Przeciw internautom

1
W końcówce wywiadu zamieszczonego 6 marca na stronie www.pis.org.pl Jarosław Kaczyński krytykuje pomysł oddawania głosów wyborczych poprzez internet. "Akt głosowania - mówi prezes PiS - powinien być (...) czynnością świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować, na kogo ma zagłosować".
Czyta się kilka minut

Wypowiedź Kaczyńskiego odczytano nie tyle jako obronę symbolicznego wymiaru aktu głosowania, ile jako wyraz głębokiej niechęci do internetu i internautów. "Dziennik" z 12 marca uczynił z tej właśnie interpretacji słów byłego premiera polityczną wiadomość dnia, publikując na trzeciej stronie artykuł Kamili Wronowskiej i Anny Monkos "Kaczyński: Ci źli internauci", a na stronie drugiej komentarz Zuzanny Dąbrowskiej "Prezes Kaczyński nie wierzy w siebie, ani w Internet". Artykuł mówi o wrzeniu wśród internautów i konsternacji wśród politologów; o zacieraniu rąk przez polityków Platformy, liczących na to, że "wojna Kaczyńskiego z internautami odbije się w sondażach", i o zszokowaniu polityków PiS, obawiających się tego samego. Komentarz zaś zaczyna się pełnymi retorycznego patosu zdaniami: "Czy można obrazić się na rzeczywistość? Można. Ale jaki będzie tego skutek? Rzeczywistość i tak wygra. Prezes PiS

Jarosław Kaczyński wydaje się nie zdawać z tego sprawy".

Nie jestem entuzjastą poglądów Jarosława Kaczyńskiego, odnoszę jednak wrażenie, że jego marginalną uwagę z jednej strony zdemonizowano nad miarę, z drugiej - nie przeczytano jej w nieco szerszym kontekście.

W Polsce nie obowiązuje (na razie) kult internetu, a internauci nie mają statusu świętych krów. Inaczej mówiąc: internet nie musi się wszystkim podobać, a komentarze anonimowych internautów, dopisywane do ogłaszanych w sieci tekstów, aż nazbyt często są chamskie i agresywne. Rzecz jasna: Jarosław Kaczyński nie powinien się wtrącać do tego, co robi właściciel komputera w swoim własnym mieszkaniu. Nie powinien także udawać, że nic mu nie wiadomo o obecności i zachowaniach w internecie zwolenników Prawa i Sprawiedliwości.

Czy wypowiedź Kaczyńskiego to przypadkowa niezręczność polityka o konserwatywnych przyzwyczajeniach? Trudno to wykluczyć i trudno w to uwierzyć. Jakkolwiek by nie było: internetowy wywiad i wiadomości o wojnie wypowiedzianej internautom warto czytać razem z wynikami sondaży, które wskazują, że Jarosław Kaczyński w opinii znacznej części Polaków traci pozycję bezdyskusyjnego wodza PiS. A także: razem z artykułem "Iluzjoniści polityki" ("Wprost", nr 11/08), mówiącym, że prezes Prawa i Sprawiedliwości jest postrzegany jako ten, kto najczęściej wśród polskich polityków próbuje manipulować opinią publiczną. A także: razem z jego wypowiedziami o traktacie lizbońskim...

Gdybym miał wskazać najbardziej zastanawiający fragment wspominanego na początku wywiadu, wybrałbym ten oto: "Jestem atakowany dlatego, że w ogóle jestem. W istocie nie wiem, czy nawet ogłoszenie przeze mnie wycofania się z polityki, rezygnacji z mandatu poselskiego i schowania się do mysiej dziury by wystarczyło, czy musiałbym popełnić samobójstwo, albo przynajmniej (...) wyjechać na Antarktydę, żeby się ode mnie odczepiono".

Nigdy nie przyszło mi na myśl, by kogokolwiek namawiać do samobójstwa, nigdy bym nikogo nie wysłał na Antarktydę. Ale mysia dziura - czemu nie? Ach, marzenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2008