Prezydent

6 sierpnia nowy prezydent złożył ślubowanie. "...Tak mi dopomóż Bóg" - zakończył, i zabrzmiało to poważnie. Jako człowiek wierzący, prezydent Bronisław Komorowski wie, że imienia Pana Boga nie wolno wzywać nadaremno. Wie również, że pomoc Boża bardzo mu się przyda. To, co zamierza, jest bowiem na granicy cudu.
Czyta się kilka minut

Ale po kolei. Wszyscy oczekiwali na orędzie. Nie było ono popisem oratorskim, brzmiało autentycznie. Obraz prezydentury nakreślony przez Komorowskiego jest taki, o jakim marzy ogromna większość zmęczonych wewnętrznymi sporami Polaków. Ujmujące i pozbawione cienia agresji było to, co powiedział do ośmiu milionów wyborców kontrkandydata: że będzie się starał zyskać ich zrozumienie i uznanie. Mówił o otwartym dla wszystkich domu prezydenckim, który ma się stać miejscem dialogu różnych stronnictw, światopoglądów i grup społecznych; dialogu prowadzonego w klimacie wzajemnego zaufania mimo różnic. Zapowiedział zlikwidowanie barier utrudniających start życiowy młodym ludziom i troskę, by nikt z racji urodzenia, stopnia sprawności, wieku, wykształcenia czy miejsca zamieszkania nie był pozbawiony możliwości bycia we wspólnocie i pomocy w trudnej sytuacji. Zadeklarował praktyczne zagwarantowanie równości praw mężczyzn i kobiet (miano mu wprawdzie za złe, że nie wspomniał o parytetach...). Prezydent patrzy na Polskę z realistycznym optymizmem: nasz kraj przez ostatnie dwadzieścia lat bardzo się zmienił (w domyśle: na lepsze), ale przed nami wiele jeszcze wyzwań. I odwołuje się do solidarności.

Nie wspomniał ani słowem o Kościele. Może to i lepiej. Wystarczyło, że objęciu urzędu towarzyszyły obrzędy religijne w warszawskiej katedrze, z udziałem Prymasa (to prymasi koronowali królów) i Arcybiskupa Metropolity warszawskiego. Budziło zaufanie trzeźwe stwierdzenie, że oceniać go będziemy po czynach, a nie po słowach (chociaż - dodajmy - i ze słów będzie skrupulatnie rozliczany, również tych, które padły w kampanii).

Orędzie nie jest preliminarzem budżetowym. Obejmujący najwyższy urząd w państwie prezentuje w nim swoją wizję sprawowanej od tej chwili władzy. Dlatego słowem kluczem orędzia jest "Zgoda buduje" i solidarnościowe wezwanie "Chodźcie z nami" - czyli wola współpracy ze wszystkimi i "szukanie tego, co może być fundamentem polskiej polityki".

Oby Prezydentowi udało się zapewnić nieodpłatną pomoc prawną dla ludzi ubogich i wiele innych zapowiedzi - ale w zgodę naszych polityków, po dwudziestu latach nieustannych kłótni i awantur, dziś trudno mi uwierzyć: cieniem na optymistycznej wizji Prezydenta, już w chwili jej prezentowania, legła niepojęta nieobecność na uroczystości jego rywala w wyborach. Bo i co z tego, że siedziba Prezydenta Rzeczypospolitej będzie miejscem otwartym, jeśli przywódca największej partii opozycyjnej progu tych otwartych drzwi nie przekroczy? Nawet on, który opowiada się za silnym państwem. No, chyba że niemożliwe okaże się możliwe... tak nam dopomóż Bóg.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2010