Reklama

Ładowanie...

Proboszcz wzajemnie ubezpieczony

Proboszcz wzajemnie ubezpieczony

01.02.2004
Czyta się kilka minut
Andrzej Wojdyło - prezes Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych TUW. Był wojewodą ciechanowskim z nominacji Tadeusza Mazowieckiego.
M

MAREK ZAJĄC: - Czy wśród klientów Pańskiej firmy jest wiele parafii?

ANDRZEJ WOJDYŁO: - Nawet bardzo wiele. Ubezpieczamy majątek 1560 parafii rzymskokatolickich, w tym wszystkie parafie wraz z kuriami z siedmiu diecezji. Zresztą na całym świecie w towarzystwach ubezpieczeń wzajemnych, zwanych popularnie “tuwami", już tradycyjnie ubezpieczają się niektóre grupy społeczne i zawodowe bądź instytucje, np. rolnicy, gminy (ubezpieczające majątek komunalny) oraz właśnie Kościoły i związki wyznaniowe.

W Stanach Zjednoczonych, największym rynku ubezpieczeniowym świata, “tuwy" mają udział sięgający 55 proc., zaś w Japonii obejmują trzy czwarte rynku.

Po wojnie wzajemność ubezpieczeniowa była w Polsce zakazana. Natomiast w Dwudziestoleciu większość rynku ubezpieczeniowego stanowiły właśnie “tuwy", było ich ponad 30. Największe takie towarzystwo

w II Rzeczypospolitej nosiło nazwę “Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych" - po wojnie ze skrótu odcięto literę “W" i powstało PZU. W Krakowie, jeszcze w czasie rozbiorów, znajdowała się siedziba znakomitego wówczas “tuwu", nazywanego potocznie “Florianką", bo na każdej polisie widniał wizerunek św. Floriana. Nasze towarzystwo nawiązało do tej tradycji, umieszczając w logo zarys hełmu patrona strażaków.

  • Ekonomowie po Dalikowie

W 1990 r. zaczęła obowiązywać nowa ustawa dotycząca ubezpieczeń, która stanowi, że działalność na tym polu można prowadzić w dwóch formach organizacyjno-prawnych: albo jako spółka akcyjna, albo towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych.

- Na czym polega różnica?

- W przypadku spółki akcjonariusze zbierają kapitał, inwestują w firmę, aby później pobierać dywidendę. Mówiąc wprost: sprzedają ubezpieczenia, aby czerpać z nich zyski. Natomiast “tuwy" są przedsięwzięciami gospodarczymi o charakterze obywatelskim. To instytucje non-profit, niekomercyjne. Obowiązuje w nich zasada, że ubezpieczony klient staje się automatycznie członkiem towarzystwa, z wszystkimi wynikającymi z członkostwa powinnościami i przywilejami.

Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że półtora tysiąca parafii z siedmiu diecezji płaci do “tuwu" składkę ubezpieczeniową o łącznej wartości 100. Po roku obliczamy wynik finansowy: od łącznej sumy składek odejmujemy wszystkie koszta, np. reasekuracji, wypłaty odszkodowań, koszta administracyjne. Powiedzmy, że nadwyżka wynosi 20. W przypadku spółki akcyjnej te pieniądze albo trafią do akcjonariuszy

w postaci dywidendy, albo zostaną zainwestowane w rozwój firmy, reklamę. Natomiast w “tuwie" część pieniędzy wraca do ubezpieczonych, np. obniżamy im stawki ubezpieczeniowe w kolejnym roku, nie podwyższamy składek o inflację, podwyższamy sumy ubezpieczenia (w efekcie proboszcz płaci składkę tej samej wysokości, ale np., gdy spłonie kościół, dostanie nie 300 tys., lecz 320 tys.). Nadwyżki przeznaczamy też choćby na szkolenia dla księży: jak zabezpieczyć kościoły przed włamaniem albo pożarem. I rzecz najważniejsza: określenie warunków umowy, decyzja o wykorzystaniu nadwyżki finansowej czy wysokości dopłaty w razie ewentualnych strat, zapada z inicjatywy i za zgodą ubezpieczonych, czyli Kościoła.

