Reklama

Powroty dżihadystów

Powroty dżihadystów

w cyklu STRONA ŚWIATA
09.07.2019
Czyta się kilka minut
Kaukascy partyzanci, którzy na przełomie wieków toczyli wojny z Rosjanami, zostali wybici lub wyjechali na Bliski Wschód, walczyć pod sztandarami kalifatu. Na ich miejsce wyrosło nowe pokolenie mudżahedinów, młodszych i radykalniejszych niż poprzednicy.
Abu Bakr al Baghdadi, przywódca tzw. Państwa Ilsmaskiego, w nagraniu wideo z kwietnia 2019 r. / Fot. Balkis Press / Abaca / East News
Abu Bakr al Baghdadi, przywódca tzw. Państwa Ilsmaskiego, w nagraniu wideo z kwietnia 2019 r. / Fot. Balkis Press / Abaca / East News
P

Po ostatnich, wyjątkowo spokojnych latach, gdy na Kaukazie z rzadka dochodziło do strzelanin i zamachów bombowych, tej wiosny władze kaukaskich republik donosiły o niepokojąco rosnącej liczbie zbrojnych incydentów. W Czeczenii, która rwąc się do niepodległości wywołała najnowszą z kaukaskich wojen, młodociani napastnicy atakują policyjne posterunki w śródmieściu Groznego, pod Bamutem, w Siernowodsku. W sąsiednim Dagestanie, zarówno w wysokich górach, jak w stołecznej, nadmorskiej Machaczkale znów dochodzi do strzelanin i zasadzek na policyjne patrole. Służby bezpieczeństwa przeprowadzają obławy na ukrywających się partyzantów – wiosną aresztowań dokonano w czeczeńskim Urus-Martanie, dagestańskiej Machaczkale, kabardyjskiej stolicy, Nalczyku, a nawet w nadwołżańskim Saratowie. 

Za radą kalifa

Do wszystkich zbrojnych rajdów, zamachów, a nawet do aresztowanych partyzantów przyznaje się Państwo Islamskie, które w latach świetności założyło własną filię także na Kaukazie. Rozgromione na początku roku nad Eufratem i Tygrysem, próbuje wskrzesić bojowego ducha wśród swoich wyznawców i odbudować wpływy w wilajetach, które w czasach rozkwitu samozwańczego kalifatu stanowiły jego peryferia.

W czerwcu, na wezwanie kalifa Abu Bakra al Baghdadiego przysięgę wierności w imieniu kaukaskiego wilajetu złożył szejk Abu Abdallah al Kaukazi. Na początku lipca, po raz pierwszy przysięgę wierności złożyli kalifowi także zwolennicy Państwa Islamskiego z Azerbejdżanu (oprócz nich hołd złożyli także emirowie z wilajetów na Synaju, na Filipinach i z afrykańskiego Sahelu). Emir z Kaukazu powtórzył za kalifem, że przegrana nad Tygrysem i Eufratem była jedynie próbą, na którą Najwyższy wystawił swoich mudżahedinów. Przejdą ją wyłącznie najniezłomniejsi w wierze, najwytrwalsi, najdzielniejsi i tylko oni dostąpią zbawienia. Kaukaski emir zapowiedział też, że za radą kalifa podlegli mu mudżahedini poszli w rozsypkę: nie będą więcej walczyć w okopach, ani w partyzanckich obozach i kryjówkach w górach, ale przenikną do miast, skryją się wśród ich mieszkańców i będą razić wroga takimi sposobami, jakie okażą się im dostępne. Kalif nazywa takich żołnierzy inghamasi, szukającymi męczeńskiej śmierci za wiarę i sprawę, którą uważają za świętą.

