Atom wyśniony, atom przespany

Polska elektrownia atomowa od trzech dekad pozostaje w sferze planów. Rząd PiS zapowiada, że ją zbuduje – mimo że coraz więcej przemawia za tym, by tego nie robić.

Reklama

Atom wyśniony, atom przespany

Atom wyśniony, atom przespany

16.07.2019
Czyta się kilka minut
Polska elektrownia atomowa od trzech dekad pozostaje w sferze planów. Rząd PiS zapowiada, że ją zbuduje – mimo że coraz więcej przemawia za tym, by tego nie robić.
Budowa elektrowni atomowej w Żarnowcu, lata 80. ANDRZEJ MARCZAK / FORUM
P

Posiłek w cenie biletu składa się z lokalnych morskich specjalności. Po szybkim objeździe terenu zakładu goście trafiają do muzeum, gdzie mogą obejrzeć pręty kontrolne, za pomocą których steruje się aktywnością reaktora, oraz tuby, w których zużyte paliwo jądrowe będzie przechowywane w zabezpieczonych komorach 450 metrów pod ziemią. Złośliwi komentatorzy w mediach twierdzą jednak, że główną atrakcją wystawy na terenie elektrowni atomowej w fińskim Olkiluoto powinny być kolejne harmonogramy budowy jej trzeciego reaktora, rozpoczętej w 2005 r. z budżetem 3,2 mld euro. Dziś – 14 lat później – pewne jest, że ostateczne koszty inwestycji przekroczą 8,5 mld euro. Nie wiadomo za to, kiedy popłynie z niej wreszcie prąd: dostawca instalacji, konsorcjum Areva-Siemens, kolejny raz przesunął termin załadunku paliwa do reaktora, a w komunikatach stać go jedynie na wyrażenie „ostrożnej nadziei”,...

18893

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pofatygowałem się i oglądnąłem wszystkie odcinki bardzo ostatnio głośnego i chwalonego serialu HBO "Czernobyl" - po recenzjach sugerujących, że bije na głowę GoT byłem mocno rozczarowany, daleko tej mini-serii do mistrzostwa GoT. Owszem skręcone z profesjonalną znajomością tego fachu, ale niewiele ponad to. Z jednym wyjątkiem - otóż bez wątpienia serial ten budzi kolejna falę b e z r o z u m n e j paniki i alergii na hasło 'atom' czy 'energia jądrowa'. Szczególnie wśród młodych, co jak wiadomo od nauk ś c i s ł y c h są jeszcze dalej, niż PiS od prawa i sprawiedliwości czy kościół katolicki od Ewangelii, ten efekt może być widoczny i w niedalekiej przyszłości decydujący o losach nie tylko budowy elektrowni, ale w końcu ich samych. Artykuł MR jest potwierdzeniem tej mojej opinii. Do meritum dyskusji o atomie jako źródle energii nic nie wnosi, autor koncentruje się na kompilowaniu danych tworzonych wyraźnie na manipulacyjny użytek. A uwagi typu "nadaktywność Chin czy Rosji..." to klasyka argumentacji pokolenia niedouków, że o wynikach w tabliczce mnożenia i kolejności pierwiastków w układzie okresowym decydować powinni dyslektycy w sensie ś c i s ł y m, w głosowaniu...

Do meritum dyskusji wnosi za to różnica w cenie atom, vs węgiel vs OZE i tendencja spadkowa dla OZE. Atom, bez względu na odczucia i strach ludzi, nie jest już ekonomicznie optymalnym rozwiązaniem. Ceny OZE będą spadały jeszcze bardziej. Trudno zakładać, że Niemcy, Brytyjczycy, Duńczycy i inni po prostu głupio robią, zwłaszcza, że trendy są dość jednokierunkowe.