- Mam rozumieć, że spotyka się Pan z każdym proboszczem z 1500 parafii i omawia te wszystkie szczegóły?

- Z wieloma udaje się spotkać, ale ze wszystkimi byłoby trudno. Wobec towarzystwa reprezentuje ich gremium złożone z przedstawicieli wyznaczonych przez biskupów-ordynariuszy. Są to zwykle dyrektorzy ekonomiczni kurii diecezjalnych. Co pewien czas wspólnie z zarządem omawiamy przebieg ubezpieczeń, analizujemy konkretne przypadki, decydujemy, co zrobić z nadwyżką itd.

- Czy po nagłośnieniu sprawy parafii w Dalikowie odbyło się takie spotkanie?

- Tak, ekonomowie diecezjalni zadecydowali o radykalnym podwyższeniu sumy ubezpieczenia parafii od odpowiedzialności cywilnej.

- O jakich sumach mowa?

- Przykro mi, to tajemnica. Mogę powiedzieć tyle, że ubezpieczone u nas parafie poradziłyby sobie teraz bez problemu z roszczeniami, których nie może spłacić Dalików. Ale ważna jest inna kwestia: takie spotkania rozwijają w Kościele świadomość i kulturę ubezpieczeniową, którą zniszczyła PRL. Ubezpieczenie nie jest jakimś uciążliwym podatkiem, ale zwykłą obywatelską powinnością i starannością. Nie wystarczy zbudować kościół - trzeba go też zabezpieczyć i ubezpieczyć, żeby potem spokojnie spać.

I jeszcze jedna sprawa: formuła spotkań i współpracy w ramach “tuwu" pozwala na rozwiązywanie problemów ubezpieczeniowych nie incydentalnie, bo akurat huragan uszkodził budynek plebanii, ale systemowo.

  • Ile warta jest katedra?

- Jakie są słabe punkty Kościoła w Polsce, gdy idzie o ubezpieczenia?

- Obiekty sakralne, czyli kościoły i kaplice, są na ogół ubezpieczone, lecz na zbyt niskie sumy. Ewentualna maksymalna kwota odszkodowania w razie tzw. szkody całkowitej nie odpowiada ich wartości rzeczywistej. Kościoła po prostu najczęściej nie stać na wyższe składki.

- Załóżmy, że doszczętnie spłonął drewniany kościół. Nazajutrz ksiądz zwraca się z dramatycznym apelem o datki na odbudowę. Parafianie są nieco zirytowani, bo przecież świątynia była ubezpieczona i ksiądz ma dostać odszkodowanie. Mają rację?

- Jeśli proboszcz nie ubezpieczył kościoła, ich pretensje są uzasadnione, bo zaniedbał ważną sprawę. Jednak częściej zdarza się, że kościół był ubezpieczony, ale odszkodowanie nie pokrywa całości kosztów odbudowy. Wtedy nie ma wyjścia: wierni muszą pokryć różnicę, ponieważ kościół był ubezpieczony na sumę niższą od jego rzeczywistej wartości. Ale wypłacone odszkodowanie stanowi zasadniczą podstawę odbudowy, dzięki czemu prace można rozpocząć bardzo szybko.

- A nie może dopłacić diecezja?

- O tym decyduje biskup, ale przecież nie zawsze dysponuje odpowiednimi funduszami. Muszę jednak dodać, że diecezje ubezpieczone w naszym towarzystwie kierują się zasadą wewnętrznego solidaryzmu.

- To znaczy?

