Polskie prawo

Sędzia Barbara Piwnik powiedziała ostatnio tak: „Nie ma nic gorszego w prawie niż określenie »szczególnie uzasadnione przypadki«”.
Czyta się kilka minut

Odniosła się w ten sposób do nowych, rewolucyjnych zasad rywalizacji przed sądem między adwokatem a prokuratorem – teraz obie strony mają przekonywać sąd dowodami, a sąd, inaczej niż do tej pory, ma tylko (i aż) rozstrzygać, kto ma rację. Nie ma zasypywać świadków i biegłych pytaniami. Ma sądzić. Wydawałoby się, że nic bardziej nieprawdopodobnego nad to, że środowisko prawnicze zgodzi się, aby w nowej, czytelnej formule wprowadzono łom, którym podważać będzie można całą wzniesioną konstrukcję. Ups! Właśnie określenie „szczególnie uzasadnione przypadki” lśni w nowym prawie, zezwalając na powrót sądu do roli aktywnej. Toż nie po to sędzia ma łom, aby się nim drapać po plecach.

No, można by się śmiać, że politycy i prawnicy wspólnie stworzyli prawo à la polacca, czyli obowiązujące, o ile się spodoba. Można by i wyć do księżyca z rozpaczy. Ale można by też wierzyć, że cała nasza historia to ciąg szczególnie uzasadnionych przypadków, i poddać się refleksji, że prawo powinno oddawać ducha narodu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2015