Reklama

Powrót Watów

Powrót Watów

02.12.2009
Czyta się kilka minut
Dwudziestowieczne opowieści listowe są gatunkiem, który zadecyduje o tym, jak minione stulecie będzie postrzegane. To listy zapewne - nie wiersze czy utwory fikcjonalne - będą rozstrzygać o stanie i jakości naszej wiedzy dotyczącej "ducha epoki", świata jej idei.
O

Ola i Aleksander Watowie wracają książką "Listy o tym, co najważniejsze", która w swojej głównej części zawiera korespondencję Oli Watowej i Czesława Miłosza. Nie jest to zresztą całość listowego zbioru, wydawca zapowiada jego ciąg dalszy. Druga część tomu to wybrane wiersze Wata, kalendarium życia i twórczości, fragment wspomnień Oli, fotografie, komentarze do twórczości Wata, przemówienie Czapskiego nad grobem poety.

Mamy zatem do czynienia z całością o charakterze sylwicznym, każdy zaś nowy układ tekstów wyjętych z jakiegoś układu dawnego wymaga, może nawet wymusza, inną ich lekturę. Czesław Miłosz jest w tym układzie jednym z elementów i nie odgrywa roli pierwszoplanowej, o nim samym zaś dowiadujemy się niewiele ponadto, co było dotąd wiadome.

Czy więc można uznać tę książkę za ważną, nie negując oczywistej prawdy, że dla Oli Watowej była to bez wątpienia sprawa "najważniejsza" i świadomość ta towarzyszyła żonie poety przez cały czas jej małżeństwa, nabierając siły po śmierci Aleksandra? Sprawa, czyli: związek z człowiekiem wybitnym, niezłomne przeświadczenie o tej wybitności, podjęcie roli strażniczki spuścizny, organizowanie własnego świata wokół osoby i dzieła Aleksandra, nieświadoma zapewne, ale dająca się wyśledzić mitologizacja owej jedynej w swoim rodzaju "sprawy", albo inaczej - psychodramy wciągającej w swój krąg siłą szczególnych i dramatycznych przeżyć jej bohaterów.

Podczas gdy inni futuryści zastygli już w historycznoliterackim bezruchu, dzieło Wata zdaje się wciąż wytwarzać wokół siebie prądy niepokoju i zmienności. Dlaczego tak się dzieje?

Miłosz, wybrany jako świadek, ale również jako animator tych wszystkich doświadczeń, którym Wat samodzielnie nie umiał dać ujścia w postaci książki napisanej za biurkiem i trzeba było tę książkę siłą z niego wydobyć, odgrywa w tym układzie rolę ważną: to on namówił Wata do nagrania wspomnień, które miały zająć tak istotne miejsce w naszym myśleniu o XX wieku. Nie jest to zapewne myślenie powszechne, bo punkt widzenia Wata został zdeterminowany jego postawą osobistą; autobiografizm "Mojego wieku", jak zresztą ostateczny tytuł książki wskazuje, czyni z niej przede wszystkim opowieść jednego, tego właśnie człowieka, o czasie historii, którą przeżył. Wiek XX zna więcej takich historii, naznaczonych osobowością opowiadających. Ale Wat z nikim nie dzieli swojej narracji i to zapewne jedna z przyczyn jego wyjątkowej wśród rówieśników pozycji. Historia go wybrała do odegrania roli tragicznej, on zaś ją podjął i odegrał po mistrzowsku, choć przypłacił to życiem.

Ciekawe byłoby zestawienie listów, jakie Miłosz wymieniał z obojgiem małżonków, bo korespondował również z Aleksandrem. Te listy są inne niż pisane po śmierci poety listy do jego żony. Miłosz jest w nich przede wszystkim artystą i pisarzem, mniej mentorem i przewodnikiem po spuściźnie, której trzeba nadać określony kierunek, ustawić ją w czasie "pośmiertnym". Która z tych osób wydaje się ciekawsza? Być może nie ma odpowiedzi na tak postawione pytanie, albo odpowiedź musi dotykać spraw skomplikowanych i niedających się w jednym czy paru zdaniach rozstrzygnąć.

Uczyńmy zatem konieczne zastrzeżenie: dwudziestowieczne opowieści listowe są gatunkiem, który zadecyduje o tym, jak minione stulecie będzie postrzegane. To listy zapewne - nie wiersze czy utwory fikcjonalne - będą rozstrzygać o stanie i jakości naszej wiedzy dotyczącej "ducha epoki", świata jej idei, umysłowości, która jest już historią, z coraz większą trudnością odtwarzaną z tzw. literatury pięknej, jawną zaś w listach.