- Diecezja ściąga pieniądze z parafii, aby potem całą sumę wpłacić do “tuwu". Na ogół dyrektor ekonomiczny kurii ustala stawkę, którą każdy proboszcz musi zapłacić od jednego parafianina, np. 30 groszy. Zauważmy, o ile mniej wpłaca w takim razie np. licząca 600 dusz parafia na terenie dawnego PGR od parafii na osiedlu w stolicy diecezji, gdzie zarejestrowanych jest 12 tys. wiernych. Tymczasem w tej małej wsi stoi wielki, zabytkowy kościół z czasów minionej świetności. I może zdarzyć się, że będzie ubezpieczony na większą sumę niż nowoczesna świątynia na osiedlu z wielkiej płyty.

- Decyduje zatem wartość historyczna świątyni?

- Częściej o sumie ubezpieczenia rozstrzyga kubatura kościoła. Z kilku przyczyn. Na ogół koszta ewentualnej wyceny zabytku byłyby o wiele wyższe niż składka ubezpieczeniowa. Po drugie: ile warta jest katedra na Wawelu? I tak nikt nie jest w stanie wypłacić odszkodowania, które zrównoważyłoby stratę wynikającą ze zniszczenia tej świątyni.

- Czy parafie ubezpieczają będące w ich posiadaniu drogocenne dzieła sztuki, np. obrazy czy rzeźby?

- Bardzo rzadko od kradzieży. Często przyczyną jest brak odpowiednich zabezpieczeń antywłamaniowych. Proboszczów nie stać na kosztowne alarmy czy zamki, a w takim razie firmy ubezpieczeniowe nie chcą ryzykować i często odmawiają ubezpieczenia takich obiektów. To kolejny kłopot Kościoła. Mienie ruchome w kościołach jest natomiast dość często ubezpieczane od ognia i innych zdarzeń losowych poza kradzieżą. Sumy ubezpieczenia, czyli maksymalne kwoty odszkodowania, są jednak z reguły zdecydowanie niedostateczne.

Jeszcze słowo o wewnętrznej solidarności między parafiami i diecezją. Gdy biskup ubezpiecza diecezję jako całość, nie dotyczy to tylko parafii - z pieniędzy otrzymanych od proboszczów ubezpiecza także np. diecezjalne seminarium, muzeum, dom biskupi. Poza tym ma w jednym komputerze przegląd sytuacji ubezpieczeniowej całej diecezji. W każdej chwili ordynariusz albo ekonom mogą sprawdzić, na jaką sumę jest ubezpieczona dana parafia, jakie polisy wykupiła, ile co roku wpłaca na rzecz ubezpieczeń. Często zresztą robimy tak, że nie przekazujemy polisy każdemu proboszczowi, tylko podpisujemy umowę ubezpieczenia z diecezją, a do niej dołączony jest wydruk komputerowy z diecezjalnego komputera w dwóch egzemplarzach - dla diecezji, i dla towarzystwa. Wydruk zawiera według ustalonego schematu informacje o ubezpieczeniach wszystkich parafii. Wtedy w papierach kurii wszystko jest przejrzyste i uporządkowane.

  • Polisa z kapelusza

- Przypadek Dalikowa pokazał, że Kościół ma też inny słaby punkt: ubezpieczenia OC.

- Parafia rzymskokatolicka jest osobą prawną. To, co zdarzy się na jej terenie z tytułu prowadzenia działalności i posiadanego mienia, można zabezpieczyć tylko wykupując polisę OC. Bo czy da się przewidzieć, że na parafialnym cmentarzu spadnie na dziewczynę konar albo zerwana przez wiatr dachówka zabije osobę, która akurat wchodziła do świątyni na Mszę? Tu mamy do czynienia z problemem tkwiącym w świadomości: o ile oczywista stała się potrzeba ubezpieczenia kościoła i plebanii, o tyle świadomość odpowiedzialności cywilnej jest zdecydowanie rzadsza. Tymczasem nie chodzi tylko o to, żeby proboszcz mógł spać spokojnie, ale ważne jest też, żeby mógł zadośćuczynić ofierze potencjalnego wypadku. Zresztą procesy sądowe w związku z odpowiedzialnością cywilną będą w Polsce coraz częstsze. Może nie tak częste jak w USA, gdzie niektóre sprawy są wręcz absurdalne, ale z roku na rok więcej Polaków będzie wiedzieć, że tą drogą można uzyskać wysokie odszkodowanie, a skuszeni dochodem prawnicy chętnie im w tym pomogą.

