Reklama

Pracownicy oddelegowani do kąta

Pracownicy oddelegowani do kąta

31.10.2017
Czyta się kilka minut
W sprawie dyrektywy o pracownikach delegowanych, o którą Polska starła się w ubiegłym tygodniu z Francją i Niemcami, warto wyjrzeć poza horyzont jeszcze jednej straconej potyczki dyplomatycznej.
W

W Brukseli przegrywamy przede wszystkim wojnę z koncepcją Europy dwóch prędkości.

Już wiosną eurokraci ostrzegali, że sprawa tzw. pracowników delegowanych – personelu, który firmy z jednego kraju UE wysyłają na kontrakt do drugiego – będzie policzkiem, który stare kraje członkowskie z premedytacją wymierzą młodszym kolegom z unijnych ławek. Chodziło oczywiście o pieniądze. Polskie TIR-y na niemieckich auto­stradach czy rumuńscy cieśle na budowach we Francji stali się zbyt poważnymi rywalami dla miejscowych firm. Przepisy pozwalają, by delegowany zarabiał przynajmniej pensję minimalną kraju, w którym pracuje, ale ubezpieczenie społeczne może opłacać w państwie, które go deleguje. W marcu Komisja Europejska przychyliła się więc do stanowiska Francji, że taki dumping socjalny tworzy nierówną konkurencję. Polska stała z kolei na stanowisku, że delegowanie pracowników na obecnych warunkach to wcielenie fundamentalnej unijnej zasady swobody przepływu pracowników. Obie strony miały rację, istniało więc również pole do kompromisu.

Ostatecznie popierany przez Warszawę wniosek o wydłużenie czasu delegowania do dwóch lat przepadł w głosowaniach; skrócono go do roku. Polsce udało się tylko wyszarpnąć 4 lata moratorium, co i tak wygląda na sukces, zważywszy na temperaturę ostatnich sporów Polski z UE. Jeszcze w 2015 r. na prośbę Warszawy Berlin poparł nasz wniosek o wstrzymanie unijnych prac nad zmianą przepisów o pracy delegowanej. Dziś taki scenariusz czyta się jak tanie political fiction. Dyplomacja polegająca na wtykaniu drzewca biało-czerwonej w unijne szprychy może i podoba się elektoratowi w kraju, ale też sprawia, że w Unii, która dąży do silniejszej integracji, coraz mniej państw członkowskich ma ochotę wysłuchiwać polskich pohukiwań dobiegających z naszego narodowego kącika. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nasza cała polityka to skrzyżowanie pięciolatka w piaskownicy z bandyterką z bejsbolem.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]