Reklama

Probierz wiary

Probierz wiary

18.05.2020
Czyta się kilka minut
W

Wszyscy jesteśmy w szoku – kapłani i wierni. Słyszę ciągle, że narasta wśród księży niepokój, ilu wiernych powróci do praktyk religijnych po zakończeniu pandemii. Strach ten często jest podszyty obawą o finanse kościoła parafialnego. Możemy obudzić się pewnego dnia w kraju, w którym, jak na Zachodzie, zaczną zamykać kościoły lub sprzedawać je, by pokryć długi diecezji. Ideologia klerykalizmu, w której kształtowano wielu polskich księży, nagle weźmie w łeb: trzeba będzie szukać energiczniej zagubionych owiec, nie wystarczą głoszone bez przekonania religijne komunały. No i jeszcze jedna korzyść z tej sytuacji: mniej molestujących księży, mniej prześladowania niepokornych owiec, mniej parafialnych intryg. Ta pandemia uczy pokory, jest probierzem wiary autentycznej.

(Głos z forum na stronie „Tygodnika”)

Autorzy opublikowanych listów dostaną od nas notes TUROWICZ na 75-lecie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Wszyscy jesteśmy w szoku – kapłani i wierni". Wszyscy jak wszyscy, ale masowe porzucenie praktyk religijnych i puste, a w końcu wyprzedawane kościoły, to nie jest coś, co może ucieszyć "naszą Czytelniczkę" - zapewne bliską redakcji w swoim autentycznym i głębokim przywiązaniu do wiary. A może jednak? Troska kapłanów o utratę wiernych jest podszyta obawą o finanse, co kompletnie ją dyskredytuje. Powinni cieszyć się, że wreszcie będą mogli sprzedać niepotrzebne już kościoły. Jednakże komuś z zewnątrz może być trudno zrozumieć, czym w takim razie martwią się ("WSZYSCY jesteśmy w szoku") wychowani na tygodniku katolicy. Na razie widać same korzyści. Po pierwsze, weźmie w łeb klerykalizm, który nie został zdefiniowany, ale w kontekście można się domyślić, że objawia się on praktykami religijnymi w kościołach. Po drugie, przymuszone sytuacją katabasy wezmą się do roboty i zaczną energicznie szukać zagubionych owiec, wabiąc je jakimiś atrakcjami zamiast komunałów. Nie, zaraz... Czy czasem nie będzie to znów podszyte ekonomicznym przymusem? Oby tylko ekonomicznym! Przecież tamte owce, które właśnie uciekły korzystając z pandemicznego zamętu, były nie tylko strzyżone, ale i gwałcone. Mielibyśmy teraz życzyć takiego losu tym, którymi przed epidemią kościół się (na ich szczęście) nie zajmował? Zaiste ta pandemia uczy, czym jest duch, w którym formuje swoje owieczki i barany Tygodnik Powszechny. "Obserwujemy poza tym w „Tygodniku Powszechnym” [...] jakieś coraz głębiej idące zaafirmowanie przemian, jakie się dokonują. To już nie jest tylko realizm, ale coś w rodzaju entuzjazmu dla przeobrażeń społecznych dokonujących się w atmosferze technokracji" - pisał w w 1962 roku, w gęstniejącej atmosferze gomułkowszczyzny biskup krakowski Karol Wojtyła. Żaden prorok, po prostu bystrzejszy od innych obserwator.

Nie jestem ani w szoku, ani specjalnie zaniepokojony. Bardziej zajmują mnie sprawy życia codziennego, tego jak sobie radzą moje dzieci i ich rodziny i takie tam pierdoły. Gdy zaś chodzi o sprawy Kościoła, wiary i religii, to jestem całkowicie spokojny. Nie pierwszy i nie ostatni to zamęt i zakręt na drodze Kościoła i z tego wyjdzie obronną ręką. Dla wątpiących oferta na rynku religii, oferujących szczęście i wieczne zbawienie jest spora, brać wybierać, nawet po marudzić i potargować można. Gdy byłem nastolatkiem, za sprawą karmienia szpakami komunistycznej propagandy, też byłem przekonany, że żywot Kościoła jest już krótki. Wbrew mym przekonaniom kościołów nie zamykano, wręcz rozpoczął się bum na ich budowę. Jak tak popatrzymy na historię ludzkich cywilizacji, to najlepszym interesem jaki można zrobić to zainwestowanie w budowanie świątyń. Zainwestowana kasa bynajmniej niekoniecznie spłaca się nagrodą w niebie, to doskonały interes o wielowątkowym podłożu.

a może wreszcie będzie normalność. Do Kościoła będą przychodziły osoby które chcą, które tego potrzebują i identyfikują się z wiarą. Nigdy nie rozumiałam wmawiania mojemu pokoleniu (rocznik'88), że jesteśmy pokoleniem JP2, że ponad 90% Polaków jest ochrzczonych i jesteśmy przedmurzem chrześcijaństwa. No nie jesteśmy. Z moich obserwacji wynika, że pokolenie moich rodziców często do kościoła chodzi z przyzwyczajenia, a już w mojej generacji no chodzi się, bo 'mama każe'. A kadra kierownicza kościoła (instytucji) czerpie siłę z tej ilości, chociaż analfabetyzm duchowy kwitnie w najlepsze. W miarę trwania pandemii i dyspensy od mszy mam taką refleksję, ze do Kościoła powrócą Ci, którzy chcą i szukają głębiej, a ta słynna już przepowiednia kard. Ratzingera o małym, ale jakościowym Kościele stanie się faktem.

To wszystko jest prawdą o nas samych o naszym Kościele i sytuacji społecznej w której żyjemy. Każda burza na swój sens i znaczenie. Nie jest tylko siłą niosącą strach i destrukcję. Jest potrzebna aby w nowych okolicznościach zaświeciło znowu nowe słońce.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]