- Wspomnieliśmy o ubezpieczeniu plebanii.

- Na ogół ubezpiecza się plebanie i budynki parafialne (w tym gospodarcze) przy okazji ubezpieczania kościołów.

- A samochód proboszcza?

- Najczęściej jest własnością księdza, zatem ubezpieczenie auta to jego prywatna sprawa.

- Czy przez ostatnie lata zaobserwował Pan pozytywne zmiany w świadomości ubezpieczeniowej księży?

- Zdecydowanie tak, choć sporo spraw wymaga jeszcze zmiany. Na początku w Kościele realizowano czasem pomysły tak zwanej “zrzutki do kapelusza". Otóż niektóre diecezje były po latach PRL tak niechętne ubezpieczeniom, że zamiast wykupić polisę, zbierały pieniądze z parafii i umieszczały na koncie, by w razie nieszczęśliwego zdarzenia wypłacić coś poszkodowanym. Z pozoru wszystko było w porządku - jednak tylko do pierwszej poważnej szkody. Bo przecież nawet jeśli uda się w diecezji zebrać 100 tys. zł, pieniądze te pokryją zaledwie małą część kosztów odbudowy spalonego kościoła. Gdyby zaś wpłacono tę sumę do towarzystwa ubezpieczeniowego, firma wypłaciłaby o wiele więcej. Nie rozumiano zjawiska reasekuracji, które zastosowane zgodnie z właściwymi technikami ekonomicznymi pozwala firmie ubezpieczeniowej wypłacać nawet bardzo duże odszkodowania, wielokrotnie przekraczające wartość zebranej składki.

Jako towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych razem z naszymi współpracownikami w sutannach realizujemy szybko postępujący proces partnerstwa i tworzenia wspólnotowego przedsięwzięcia ubezpieczeniowego. Odchodzimy od relacji firma ubezpieczeniowa - ubezpieczony (i odwrotnie), wyrażającej się podziałem na “oni" i “my". Oczywiście, zmiany kadrowe w diecezjach wymagają czasami rekonstrukcji dotychczasowych osiągnięć. Ale generalizując, poczucie wspólnej sprawy i cel jej systemowego ujęcia są w naszej współpracy z diecezjami już bardzo zaawansowane. To wspólny sukces.

- Czy te zmiany są wynikiem długofalowej współpracy, czy raczej szoku po takich wydarzeniach jak w Dalikowie?

- Obie sprawy odgrywają rolę. O Dalikowie wiedzą dziś wszyscy, ale wystarczy, że w diecezji spali się kościół, a zaraz na tym terenie wzrasta zapotrzebowanie na ubezpieczenia. I to jest przynajmniej jakiś zysk z całego nieszczęścia.

- Jak będzie ewoluować kwestia ubezpieczeń Kościoła w Polsce?

- Wydaje się, że Kościół, podobnie jak na Zachodzie, założy kiedyś własne towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych. Chodzi o to, aby potencjalne zyski z ubezpieczeń majątku kościelnego wracały do parafii w postaci np. obniżenia wysokości płaconej składki ubezpieczeniowej. “Tuwy" korzystają z wolności gospodarczej; w jej ramach grupa społeczna prowadzi działalność gospodarczą nie dla klasycznego zysku w postaci dywidendy, tylko dla lepszego zabezpieczenia jej potrzeb, w tym przypadku ubezpieczeniowych. Okres PRL oduczył nas działań gospodarczo wspólnych. Ale ważne jest, że uruchomiony został proces odbudowy odebranej nam świadomości. Cieszy nas, że jako towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych uczestniczymy w tym procesie wspólnie z Kościołem.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]