Do dyskusji mogłyby wiele wnieść także inne czynniki, np. trend na razie ideologicznego potępienia samego nadmiernego zużywania energii (flygskam, antynatalizm, antykonsumeryzm itp.) bez względu na jej źródła. Tu przykładem świeci Afryka (a może ściemnia, bo właśnie chodzi o to, żeby gasić światło), zużywająca mniej energii w ogóle niż same USA na samą klimatyzację. Nawet wielokrotnie wyższa dzietność Afrykanów niewiele zmienia, chodzi bowiem o styl życia - na tamtym kontynencie znacznie mniej energochłonny. Dlatego moda na niepłodzenie dzieci lansowana jest w krajach o ujemnym przyroście naturalnym, a jej zwolennicy obiecują zapełnić różne wynikające stąd luki importem ludzi oraz wydłużeniem wieku emerytalnego, bo ktoś jednak pracować musi. Jak widać, jeden problem natychmiast rodzi następny. Wracając do energetycznego źródła: taniość OZE jest okupiona poważnymi inwestycjami z publicznej kasy - także w postaci rozmaitych zachęt, czyli ulg, czyli ekonomicznej nierówności na starcie - i jeszcze nie do końca wiadomo, czy osiągnęliśmy lub wkrótce osiągniemy ROI. Atom znów faktycznie niesie spore problemy i niebezpieczeństwa, które być może powinny być brane pod uwagę przed ekonomią. Ale w całej tej dyskusji - i tu się wyjątkowo zgadzam z EddiemPolo - więcej jest straszenia i mamienia niż rzetelnej wymiany argumentów. Od rytualnej krytyki PiS, kościoła, Lin Biao i Konfucjusza pozwolę sobie grzecznie się wymówić.

i to też nie jest żadna dyskusja merytoryczna - o opłacalności lub nie w końcu decydują także takie proste czynniki jak podatki nakładane jakby nie było w drodze widzimisię, czy podobnie konstruowane wymagania techniczne - histeria wokół energetyki jądrowej jest faktem, i faktem jest także ż e n u j ą c o niski poziom wiedzy z zakresu nauk ścisłych na ten temat wśród nią ogarniętych - a co do Danii czy Niemiec, bardzo łatwo sobie wyobrazić, że w demokracjach bogate państwo potrafi zdecydować się na poniesienie wysokich kosztów ominięcia wyborczej rafy atomowej paniki - i żeby nie było, że jestem przeciw OZE czy coś w tym rodzaju - ja po prostu wiem, że Polska czas na energetykę jądrową już p r z e s p a ł a [i tu się zgadzam z MR], a ta bez wątpienia odegrała i odgrywa ważną na świecie, że ponieśliśmy jako społeczność i indywidualnie każdy z osobna olbrzymie koszty tchórzostwa i asekuranctwa kolejnych rządów utrzymujących a r c h a i c z n ą strukturę energetyczną kraju opartą na węglu kamiennym

Traktowanie energii jako towaru kupowanego na wolnym rynku doprowadziło nas do katastrofy klimatycznej, a teraz blokuje nam drogi wyjścia z niej, właśnie przez myślenie typu "jedna megawatogodzina z wiatru na rynku spekulacji energią jest najtańsza". Ja nie kupuję do mieszkania megawatogodziny na wolnym rynku, płacę za to, żeby mieć prąd w gniazdku przez cały czas, również w bezwietrzne noce. Ale tego porównywanie cen "dla spekulantów energią" już nie uwzględnia. Porównywanie nominalnych mocy również wprowadza w błąd - te całe "nominalne moce ponad 100 gigawatów" w słońcu odpowiadają na naszej szerokości geograficznej 12 gigawatom elektrowni jądrowych, bo słońce nie świeci cały czas, a wtedy, kiedy zużycie prądu jest największe - w grudniu i w styczniu - słońca w naszym kraju jest najmniej. Z tego też powodu w całym OECD instalacji mocy w OZE towarzyszy zawsze instalacja mocy w spalaniu metanu, zwanego po angielsku swojsko "natural gas". Metanu, będącego gazem cieplarnianym kilkadziesiąt razy mocniejszym od CO2 i wyciekającym z instalacji podczas wydobycia i transportu. Metanu, którego spalanie powoduje emisje CO2 - w ostatnim roku one znowuż wzrosły, głównie dzięki dynamicznie rozwijającemu się rynkowi gazu ziemnego. Uparte blokowanie technologii jądrowej to jest kamień młyński u szyi już tonącej cywilizacji. Aktualnie mamy dwie opcje: możemy iść w OZE+atom i dekarbonizować, jak Francja, Szwecja czy Ontario, albo możemy iść w OZE+paliwa kopalne. A traktowanie spalania zmielonych drzew czyli "biomasy" jako OZE to jest jakiś skandal ekologiczny, spalanie zmielonych drzew nadal emituje CO2, więcej niż węgiel.

