Reklama

Powstańczy flash mob

Powstańczy flash mob

05.08.2019
Czyta się kilka minut
Pierwszy sierpnia stał się świętem wszystkich. Tylko co tak naprawdę świętowaliśmy?
Rowerowa „Masa Powstańcza”  na trasie szlaku bojowego batalionu AK „Parasol”, Warszawa, 
3 sierpnia 2019 r. / Fot. Tomasz Gzell / PAP
Rowerowa „Masa Powstańcza” na trasie szlaku bojowego batalionu AK „Parasol”, Warszawa, 
3 sierpnia 2019 r. / Fot. Tomasz Gzell / PAP
P

Powstanie warszawskie zakończyło się przecież militarną, polityczną i materialną – jeśli zważyć na zniszczenie stolicy – klęską. Heroizm młodych uczestników walk pozwolił podtrzymywać opór przez 63 dni, ale nie był w stanie zmienić decyzji dotyczących przyszłości kraju, podejmowanych nad głowami Polaków przez przywódców mocarstw zachodnich i ZSRR. Śmierć poniosło ponad 
20 tys. powstańców i próbujących iść im z pomocą żołnierzy armii Berlinga, a do tego doliczyć trzeba 180 tys. cywilów. „Ci co wydali pierwszy rozkaz do walki / niech policzą teraz nasze trupy. / Niech pójdą przez ulice / których nie ma / przez miasto / którego nie ma / niech liczą przez tygodnie przez miesiące / niech liczą aż do śmierci / nasze trupy” – pisała po latach Anna Świrszczyńska i jedyne, co można dodać do jej wiersza, to długa lista nazwisk tych, których jednak udało się policzyć, dostępna na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego.

Co więc obchodziliśmy 1 sierpnia? Ile o dylematach dowódców powstania i krwawym żniwie ich decyzji wiedzą ci, którzy na największym polskim portalu zamieszczali w ubiegłym tygodniu galerię zdjęć… najpiękniejszych uczestniczek tamtego zrywu? A ci, którzy wieczorem 1 sierpnia zebrali się na placu Piłsudskiego, by radośnie śpiewać, że „każdy chłopak chce być ranny”, bo „sanitariuszki morowe panny”?


Czytaj także: Powstańcy'44: Dodatek specjalny "Tygodnika Powszechnego" na 75. rocznicę Powstania Warszawskiego


Z każdą kolejną rocznicą coraz mniej jest świadków i towarzyszącej im powagi, coraz więcej za to ludyczności: koncertów, biegów, w tym roku odbyła się nawet parada łodzi na Wiśle. Nadużywa się, a w związku z tym dewaluuje związane z tamtym czasem symbole, choćby kotwicę Polski Walczącej. Jakość patriotyzmu narodowców, odpalających w trakcie swego marszu świece dymne i skandujących kibicowskie hasła, budzi zrozumiały niepokój.

A przecież nie warto narzekać. Człowiek, który wiele zrobił dla utrwalenia pamięci o powstaniu, dyrektor poświęconego mu muzeum Jan ­Ołdakowski, mówił w jednym z wywiadów, że to, co się dzieje 1 sierpnia, jest jak flash mob: „Stają koło siebie ludzie, którzy w ogóle się nie znają – wszystko ich różni: poglądy, strój, kompetencje. Ale w tym jednym momencie stają razem i mają poczucie wspólnoty”.

Tak, rocznica powstania warszawskiego to jeden z niewielu dni, w których poczucie wspólnoty jest wyczuwalne – nawet jeśli będziemy się spierać o jego sens, próbując podważyć unoszące się nad nim dziedzictwo romantyzmu i tradycji insurekcyjnej, i nawet jeśli będziemy dyskutować o formach jego upamiętniania. Podobnie jak powszechne są szacunek i wdzięczność dla samych powstańców.

Co zaś najistotniejsze: ci spośród bohaterów i świadków tamtych dni, którzy wciąż jeszcze mogą być obecni na uroczystościach, kiedy w końcu politycy oddadzą im mikrofon, mówią o bardzo prostych rzeczach. Odwadze, heroizmie, miłości ojczyzny, owszem, ale także o radości z odzyskanej wolności (wspólne śpiewanie także może być formą jej wyrażania), pomaganiu słabszym, sile przyjaźni i szacunku do drugiego człowieka, o tolerancji. „O tym pamiętajcie, że nie wolno nienawidzić” – mówiła 1 sierpnia ­Wanda Traczyk-Stawska. Żeby móc usłyszeć jej głos, można się zgodzić na to, że cisza tego dnia rzadko trwa dłużej niż minutę.


