Reklama

Prąd od miliarderów na pewno nie będzie tańszy

Prąd od miliarderów na pewno nie będzie tańszy

13.09.2021
Czyta się kilka minut
P

Przede wszystkim chcemy (...) czystego powietrza dla mieszkańców Polski. Wiem, że to może zabrzmieć jak banał, ale chodzi o przyszłe pokolenia i jakość ich życia” – zapewniał niedawno Zygmunt Solorz na łamach dziennika „Parkiet”. Właściciel Polsatu oraz grupy energetycznej PAK zawarł sojusz z głównym akcjonariuszem spółki Synthos Michałem Sołowowem; wspólnie planują budowę sześciu małych bloków jądrowych w należącej do Solorza elektrowni węglowej w Pątnowie.

Nie jest dziełem przypadku, że Solorz nie wspomina o tej inwestycji w kontekście cen prądu, które biją właśnie w Europie rekordy za sprawą niewielkiej produkcji źródeł odnawialnych oraz drożejących certyfikatów emisji dwutlenku węgla. Właściciel PAK i jego sojusznik zdają sobie bowiem sprawę, że do 2030 r. Polska wyłączy przestarzałe elektrownie węglowe o łącznej mocy 7,2 gigawatów – i że do tej pory na pewno nie powstanie duża siłownia atomowa, o której jedynie mówią kolejne rządy. Produkcja prądu ze źródeł odnawialnych nie rośnie w tempie, które pozwoliłoby założyć, że do tego czasu zielona energia pokryje ubytki wyłączonych mocy węglowych. Dla skazanych na kaprysy przyrody OZE dobrym uzupełnieniem jest oczywiście atom, ale włączenie prywatnych elektrowni jądrowych do krajowego systemu energetycznego oznacza konieczność zawarcia z inwestorami wieloletnich umów, w których Polska zagwarantuje im stałą cenę zakupu prądu. Mając zaś przy skroni pistolet w postaci widma blackoutów, rządzący raczej nie będą twardo negocjować.

Nic więc dziwnego, że oprócz Solorza i Sołowowa do nuklearnej stawki dołączyć chce Sebastian Kulczyk. Lata zaniedbań inwestycyjnych skazują Polskę na cenowy dyktat prywatnych inwestorów. Modułowy atom marzy się też Orlenowi i KGHM, możliwe więc, że już w perspektywie końca dekady polski rynek energetyczny faktycznie wyrwie się spod węglowego dyktatu. Ale o tanim prądzie – a taki zapewniłaby tylko duża siłownia jądrowa, z dawno już pokrytymi kosztami budowy – możemy zapomnieć. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Cieszę się, że w końcu prywatni inwestorzy chcą wybudować kilka małych bloków energetycznych. Jednak to nie rozwiąże problemu, ponieważ konieczna jest budowa kilku elektrowni Jądrowych. Za chwilę zostanie wyłączony Bełchatów z około 20% udziałem w rynku energii, wyłączenie Turowa jest również kwestą kilku lat. Pozostanie nam importować energię lub budować nowe elektrownie. Samo OZE nie zapewni nam niezależności energetycznej, a wręcz może doprowadzić do kosztownych blackoutów. Karygodne jest to, że od lat 90 ubiegłego wieku mówi się o konieczności budowy EJ, ale nic z tego nie wynika, poza kasą którą przejadł pan Aleksander Grad oraz inni jego poprzednicy i następcy. Że energia będzie drożeć to żadna tajemnica i musimy się przygotować na szok energetyczny.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]