Ponieważ sam dopominałem się o wymianę rzetelnych argumentów (niekoniecznie słusznych, ale przytaczanych bez intencji manipulowania), to poczynię tylko cztery uwagi. 1) współczesna energetyka wiatrowa wykorzystuje to, że na wystarczająco dużym obszarze prędkość i siła wiatru jest mniej więcej stała, a rozstawione na nim setki wiatraków będą dostarczały energii o wiele bardziej równomiernie niż pojedyncze urządzenie. Wprawdzie samo zapotrzebowanie na moc też jest zmienne, ale to problem wszystkich elektrowni i rozwiązuje się go na poziomie krajowego systemu energetycznego, do którego farmę wiatraków trzeba włączyć. 2) Produktem spalania metanu nie jest metan, lecz energia cieplna, woda i dwutlenek węgla. 3) Do usuwania CO2 z atmosfery potrzebne są żywe drzewa, a paliwa kopalne to węgiel już uwięziony, którego lepiej byłoby nie uwalniać w postaci CO2. Jednakże spalanie drewna tak samo wpływa na efekt cieplarniany, jak spalanie czegokolwiek innego dla dostarczenia tej samej ilości energii: oleju palmowego, gazu ziemnego, węgla kamiennego albo starych opon. Z jednego zawartego w paliwie atomu węgla powstanie jedna cząsteczka CO2 (lub czadu, ale to inny problem). Z tym, że piec na drewno albo kominek przynajmniej mniej truje w porównaniu z piecem na opony. 4) Zanim się Ontario, czy cała Kanada zdekarbonizuje, to jeszcze długo pozostanie jednym z największych emitentów CO2 w przeliczeniu na mieszkańca (tuż za Arabią Saudyjską albo 170% tego, co przecież nie najzieleńsza Polska). Dyskusję o wadach i zaletach atomu - oczywistych, ale bynajmniej nie w oczywisty sposób bilansujących się - pozostawiam innym.

Z tym wiatrem chodzi nie o stałość, ale o uśrednianie się mniejszego i większego wiatru na dużych obszarach. Niestety wiatr jest wysoce skoordynowany nie tylko na obszarze Niemiec czy Polski, ale na obszarze Europy, więc się nie uśrednia i jak przez tydzień nie wieje, to często nie wieje nigdzie. Ontario już zdekarbonizowało produkcję prądu, podobnie jak Francja, ma emisyjność na kWh w tej dziedzinie 10 razy mniejszą niż Niemcy i kilka razy mniejszą niż Dania. Są jeszcze inne dziedziny, trudniejsze, jak ciepłownictwo i wiele innych, ale te kraje mogą się już nimi zajmować, Dania i Niemcy nadal mają bardzo dużo zrobienia jeżeli chodzi o sam prąd.