Wszystkich tegorocznych ataków na posterunki policji w Czeczenii dokonali pojedynczy napastnicy, uzbrojeni w bagnety i granaty. W czerwcu 22-letni Ahmed Barzajew zaatakował w biały dzień posterunek w śródmieściu Groznego, w pobliżu rezydencji czeczeńskiego przywódcy, rosyjskiego namiestnika Ramzana Kadyrowa. Na początku lipca na posterunek pod Bamutem napadł 26-letni Selim Chan Musajew. Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB), córka KGB i wnuczka NKWD, podała w kwietniu, że w Groznym i Machaczkale jej oficerowie aresztowali ukrywających się partyzantów, którzy zamierzali dokonać zamachów bombowych przy pomocy dronów. Również do tych niedoszłych zamachowców przyznało się Państwo Islamskie.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Wczasy na polach śmierci


Rosyjscy znawcy Kaukazu i badacze współczesnych, kaukaskich wojen uważają obwieszczenia Państwa Islamskiego za przechwałki i radzą, by nie traktować ich zbyt poważnie. Siergiej Gonczarow, szef stowarzyszenia weteranów wojsk specjalnych „Alfa” powiedział internetowej gazecie „Kaukaski węzeł”, że po klęsce nad Eufratem i Tygrysem Państwo Islamskie próbuje ratować nadszarpniętą reputację i przyznaje się do wszystkiego, co może przynieść mu rozgłos. „Do każdego zamachu bombowego, każdej strzelaniny, a nawet pożaru czy powodzi” – uważa Gonczarow. Choć nie wyklucza, że po rozbiciu bliskowschodniego kalifatu partyzanci z Kaukazu, którzy zaciągnęli się pod jego sztandary, próbują teraz wracać w rodzinne strony i rozpalać tamtejszą, wygasłą w ostatnich latach wojnę.

Kaukaskie wojny

Najnowsza z kaukaskich wojen zaczęła się w połowie lat 90., jako wojna Czeczenów o niepodległość. Pierwsza, z lat 1994-96, zakończyła się ich sukcesem. Po dwuletniej, nierozstrzygniętej batalii Rosjanie zgodzili się na rozejm i na to, by w okresie przejściowym, do politycznego rozwiązania konfliktu, Czeczeni rządzili się samodzielnie. W 1999 roku Rosjanie najechali jednak na Czeczenię ponownie, wykorzystując jako pretekst szarogęszenie się tam fanatyków religijnych i zamachy bombowe, o których organizację oskarżyli Czeczenów. 

Druga wojna zakończyła się rozbiciem armii partyzanckiej i rozłamem wśród Czeczenów. Zwolennicy dalszej walki o niepodległość okazali się słabsi – zbrojnie i finansowo – od orędowników przymierza z Terrorystyczną Międzynarodówką, Al-Kaidą i walki o przekształcenie całego Kaukazu w muzułmański emirat. Zawłaszczona przez zwolenników emiratu kaukaska wojna przeniosła się z Czeczenii do sąsiednich Inguszetii i Dagestanu, przerodziła w terrorystyczną, straciła poparcie wśród kaukaskich górali. Ostatecznie uśmierciły ją: Arabska Wiosna, która w 2011 roku doprowadziła do wojny domowej w Syrii i powstania iracko-syryjskiego kalifatu, oraz olimpiada zimowa, którą w 2014 roku przeprowadzono w Soczi, na rosyjskim kaukaskim przedgórzu.