Pierwsze zarysy tożsamości XX-wiecznego artysty tkwią bowiem w listach; zaczęło się tak dziać już na przełomie wieków i trwa dalej. Listy Wilde’a opisują kryzys moralności i obronę własnej odmienności. Kiedy Emil Zola broni Żyda-Dreyfusa, czyni to w formie sześciu listów skierowanych do różnych adresatów. Kiedy Stanisław Brzozowski osłania się przed oskarżeniem o zdradę, najpełniej wykłada swoje racje w listach do przyjaciół. Kiedy Sławomir Mrożek myśli o literaturze, czyni to przede wszystkim w listach (do Jana Błońskiego czy Wojciecha Skalmowskiego) i ten zapis jest ciekawszy niż dziennikowe wersje analogicznych faktów literackich.

Przykładów można wymieniać więcej. Wszystkie te listy należy traktować, tak myślę, nie jako przyczynki, ale jako "teksty główne". To listy właśnie wypełniają miejsca, którym literatura nie jest w stanie sprostać. Wiedział o tym Miłosz, gdy pisał do Wata w roku 1965: "Nie wierzę w powieść (...) forma fiction jest fałszywa i niemożliwa (...) Naprawdę warto pisać tylko wiersze albo prywatne listy, ale wiersze są niezwykle czasochłonne (u mnie), więc rzecz jasna zużywając ten sam czas co na mały tomik mógłbym spłodzić prozą grube tomisko...".

Miłosz pisze do Oli Watowej, już po śmierci Aleksandra, przede wszystkim jako protektor dorobku przyjaciela - poetyckiego i pamiętnikarskiego. Wydaje się, iż bardziej zależy mu na właściwym, według niego, układzie tomu "Ciemne świecidło" niż na jak najszybszej publikacji "Mojego wieku". Korygując wybór Watowej, zwraca przede wszystkim uwagę, aby nie wyrzucać z tomu wierszy autobiograficznych, nawet jeśli są szkicowe i niedopracowane.

Już wtedy ma rację: życie Wata stało się w perspektywie czasu symbolem biograficznych nieszczęść Europejczyków, szczególnie tych, którzy urodzili się w Europie Wschodniej. Ale miejsce urodzenia to jeszcze za mało: chodzi o tych, którzy byli, mogli być, Żydami, ateistami, komunistami, konwertytami, więźniami totalitarnego reżimu, emigrantami, a więc wygnańcami cierpiącymi na nieuleczalne choroby ducha i ciała, wybierającymi samobójstwo.

Życiorys Aleksandra Wata rozwija się na takich właśnie etapach. A jednocześnie zawiera element niedopowiedzenia, tajemnicę osoby trudną do odczytania. Miłosz uważa, że tę dziwność zrozumieć może tylko amerykański Żyd. Warto może przypomnieć w tym miejscu, iż na tę właśnie opinię powołuje się Marci Shore, autorka odkrywczej w wielu fragmentach książki o  polskich futurystach ("Kawior i popiół"). Wat to jeden z ważniejszych bohaterów tej opowieści o "życiu i śmierci oczarowanych i rozczarowanych marksizmem".

"On przetrwa nas wszystkich" - tak kończył mowę pogrzebową Józef Czapski. Przetrwa, czyli stanie się klasykiem? Stanie się klasykiem i czytać go będą przede wszystkim specjaliści? Wat wciąż prowokuje takie właśnie znaki zapytania również dlatego, że nie udało mu się powiedzieć wszystkiego. Miłosz dobrze wyczuł status "niewyrażalności", który dotyczy dwóch stron: tych, co o poecie piszą i samego poety.

"Chciałem napisać o Aleksandrze (...) bardzo dużo (...) układałem to w myśli, ale doszedłem do wniosku, że nie potrafię...". I dalej: "Rysuje mi się to tak. Wat nagromadził wiedzę o naszym stuleciu tak dużą, że porażała go niemotą (...). Jego ręka skrępowana, kiedy usiłował opowiadać prozą, przez nadmierne wymagania intelektu, była wolna, kiedy stawiał znaki na marginesie, od niechcenia".