Dziękuję za korektę mojej - nie ukrywam - niegłębokiej wiedzy o ogólnych przyrodniczych uwarunkowaniach energetyki wiatrowej. Tak czy inaczej, nawet w Kanadzie inwestuje się w siłownie wiatrowe. Według informacji na stronie ichniego GUS (statcan.gc.ca) zainstalowana moc w tym sektorze wzrosła w latach 2013-2017 dwukrotnie, do 12402 MW, przy bardzo niewielkim wzroście mocy hydroelektrowni (główne źródło kanadyjskiego prądu) i konwencjonalnych elektrowni cieplnych oraz zerowym (!) w przypadku siłowni jądrowych. Tylko elektrownie słoneczne rozwijały się szybciej (wzrost 13-krotny), ale to wciąż 1/5 łącznej mocy wiatraków. Zatem w ostatnich latach postęp w dekarbonizacji kanadyjskiej produkcji prądu jest w największym stopniu zasługą OZE, a w żadnym - atomu. Co oczywiście nie znaczy, że my nie powinniśmy energetyki atomowej tworzyć albo ścigać się z Kanadą na moc elektrowni wodnych. Niech oni tam sobie dekarbonizują po swojemu na zdrowie własne i planety, ale i tak w tymże roku 2017 wzbogacili atmosferę o 573 Mt Co2, podczas gdy porównywalna pod względem ludności Polska o 323 Mt. To już są liczby bezwzględne, a tylko takie liczą się dla ostatecznego efektu. Cieplarnianego zresztą.

podstawą jest drewno energetycznej wikliny szybkorosnącej (2 lata) W czasie wzrostu pobiera CO2 z powietrza tworząc na koszt energii słonecznej celulozę. Celuloza spalana daje energię i CO2 najwyżej tyle ile pobrało. Więc bilans z CO2 jest na zero, a energia suma sumarum słoneczna. Czyli klasyczne OZE cbdo.

Powiedzmy, że prawie na zero (100% minus "węglowy" koszt uprawy, zbioru, transportu i przetwarzania), ale tylko pod warunkiem, że tę wiklinę będzie się uprawiać na dotychczasowych nieużytkach. Z innych upraw raczej trudno zrezygnować, a karczowanie lasów nie poprawi (oględnie mówiąc) retencji CO2. Widzimy zresztą na własne oczy, że biopaliwa (biometan, bioetanol i biodiesel), które budziły tyle nadziei dwie dekady temu jako istne energetyczne perpetuum mobile, okazały się ślepą uliczką. W takich krajach, jak Brazylia i Indonezja - katastrofą ekologiczną i nie tylko. Dzisiaj OZE to bardziej jednak wiatraki i panele słoneczne.

w przypadku wiatraków i paneli. Ileż to jest wyemitowane CO2 przy produkcji chociażby 40-50 ton stali na jeden wiatrak. A wyprodukowanie panela (żyje on jakieś 20-30 lat)? Tak, że tu akurat nie ma się czego czepiać. Drewno jest OZE nie gorsze niż wiatraki i panele.

bo mniej byśmy się truli, a z drugiej strony być może dobrze. Jest wielce prawdopodobne, że w niedługim czasie energetyka jądrowa zmieni się z uranowo-plutonowej na torową, która jawi się jako o wiele bezpieczniejsza, ponoć bezodpadowa i tańsza. Chińczycy bardzo nad nią pracują. W związku z odległymi terminami budowy u nas elektrowni atomowych, może się załapiemy.

Energetyka uranowa jest najbezpieczniejszym źródłem energii. Torowa rzeczywiście będzie jeszcze bezpieczniejsza.

Jeśli Chińczycy nad nią pracują, to Chińczycy będą ją mieli. No to pozamiatane! Za pieniądze lub w barterze możemy kupić od Chińczyków trampki, smartfony itd., ale nie atom. "Nie możemy" nie odnosi się do naszych możliwości finansowych. Całkiem niedawno spalił na panewce plan wejścia Huawei na rynek technologii 5G w Polsce i paru innych, znacznie samodzielniejszych politycznie krajach, np. w Wielkiej Brytanii, a chyba w końcu także we Włoszech. A tu mówimy o technologii tysiąckroć bardziej newralgicznej, bo niezawodnie skutkującej atakiem newralgii u wszystkich naszych sąsiadów oraz bliższych i zwłaszcza dalszych sojuszników. Tak naprawdę, pieniądze nie byłyby żadnym problemem. Sądząc po strategii stosowanej w Afryce, Ameryce Południowej i południowo-wschodniej Azji, Chiny zaoferowałyby nam pełne skredytowanie i zrealizowanie inwestycji, bo tak zazwyczaj zaczynają zdobywanie przyczółków. Powie ktoś: co z tego? Rzecz w tym, że nieważne, co my powiemy, tylko co powiedzą inni. Takie są uroki posiadania własnego domu na środku skrzyżowania. Trochę to przypomina sytuację ludu, który wybrał sobie miejsce do życia na takim skrzyżowaniu dróg między Azją a Afryką. I niech ktoś powie, że nie jesteśmy narodem wybranym ;)

