PATRYCJA BUKALSKA: 20 lat temu otwarcie Muzeum, którego jest Pan współtwórcą, stało się katalizatorem emocji. Pamiętam tamten wybuch entuzjazmu.
JAN OŁDAKOWSKI: Był to oddolny odruch. Jak w szkolnym eksperymencie, gdy w szklance wody rozpuszcza się sól, wkłada nitkę i na tej nitce po pewnym czasie sól zaczyna się na nowo krystalizować. My byliśmy tą nitką. Chwilę wcześniej, w maju 2004 r., Polska weszła do Unii Europejskiej. Czuliśmy, że dołączamy do wspólnoty, której częścią przecież zawsze byliśmy. Wiele rzeczy się na to składało, bo atmosfera 1 sierpnia 2004 r. była rzeczywiście wyjątkowa. Pomyślałem, że to jest taka miniatura jak z pierwszych dni powstania, gdy ludzie spontanicznie okazywali sobie życzliwość. Takie poczucie wspólnoty.
Znaleźli w niej swoje miejsce i powstańcy, i ludzie młodzi.
Dla weteranów to było bardzo ważne. Uważali, że zwłaszcza ci ludzie, którzy mają tyle lat, ile oni mieli wtedy, powinni usłyszeć, dlaczego oni poszli do powstania, jakie wartości nimi kierowały. Nie oczekiwali poparcia dla ich decyzji, zdają sobie sprawę z toczących się na ten temat dyskusji. Ale chcieli, by usłyszano ich racje. Opowieść o ich pokoleniu.
Dziś powstańcy wciąż są w centrum tej opowieści, ale jest ich coraz mniej.
W otwarciu Muzeum w 2004 r. uczestniczyło ich cztery tysiące. Dziś żyje niespełna 400.
Jak będziemy o tym opowiadać, gdy ich zabraknie?
Narracja zmienia się, reagujemy na sytuację społeczną. Gdy powstańcy zostali już uhonorowani, zaczęliśmy opowiadać o cywilach. W obchodach zaczęły pojawiać się elementy czczące pamięć tych, którzy w dużej mierze są bezimienni. Tu, na Woli, ginęli i ludzie, i ich domy, a w nich zdjęcia, dokumenty, listy. Cała pamięć o nich.
Mówimy o rzezi Woli, która zaczęła się 5 sierpnia. Zginęło co najmniej 40 tys. mieszkańców.
Po 20 latach pracy Muzeum udało nam się zidentyfikować z nazwiska mniej niż połowę z nich. Pozostali są bezimienni. Staramy się o nich przypominać i honorować przez różne rytuały, jak Marsz Pamięci 5 sierpnia. To druga część naszej narracji.
Natomiast trzecim jej elementem jest opowieść o potomkach powstańców: ich dzieciach, wnukach, prawnukach. To projekt „Korzenie pamięci”: oddajemy głos tym, którzy uważają, że w ich życiu ważne jest, iż przodek ich był powstańcem. Czasem to powód do dumy, czasem trauma. Czasem wyjaśnienie jakiejś obsesji, jak potrzeba noszenia przy sobie czegoś do jedzenia. To także wartości, które ich kształtowały. I próba odpowiedzi na pytanie, co z tamtego powstańca jest we mnie, co on mi przekazał. Nie ma dwóch identycznych odpowiedzi. Mamy już kilkaset takich wywiadów.
Na 80. rocznicę przygotowujecie operę. To nowa forma przekazu?
Kilka lat temu zamówiliśmy u pewnej poczytnej autorki tekst sceniczny o powstańcach. Wysłaliśmy jej kilkadziesiąt wywiadów z nimi. Po miesiącu odpisała, że nie da się powiedzieć nic literacko lepszego ponad to, co oni sami mówią. I z tym nas zostawiła – w poczuciu uczciwości autorki, ale też dostrzeżenia czegoś ważnego.
Powstanie to piękni młodzi ludzie, pełni ideałów, którzy chcą żyć według własnych zasad, a na ich sytuację zniewolenia nakłada się ostry bunt pokoleniowy. Chcą wywalczyć swój świat. Podejmują więc decyzje, które dotyczą nie tylko ich pokolenia, ale całej populacji miasta. To, że tę walkę wygrywa zło, budzi wciąż naszą niezgodę i niepokój. Bo przecież w kulturze masowej zło zwykle przegrywa. A tu dobrzy ludzie przegrali i na koniec widzimy ich groby. Język sztuki pozwala na opór i gniew wobec potworności, do której wtedy doszło.
Kiedyś w czasie dyskusji o filmach o powstaniu Andrzej Wajda powiedział, że jego „Kanał” jest najważniejszym filmem. Jan Komasa, reżyser filmu „Powstanie warszawskie” [zmontowano go z autentycznych nagrań z 1944 r. – red.] zgodził się z nim, ale dodał, że każde pokolenie ma prawo artystycznie interpretować po swojemu powstanie, i że on to zrobił w imieniu kolejnych młodych.
Co pokolenie ma więc prawo pojawiać się inna interpretacja, która dostrzeże coś innego. Np. dziś młodzi uważają, że najważniejsze dla nich są uczucia, relacje z najbliższymi, że „miłość istnieje zawsze”. W 2023 r. było to hasło naszych obchodów.
Można w tej opowieści znaleźć coś uniwersalnego, międzypokoleniowego?
Wierność ideałom, przyjaźń, honor, szacunek do innych – takie wartości są ważne również w czasie pokoju. I także stawianie oporu wobec zła jest ważne w każdych czasach. Dyskusja o powstaniu to także dyskusja o granicach obrony własnych wartości, o tym, czy warto się poświęcać. I czy można poświęcać innych. To pytania, na które każde pokolenie powinno sobie odpowiedzieć. Zwłaszcza że nasza część świata znów nie jest bezpieczna.
Rozmawiała Patrycja Bukalska
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















