Prowokacja

Dawno temu, nawet bardzo dawno, jak mój dziadek miał trzydzieści lat, mówili w Krakowie, że jedna Żydówka urodziła Dyabła. W szpitalu urodziła. Maluśki był. Buźka taka. Z dołeczkami. Rączki. Nóżki. Pulchniutki. Włoski jak aniołek. I siusiak. Miła dziecina, jednak Dyabeł. Zabić takiego by wypadało, za nogę złapać i o ścianę, ale z drugiej strony żal maleństwa.
Czyta się kilka minut

A z Żydówką co zrobić? Nie wiadomo, co zrobić. Podobno mężatka. No i kłopot. Mówili, że dyrektor szpitala tak kazał: żeby mi tu było ani mru mru, bo jak któryś z doktorów poleci z jęzorem na pole, to źle będzie albo jeszcze gorzej. Niższy personel. Też z jęzorem. To się go obetnie. I żeby żadna salowa. No! Żyjemy w ciężkich czasach, tu wojna żniwo zbiera, tam hiszpanka kosi, węgla brakuje, paskarz zarabia, Piłsudski w konszachty wszedł z Dzierżyńskim, czyli że lepiej po cichu załatwić sprawę. Jakby ktoś pytał, to nie wiadomo. Ale rozeszło się po mieście. No bo spróbuj ukryć, że w Krakowie jedna Żydówka urodziła Dyabła. Nie da się. Jak ktoś nie wierzy, niech sprawdzi w gazetach. Dużo pisali o tym Dyable w Krakowie. Że plotka dla ciemnoty. Wiadomo, kto w gazetach siedzi. Każdy wie. Siedzi i mąci. Za srebrniki. Ludzie jednak nie głupi, dowiedzieli się. Walą pod szpital. Jedni z ciekawości, żeby chociaż raz w życiu zobaczyć. Taka okazja. Bo co tu dziecko winne, że się urodziło. Nie winne. Matka tak, dziecko nie. Może i Dyabeł, ale podobno w beciku leży i kwili, luli, luli, malutki. Tłumy wielkie. A inni, że naukowo trzeba zbadać. Dzisiaj bez nauki jak bez ręki. Taki Dyabeł w formalinie ważny dla Uniwersytetu. Najpierw Profesorowie go będą krajać, potem Studentów nauczą. Żydówkę trzeba na spytki. Niech powie, z kim się zadała. I gdzie? Księża też przyszli. No bo jak Dyabeł się narodził, to widać bliski już czas Sądu Ostatecznego. Wtem grupka młodzieńców wszechpolskich krzyczy: Narodzie Umęczony! Na szpital! Do ataku! Dawać ją, Żydówę! Kamieniami! I bachora z jej żywota też! Jak to dyrektor szpitala usłyszał, od razu po policję. Przyjechali na rowerach. Rozejść się, mówią, bo jak nie, to pałą przyłożę i z obcasa jeszcze mogę. Potem Żandarmów przysłali. Z takimi nie ma żartów. No to ludzie rozeszli się.

Jednym słowem - żydowska prowokacja.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2004