Mnie się rzuciło w oczy przede wszystkim to: "Stabilne, mocne źródło prądu na pewno dodałoby polskiej energetyce mocy w tzw. podstawie, czyli zapewniłoby jej mniejsze wahania potencjału produkcyjnego, typowe dla OZE. Ale czy to wystarczy za uzasadnienie dla inwestycji, która polskie środowisko naturalne zmieni już na zawsze?" JAK elektrownia jądrowa zmieni polskie środowisko naturalne "już na zawsze"??? To jest najmniej niszcząca środowisko metoda pozyskiwania energii na dużą skalę. Stanie sobie elektrownia gdzieś nad morzem i będzie stała. Wiatraki? Zaśmiecają krajobraz, a po np. 25 latach przestaną się nadawać do użycia, trzeba wyprodukować nowe, a co ze złomowaniem starych? Panele fotowoltaiczne zajmują przestrzeń, a recykling po tych powiedzmy 25 latach będzie bardzo trudny, bo tam są trujące substancje. Biopaliwa - połacie nawożonych gruntów przeznaczone na rośliny do spalenia. Węgiel i inne paliwa kopalne - wiadomo, co robią ze środowiskiem. Tak że jeżeli autor pisze takie zdanie o elektrowni jądrowej, to ja przestaję mieć zaufanie do jego wyliczeń ekonomicznych, bo może też są bez sensu.

Chciałbym wszystkim dyskutantom polecić stronę Polskich Sieci Elektroenergetycznych www.pse.pl - jest tam bardzo interesujące zestawienie produkowanej w danej chwili w Polsce mocy z podziałem na elektrownie węglowe, wodne i wiatrowe-odświeżane on-line. W wiatrakach mamy mocy zainstalowanej 6000 MW - to więcej niż ma Elektrownia Bełchatów. Dziś (18.07) o godzinie 7:00 wiatraki produkują 117 MW, czyli jest niecałe dwa procent ich mocy zainstalowanej! I to jest niestety główny problem związany z OZE. Czy ważniejszym kryterium jest cena za kilowatogodzinę czy też jej dostępność w ogóle? Sytuacja ulegnie jeszcze pogorszeniu, gdy samochody elektryczne istotnie staną się masowe. To wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce przynajmniej o jakąś 1/5. Do czasu wdrożenia przemysłowego technologii tokomaków, co TP obiecuje nam za 30 lat, niestety musimy jakoś dotrwać, opierając się o węgiel, atom, gaz i OZE, mniej więcej w równych proporcjach.

Bo zdecydowana większość elektrowni wiatrowych w Polsce to elektrownie przemysłowe/niezależne - jedynie współpracujące z KSE, ale w zasadzie produkujące prąd na własne potrzeby - a nie zawodowe, czyli dostarczające prąd wyłącznie przez sieć ogólnokrajową. Uwaga na marginesie: w tej dziedzinie perspektywa kilkudziesięcioletnia to konieczność, ale... W tej i każdej innej dziedzinie jest niemal pewne, że rzeczywistość za 30 lat będzie inna. I także niemal na pewno bylibyśmy mocno zaskoczeni, gdybyśmy dzisiaj mogli w tę przyszłość zajrzeć. Na szczęście albo niestety dotrzemy do niej stopniowo, w tempie 365 dni/rok. Za dziesięć lat taka dyskusja może wyglądać całkiem inaczej.