Przygotowania do olimpiady Rosjanie rozpoczęli od brutalnej pacyfikacji Kaukazu i obławy na tamtejszych partyzantów. Zdziesiątkowani i nieustannie ścigani, kaukascy mudżahedini wymykali się na Bliski Wschód, gdzie dzięki swemu wojennemu doświadczeniu mogli liczyć na łupy, stanowiska i wysoki żołd w tamtejszych partyzanckich armiach. Szacuje się, że w okresie największego rozkwitu samozwańczy kalifat liczył 8 milionów ludności, a w jego armii służyło ok. 50 tys. cudzoziemskich ochotników, przybyłych ze stu krajów całego świata. Z rosyjskiego Kaukazu ściągnęło do Syrii prawie 5 tys. ochotników. Kolejny tysiąc przyjechał z Kaukazu gruzińskiego, głównie z doliny Pankisi, zamieszkałej przez tamtejszych Czeczenów, Kistów. Jeden z nich, Tarchan Batiraszwili, pod imieniem Abu Omara al Sziszaniego (czyli Czeczena) doszedł nawet do godności ministra wojny kalifatu (zginął w 2016 roku). Z Azerbejdżanu, którego cztery piąte ludności stanowią Azerowie, wyznający szyicką odmianę islamu, pod sztandary kalifatu zaciągnęło się pół tysiąca sunnitów, Awarów, Lezginów czy Cachurów.

Terror państwowy i prywatny

Ahmed Jarłykanow z moskiewskiego uniwersytetu MGIMO nie sądzi, by kaukaskim ochotnikom, którzy zaciągnęli się na wojnę w Syrii, udało się teraz przebić z powrotem do domów. Rosja chętnie przymykała oczy, gdy przemykali się przez granicę na południe, do Turcji i Syrii, na zatracenie, ale teraz bacznie śledzi dalsze losy niedobitków i zrobi wszystko, by nie udało im się wrócić. Mudżahedini również wiedzą, co ich może czekać na Kaukazie, i dlatego zamiast do Rosji, próbują przedostać się do innych regionów, gdzie dżihadyści nadal toczą wojny – do Libii albo afrykańskiego Sahelu.

Gonczarow, Jarłykanow i niemal wszyscy znawcy są zgodni, że Czeczenii, Dagestanowi czy Kabardzie zagrażają nie starzy mudżahedini, ale nowi, którzy pod ich nieobecność zdążyli wyrosnąć na Kaukazie. Bieda, zacofanie, tyrania i korupcja lokalnych kacyków, mianowanych na przywódców przez Rosję, sprawiają, że młodzi Czeczeni, Ingusze, Awarowie, Kabardyjczycy czy Czerkiesi chętnie przysłuchują się naukom najradykalniejszych imamów i polityków, głoszących dżihadystyczne hasła.

Pod tym względem nic się od końca stulecia nie zmieniło, a podejmowane na początku XXI wieku próby przekonywania mudżahedinów do porzucenia broni i eksperymenty z ich adaptacją w pokojowej rzeczywistości (najbardziej udane w Inguszetii i Dagestanie, które jeszcze dziesięć lat temu uchodziły za najbardziej niespokojne na Kaukazie) zostały już dawno zarzucone i zastąpione polityką „państwowego terroru”, przemocą i represjami. Powszechna niesprawiedliwość, beznadzieja i pragnienie zemsty za krzywdy i upokorzenia sprawiają, że młodzi w końcu sięgają po broń.

Gonczarow przestrzega jednak, że tak jak nie należy wierzyć we wszystkie przechwałki Państwa Islamskiego, nie można przyjmować nazbyt ufnie wszystkiego, co mówią służby bezpieczeństwa, prokuratorzy i lokalne władze. „Partyzantami i terrorystami można przecież okrzyknąć każdego, kto władzom wyda się niewygodny” – powiedział „Kaukaskiemu węzłowi”, podkreślając, że policja, wywiad i prokuratura są często jedynymi źródłami informacji o wydarzeniach na Kaukazie, w dodatku informacji bardzo ocenzurowanej. „Kiedy policja czy prokuratorzy chcą się wykazać i pochwalić, ogłaszają, że partyzantka została rozgromiona, a pojedynczych napadów dokonują narkomani i szaleńcy – powiedział Gonczarow. – Kiedy zaś chcą podkreślić swoją niezbędność i wytargować od władz odpowiednio wyższe budżety, wyolbrzymiają zagrożenia i przekonują, że widmo dżihadyzmu znów krąży nad Kaukazem”.

Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]