się jej zaangażowaniem w duszpasterstwo na długo przed podjęciem przez nią działalności opozycyjnej: - Dowiedziałam się, że odnotowano rozklejanie plakatów o rekolekcjach na terenie akademika. Albo że odmawiałam modlitwę wiernych, która była zresztą w tych papierach cytowana. Pierwsze represje pojawiły się właśnie po spotkaniu o. Huberta. Wielu uczestników spotkań miało problemy na studiach, niektórzy zostali wyrzuceni z uczelni.

O. Wiśniewski: - Gdy byłem jeszcze w Gdańsku, wezwali mnie po odbiór nowego dowodu osobistego, bo stary mi zaginął. To był jedyny raz, kiedy proponowali mi współpracę. Miałem już wyjechać z Gdańska, a oni uważali, że sprawcą mojego wyjazdu jest biskup. Mówili: "Nie musi ksiądz przecież wyjeżdżać".

SB towarzyszy też o. Wiśniewskiemu po jego przyjeździe do Lublina: - Byli, gdziekolwiek się ruszyłem. Pojechałem do miejscowości, w której ojciec miał gospodarkę, by pomagać w zwożeniu zboża. Sam tego nie widziałem, ale opowiadano mi, że po polu jeździł gazik. Chodziło o to, bym niespodziewanie nie wrócił do Lublina, bo oni wtedy zakładali mi tam podsłuch.

"Stąd wyrośliśmy"

W drugiej połowie lat 70. działalność wielu wychowanków duszpasterstw zyskuje już wymiar polityczny. W Gdańsku powstaje Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, którego dokument założycielski podpisuje także o. Wiśniewski. W Krakowie ludzie skupieni wokół duszpasterstw działają wspólnie z tymi, którzy z "Beczką" nie mają nic wspólnego, jak Bronisław Wildstein i Stanisław Pyjas. Potem, po śmierci Pyjasa, także ludzie z "Beczki" angażują się w zakładanie krakowskiego SKS-u. I czują poparcie kardynała Karola Wojtyły.

W Szczecinie i SKS, i powstały wcześniej ROPCiO tworzą w dużej części wychowankowie duszpasterstwa. We wrześniu 1979 r. z miasta musi wyjechać o. Czuma. - Został usunięty właśnie za to, że ludzie z duszpasterstwa działali w opozycji - mówi dr Stefaniak. - Niestety, jego wyjazd spowodował rozproszenie środowiska duszpasterskiego.

Podobnie dzieje się w innych miastach. Również z przyczyn oczywistych: zaangażowanie w duszpasterstwo ogranicza się do kilkuletniego okresu studiów. Wychowankowie duszpasterstw utrzymują jednak relacje ze swymi opiekunami nie tylko po powstaniu NZS i Solidarności, ale także po 1989 r.

- Nikt nam w duszpasterstwie nigdy nie mówił, co mamy robić. A jednak wpływ tych spotkań na nasze późniejsze działanie był ogromny - podsumowuje Elżbieta Czuma. - Stamtąd wyrosły motywy naszego działania. Jakieś poczucie obowiązku, przekonanie, że tak nie można żyć.

Korzystałem z książki Andrzeja Friszkego "Opozycja polityczna 1945-1980" i tekstów publikowanych na łamach "TP" autorstwa Krzysztofa Burnetki, Marka Osiecimskiego i Iwony Hałgas.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]