Te uwagi Miłosza zapowiadają, w jakimś sensie, obecny powrót Wata jako twórcy, którego można czytać poza ograniczeniami nauki o literaturze. "Poeci dali się zastraszyć dłubaczom" - powie złośliwie Miłosz w swoim szkicu o Wacie. Ale ten ostatni należał do odważnych, jego epifanijne dopiski do wszystkiego otwierają wciąż nowe sposoby czytania go i pisania o nim. Był bez wątpienia jednym z najbardziej wyrazistych twórców dwudziestowiecznych, nastawionym na tworzenie utworów wybitnych, które wciąż projektował, a rzadko doprowadzał do ostatecznej ekspresji. Ekspresją bowiem stawała się ulotna notatka, myśl zanotowana na marginesie, zapowiedź pomysłu do rozwinięcia. Miłosz nazwie to we własnej twórczości "tematami do odstąpienia". Wydaje się, że Wat nikomu i żadnego ze swoich pomysłów odstąpić by nie chciał.

Problem Wata rozwiązali jednak młodsi badacze. Nie przestraszyli się go, ustawili w odpowiedniej hierarchii, zachwycili się zarówno jego grzechem (komunizm), jak jego nawróceniem. Tak w każdym razie postąpiła wymieniona już tutaj Marci Shore, historyczka z zawodu.

A kto wejdzie w głąb "polskości" Miłosza, na razie penetrowanej przede wszystkim przez wrogów? W arcyciekawym liście z roku 1968 Miłosz pisze do Oli Watowej: "Ja mam poczucie zupełnego odklejenia się od Polski i to na zawsze. Z takim domem obłąkanych to nie można myśleć nawet o »późnych wnukach«". I jeszcze: "Młodzi Amerykanie mieli tu do czynienia ze względnie cywilizowanymi Polakami jak ja, czy z cywilizowanymi, jak Aleksander, i ja osobiście wolałbym im zaoszczędzić szoku, tj. odkrycia prawdziwej polskości".

Literackim przykładem owej polskości, o jaką Miłoszowi chodzi, jest "Apelacja" Jerzego Andrzejewskiego, której bohater "jest narodem polskim", chorym na zbiorowy kompleks niewinności i dotkniętym manią prześladowczą. Solidarność z powieścią Andrzejewskiego jako parabolą polskiego losu (a więc nie autobiografią), połączona z wizją odejścia "na zawsze" od Polski ukazuje z jednej strony nieprzewidywalność przemian owego losu, z drugiej zaś tę godną uwagi i zastanowienia podatność Miłosza na akceptowanie zmiany, zapewne nie każdej. W jakim zaś wymiarze polski kompleks wrócił do niego, gdy osiedlił się w Krakowie - to problem fascynujący, który wciąż czeka na wnikliwy opis.

Ale teraz wracają przede wszystkim Watowie. Ola jako wdowa idealna i kobieta idealna - ta książka będzie kolejnym argumentem wspaniałego układu pomiędzy artystą i jego towarzyszką życia. Jeżeli nawet prawda była bardziej skomplikowana - dowody na istnienie legendy mamy przedłożone jak na dłoni. A była też ciekawą pisarką - jej książka "Wszystko, co najważniejsze" dokumentuje wywózkę w głąb Rosji. Powinna pisać portrety znajomych, równie znakomite jak ten Reny Jeleńskiej, matki Konstantego Jeleńskiego. Szkoda, że nie pozostawiła ich więcej. Kiedy załatwiła już wszystkie sprawy Aleksandra, zdecydowała się umrzeć, bo myślę, że była to jej suwerenna decyzja. Młodsze od niej kobiety, które ją otaczały, odczuwały czasem lęk - czy to był lęk przed osobowością zbyt silną? Czy można wskazać jej następczynie?

Zmieniły się tymczasem "kryteria ważności". Nowoczesna żona artysty nie jest, jak się wydaje, skazana na uczestnictwo w cierpieniach aż tak wielkich. Co jest zresztą sugestią do pewnego tylko stopnia prawdziwą - nie znamy przecież miary indywidualnego cierpienia. Watowie wprowadzili swoje osobiste cierpienia do powszechnej historii. I tak już zostanie.

Czesław Miłosz, Ola Watowa, "Listy o tym, co najważniejsze" Warszawa 2009, Fundacja Zeszytów Literackich. Zebrała i ułożyła w tom Barbara Toruńczyk

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]