Z wielką przykrością przeczytałem ten artykuł, który ma niewiele wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem. Raporty OECD, Międzynarodowej Agencji Energii i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej świadczą dobitnie, że bez atomu nie uda się wypełnić warunków porozumienia paryskiego. Raporty tych organizacji mają charakter ekspercki, techniczny i naukowy - środowiska ignorujące przedmiotowe opracowania, promując nierealny z technologicznego i ekonomicznego punktu widzenia program "100 % OZE", przybliżają nas do katastrofy klimatycznej w równym stopniu, co środowiska w ogóle negujące zjawisko zmian klimatycznych o podłożu atropogenicznym. Autor nie wziął też pod uwagę opracowania eksperckiego "The full costs of electrictity provisions",NEA OECD, które bazując na danych i wiedzy z całego świata, świadczy dobitnie, że przy porównaniu kosztów całkowitych (nie tylko wytworzenia energii elektrycznej, ale również bilansowania tego źródła w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym, czy rozbudowy i utrzymania sieci przysyłowych i dystrybucyjnych związanych z włączeniem danego źródła do systemu), energetyka jądrowa jest najtańszym zeroemisyjnym źródłem energii, a morskie farmy wiatrowe wraz z panelami fotowoltaicznymi najdroższym. Autor w ogóle pominął przypadki budowy EJ, które zakończyły się sukcesem, takich jak np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Nieprawdą jest też, ze USA odchodzą od energetyki jądrowej, to właśnie w USA Bill Gates z innymi krezusami inwestują w nowe zaawansowane projekty reaktorów i to USA są czempionem jeżeli chodzi o rozwój małych modularnych reaktorów jądrowych, które mają podlegać komercjalizacji już w 2026 r. Z oczywistych względów autor, nie przekazał czytelnikom, tego, czego nie rozumie Partia Zielonych, iż skoro współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej dla lądowej turbiny wiatrowej to maks 25% a dla morskiej 40% (dla EJ ten wspólczynnik wynosi 90 %), to przez 3/4 czasu, gdy nie ma wiatru lub nie świeci słońce coś musi pracować w podstawie systemu. Dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych oczywistym jest, że docelowo w podstawie ma pracować EJ (z wyłaczeniem wegla i gazu), dla Zielonych technologia w podstawie maja być turbiny gazowe opalane rosyjskim gazem. Czy naprawde autor uważa,że lider transformacji w kierunku OZE, Niemcy, buduja Nord Stream II hobbystycznie? Nie, buduja tę rurę zeby bilansować niesterowalne OZE, po zamknieciu ostatniej zeroemisyjnej elektrowni jądrowej. Czy Państwo nie rozumieją, ze nie da się kopiować Energewiende obejmującego wykluczenie energetyki jądrowej, bez skopiowania importu gazu z Rosji, przecież to własnie robia Niemcy? Takie rozwiązanie powinno być nie do przyjęcia dla każdoczesnego polskiego rządu.

Ponieważ nie jestem znawcą dodam od siebie kwestie rzekłbym pozanaukowe: 1) klimat społeczny nie sprzyja budowie elektrowni jądrowej. Obecny rząd nie boi się sporu z prawnikami czy nauczycielami ale czy naprawdę jest gotowy "pójść pod włos" większości społeczeństwa...? 2) Energetyka jądrowa to dla Polski (chyba) dziedzina nowa - nie ma kadr, poddostawców, know-how. Wynika z tego, że polski patriotyczny rząd pozwoli, by grube zyski wyjechały za granicę np. do nielubianej Francji. To trochę wewnętrzna sprzeczność. Nie kwestionując racji merytorycznych, nie postawiłbym u bukmachera, że w Polsce elektrownia jądrowa powstanie. I jeszcze jedno (być może Państwo się ze mnie uśmiejecie): ja jednak wierzę w te "panele i wiatraki". 30 lat temu "rozpoczynałem swoją karierę" na komputerze ZX Spectrum i nie śniło mi się że będę miał telefon komórkowy (owszem - śniło mi się że będę miał telefon stacjonarny...). Dlatego nie myślmy, że OZE w niedalekiej przyszłości będą RÓWNIE ZAAWANSOWANE TECHNOLOGICZNIE jak w tej chwili... Mój kolega twierdzi, że "w NASA już umieją produkować paliwo z piasku, ale nie wypuszczają, bo jeszcze trochę ropy trzeba sprzedać".