Czytaj także: Jak narodowcy wiersz skonfiskowali – komentarz Tomasza Fiałkowskiego >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ano jak to mamy w zwyczaju, własną narodową głupotę i klęskę świętowaliśmy

Gdzie jest napisane, że świętować trzeba tylko na okoliczność zwycięstwa, My tak nie mamy, świętujemy wielkie wydarzenie, a powstanie niewątpliwie takim było. Tego jeszcze nikt nie dokonał, stosunek poległych rodaków do najeźdźcy jest powalający i wart upamiętniana. Oglądałem kiedyś filmik w internecie jakiegoś domorosłego pasjonata historii. Tłumaczył w nim, dlaczego tak do końca nas nigdy nikt nie spacyfikował. Każdy kto dostawał chętkę na zniewolenie naszego narodu, miał świadomość, że jesteśmy nieobliczalni i możemy wywinąć taki numer i to w najmniej odpowiednim momencie, że kapcie wszystkim pospadają. To nie przypadek, że w zachodnich filmach, jeśli gra ktoś takiego trochę przygłupa, to ma polsko brzmiące nazwisko, albo wręcz nazywa się go Polakiem. O roli idioty Polaka w dowcipach to już chyba wcale nie warto wspominać, tylko my się pocieszamy opowiadając jakie to ruskie głupkami są. W sumie robić za idiotę też należy umieć, sztuka jak każda inna.

każdy świętuje co może i jak potrafi - my akurat, jak Pan słusznie zauważył, lubimy świętować własne powalające akty samobójcze, wysadzanie się w powietrze na złość babci i wrogom - to do roli idioty pasuje jak ulał

Będąc nad Morzem Martwym warto zatrzymać się na jedną noc w młodzieżowym schronisku u stóp Masady, żeby móc rano, to jest około 4 najpóźniej, wyruszyć pieszo na szczyt, gdzie znajdują się ruiny powstańczej fortecy. Widok słońca wschodzącego zza ściany płaskowyżu po przeciwnej stronie akwenu (czy raczej jego smętnych resztek w tym miejscu) jest niezapomniany, zwłaszcza że towarzyszy mu podniosła pieśń w języku hebrajskim, intonowana przez młodzież, która zapewne odbywa tę pielgrzymkę obowiązkowo, ale bawi się przy tym jak każda młodzież na świecie. Przypuszczam, że w sezonie wycieczek szkolnych rytuał ten można oglądać codziennie, tylko właśnie trzeba samemu pokonać "Wężową Ścieżkę", bo kolejka linowa zaczyna pracę od 9. Na szczycie tu i ówdzie porozstawiane są tablice z fragmentami "Wojny żydowskiej" Józefa Flawiusza, który był naocznym świadkiem powstania i tragiczną historię obrony jego ostatniej twierdzy opisał niemal na żywo, być może nawet w oparciu o relacje któregoś z uczestników szturmu. Powstańcy i ich rodziny, jak wiadomo, popełnili zbiorowe samobójstwo. Nie wiem, czy ktoś z tych młodych ludzi zajrzy do owego dzieła, ale zapewniam, że jest to historia bardziej przygnębiająca i przerażająca niż wszelkie opowieści o Powstaniu warszawskim. Rebelia była źle przygotowana i przeprowadzona, o najlepszych z jej przywódców da się powiedzieć: nieudolni, bo inni to byli szaleńcy albo zbrodniarze, a skutki... Zresztą, niech sobie każdy sam doczyta. Chciałem tylko zauważyć, że celebracja takich momentów nie jest polską specjalnością. Ani żydowską zresztą, by wspomnieć choćby uroczyste obchody w 2015 roku setnej rocznicy sromotnie przegranej przez Ententę bitwy pod Gallipoli, z udziałem głów państw, w tym koronowanych. Rocznica tej istnej rzezi obchodzona jest w Australii i Nowej Zelandii jako ANZAC Day - symboliczna data "narodzin narodu", czczona paradami, marszami, piknikami weteranów kolejnych wojen, w jakich uczestniczyły te kraje, a także turniejami gry zwanej "Two-up" (z grubsza biorąc chodzi o rzut dwiema monetami), popularnej wśród "kangurów" i "kiwi" walczących na drugim końcu świata z Turkami w interesach Korony Brytyjskiej.

...że gloryfikacja choćby i zupełnie beznadziejnych ofiar to dobra metoda na hodowanie nowych pokoleń mięsa armatniego - jednak porównanie z Izraelem nie wytrzymuje krytyki, inna zupełnie historia i dzisiejsze okoliczności - w Polsce uważam rocznica Powstania winna być obchodzona jedynie jako dzień Wielkiej Narodowej Żałoby i być jednocześnie okazją do przestrzegania przed głupotą rządzących i ślepym im posłuszeństwem
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]