Pozowanie

W Polsce wszyscy aż za dobrze wiemy, jak się pozuje do portretu trumiennego. Żeby przypomnieć sobie, że są jeszcze inne rodzaje konterfektu, musimy nabrać dystansu i udać się za granicę.
Czyta się kilka minut

W artykule na łamach "Timesa" Martin Gayford uchyla rąbka tajemnicy, pisząc o pozowaniu Lucianowi Freudowi. Książka na ten temat ("Man in a Blue Scarf: On Sitting for a Portrait by Lucian Freud") ukaże się we wrześniu w Wielkiej Brytanii, a w Centre Pompidou otwarta zostanie wielka wystawa dobiegającego dziewięćdziesiątki artysty, który portretował na prawo i lewo: od królowej Elżbiety II do Kate Moss, od Davida Hockneya do dżokeja, od Thyssena po opryszków. Mistrz pracuje wolno. Jeśli już ktoś dostąpił zaszczytu pozowania, z całą pewnością nie wolno mu nigdy zadać pytania: "Jak długo to potrwa?". Wszyscy wiedzą, że potrwa. Czasem latami. Rzadko kiedy wyświechtane powiedzonko "czas to pieniądz" ma tak dosłowne zastosowanie w sztuce współczesnej (rekordowe 17 milionów funtów za dzieło żyjącego malarza). Nie wolno się spóźnić na żadną z wielu sesji. Raczej nie należy oczekiwać uwiecznienia personaliów w tytule portretu (chyba że się jest Francisem Baconem). Wielomiesięczne pozowanie to nie tylko przywilej anonimowego przejścia do historii sztuki, ale także kopalnia wiedzy o malarzu, który udziela wywiadu telewizyjnego raz na ćwierć wieku. Podobno jest fenomenalnym rozmówcą. Podobno Ian Fleming powiedział Lucianowi Freudowi, że częściowo oparł postać Jamesa Bonda na nim. Na wnuku Zygmunta Freuda.

Tymczasem w Nowym Yorku (MoMA), Marina Abramović we wściekle czerwonej sukni spokojnie oczekuje kolejnego szczęśliwca w ramach swego happeningu The Artist Is Present. Środek dużej sali. Stolik i dwa krzesła naprzeciw siebie. Na jednym artystka. Na drugim może usiąść każdy, na tak długo, jak tylko zechce. Przyjdzie im patrzeć na siebie w milczeniu. Zero słów, zero gestów. Czasem mrugną (z konieczności). Wokół tłum ludzi przygląda się wymianie spojrzeń. Marina Abramowić będzie tak trwać aż do zamknięcia muzeum. Ogromnie skoncentrowana na drugim człowieku przed sobą, pozwala sobie tylko na dziesięć sekund rozluźnienia pomiędzy kolejnymi "zwiedzającymi". Czy to pozowanie? Kto komu pozuje? Model artystce, artystka modelowi? A może oboje, wraz z dwoma krzesłami i stolikiem pomiędzy nimi, pozują długiej kolejce oczekujących na swoją "minutę" (trzy minuty, dwadzieścia minut, pięćdziesiąt minut - ile tylko dusza zapragnie) ciszy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2010