Dziedzina wcale dla nas nie nowa. Maria, najmłodsza i ostatnia pozostała przy życiu przedstawicielka rodziny polskich (tak naprawdę radzieckich) reaktorów, liczy sobie 45 wiosenek. Nie wiem, czy stare kadry IBJ zdołały wykształcić następców (o ile w ogóle nadawały się do tego zadania), wiem natomiast, że Wydział Fizyki UW jest chyba jedynym wydziałem w Polsce w drugiej setce rankingu szanghajskiego, czyli jeszcze w jakkolwiek rozumianej lidze międzynarodowej. Może dadzą radę? Trochę nie rozumiem, Wojciechu, czego oczekujesz od rządu. Uważasz za słuszne i dobre dla kraju, żeby budowali atom nawet wbrew opinii publicznej, czy zrezygnowali ze względów ekonomicznych? Przecież to chyba nie twoje zmartwienie, że PiS straci popularność albo "upokorzy się" handlując z Francuzami? Btw, w latach 80. ubiegłego wieku jeden z branżowych instytutów podległych ministerstwu rolnictwa koordynował na skalę RWPG badania nad wykorzystaniem energii wiatrowej. Zbudowali nawet wiatrak, wykorzystując śmigła radzieckiego Mi-ileś tam. I w tej dziedzinie mieliśmy zadatki na potęgę, i skończyło się jak zwykle.

Tu się zgadzamy - uważam za słuszne i dobre dla kraju, żeby budowali atom nawet wbrew opinii publicznej (czyli odważnie zrobili coś niekoniunkturalnie). Tylko raczej nie wierzę, że będzie ich na to stać(zresztą podobnie jak obecną opozycję kilka lat wcześniej...) Ekonomicznie (jak zwykle) słono zapłacimy za nasze opóźnienie - wszak nie bez racji jest twierdzenie, że jesteśmy "montownią Europy".

nie damy rady uruchomić wystarczającej liczby bloków EJ zastępujących elektrownie węglowe w czasie, który nam pozostał na redukcje emisji CO2. Możemy sobie dyskutować na temat cen, porozumień, itd. Praw fizyki rządzących zmianami klimatycznymi dyskusjami nie zmienimy. Również nie zmienimy konsekwencji zmian klimatycznych i ich wzajemnych sprzężeń. Do 2030 powinniśmy zmniejszyć emisję prawie o połowę względem 2010. Niecałe 11 lat...

Autor artykułu może spać spokojnie.ŻADNA władza nie zbuduje EJ.Myślenie polityków to perspektywa 2-4,góra 4 lat do przodu.EJ to myślenie poza granice stulecia[ nowoczesne obiekty mogą produkować prąd nawet 80 lat!]To,że EJ są jedynym źródłem energii,które pozwala:zgromadzić surowiec na kilka dekad do przodu,daje daje dużo prądu przy zerowej emisji CO2,produkcja energii niemal nie zależy od pogody czy pory dnia autora nie zainteresowało.Prezydent Tramp zaliczył 2 lata temu EJ do zielonej energii i nikt nie zaprotestował.Jeśli nie zbudujemy kilku EJ to za kilka dekad nasi potomkowie nam podziękują,że nie będą mieli energii i zmieni się klimat.Paliwa kopalne się skończą ,padnie transport,klimatyzacja,produkcja itp.itd..Wiara,że ludzkość wymyśli coś co pomoże magazynować energię dla 10 mld ludzi jest iluzoryczna.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]