Reklama

Polowanie: zajęcie dla kobiet

Polowanie: zajęcie dla kobiet

09.11.2020
Czyta się kilka minut
W

W pochodzącym sprzed 9 tys. lat grobie zlokalizowanym w Andach archeolodzy odnaleźli 20 kamiennych ostrzy i grotów. Wyglądało to na miejsce pochówku osoby o wysokim statusie – zręcznego myśliwego, być może nawet lokalnego przywódcy. Badaczy zaskoczyło kolejne odkrycie: że złożony obok tych narzędzi szkielet należał do kobiety.

Według zespołu Randalla Hassa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davies nie jest to odosobniony przypadek. Badacze przeanalizowali odkrycia z innych stanowisk w Amerykach i doliczyli się przynajmniej 10 kobiet-łowczyń. Stawia to pod znakiem zapytania standardową teorię, zgodnie z którą w społecznościach przedrolniczych to mężczyźni polowali, zwłaszcza na duże ssaki, zaś kobiety zajmowały się zbieractwem, przygotowywaniem posiłków i opieką nad dziećmi. Przynajmniej w niektórych paleolitycznych społecznościach role płciowe mogły być bardziej zmienne. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jest całkiem zrozumiałe, że takie badania "robią nagłówki", ale, jeśli się bliżej przyjrzeć, więcej w tym chciejstwa i ideologii niż rzetelnej nauki. Owszem, istnieje taka standardowa hipoteza, zgodna z naszą wiedzą o praktycznie wszystkich wszystkich historycznych i tradycyjnych kulturach. Proporcja 11 "łowczyń" do 16 "łowców" w przebadanych stanowiskach z okresu od późnego plejstocenu do wczesnego holocenu wygląda nieźle, dopóki nie doczytamy, że tych pochówków łącznie było 429 w 107 (!) różnych miejscach. W tym 89, gdzie nie znaleziono żadnej broni. Czyżby w 83% społeczności w ogóle nikt nie polował? A może tylko obyczaj wyposażania zmarłych w broń był wyjątkowy? I niekoniecznie związany z życiowym zajęciem grzebanej osoby, ponieważ, jak zwraca uwagę jeden z krytyków, dwie z tych "łowczyń" to niemowlęta. Poza tym, jeśli nawet przyjąć, że przynajmniej w niektórych przedrolniczych kulturach kobiety także polowały na grubego zwierza, to równie dobrze może to być anomalia, odstępstwo od ogólnego procesu. Ewolucyjny eksperyment, który się nie sprawdził i nie zostawił śladu w późniejszej historii. Faktem jest, że dzisiaj nie polują nawet Inuitki, które przecież nie mają specjalnie czego zbierać i kopać. Jest tu także kwestia języka, kierującego myślenie na określone tory. W tym przypadku - języka współczesnej nauki, czyli angielskiego. "Man-the-hunter hypothesis" to hipoteza człowieka-łowcy - innymi słowy, założenie, że przełomowym momentem w historii hominidów było przejście ze zbieractwa i diety przeważnie roślinnej do polowań na duże zwierzęta jako głównego źródła żywności. Miało to dać potężny impuls do wyrwania naszych przodków z ewolucyjnej stagnacji, przyśpieszenia rozwoju ich mózgów dokarmionych zwierzęcym białkiem, zmuszenia ich do wymyślenia broni i innych narzędzi, pozwalających skutecznie ścigać i zabijać zwierzęta silniejsze i lepiej przez naturę uzbrojone, wypracowanie złożonych technik kooperacji itp. Pierwotny podział pracy według płci oczywiście też jest tego konsekwencją. Przez to jednak hipoteza człowieka-łowcy jest też hipotezą mężczyzny-łowcy, w tym sensie, że wszystkie "pozytywne" wartości ewolucji w kierunku homo sapiens (te większe mózgi, wynalazczość etc., a ostatecznie przejście od ewolucji biologicznej do kulturowej) są domeną jednej płci, pozostawiając drugiej tylko bierną, pomocniczą i w sumie podrzędną rolę - w dodatku obiektywnie uzasadnioną. Rzecz jasna, w dobie zapotrzebowania na narracje feministyczne, chętniej widzielibyśmy w tym rezultat jakiegoś przypadkowego przejęcia "władzy nad historią" przez mężczyzn, z której to władzy robili i robią fatalny użytek, a rozstają się z nią dopiero od niedawna i to niechętnie. Dlatego dość niejasne i niezbyt liczne konkrety w badaniach Haasa et al. wywołują nieproporcjonalnie duże zainteresowanie i skłaniają do śmiałych nadinterpretacji. Godzi się jeszcze wspomnieć, że seksistowski aspekt hipotezy człowieka (czyli mężczyzny)-łowcy zauważono już dawno i uczyniła to po raz pierwszy chyba Elaine Morgan, feministka i popularyzatorka nauki, autorka wydanego w 1972 roku bestsellera "The Descent of Woman" (polskie wydanie pod, niestety, nieuchronnie słabszym tytułem "Pochodzenie kobiety", 2007). Z tym że ona zaatakowała sam trzon hipotezy człowieka-łowcy z sawann, opowiadając się za marginalną wtedy i dzisiaj teorią "wodnej małpy". Marginalną oczywiście w zdominowanej przez mężczyzn "twardej" nauce, bo wśród myślicielek feministycznych ma ona wciąż pewne wzięcie. Być może teraz straci je na rzecz odpowiednio podrasowanej (poddżenderowanej?) teorii z mainstreamu.

To dopiero "odkrycie" jednostronnej zmiany roli społecznej. Dżender już niechybnie planuje odkrycie pochówku mężczyzny z pełnym inwentarzem przyborów kobiecych, zawierającym: kolczyki, naszyjnik, lustereczko i - dla pełnego dżenderowego szczęścia - szydełko. Czekamy niecierpliwie na nowe doniesienia ze świata nauki.

Jeśli wolno pociągnąć jeszcze temat: hipoteza zakładająca biologiczne uwarunkowanie roli mężczyzny jako myśliwego w społecznościach łowiecko-zbierackich była podważana już dużo wcześniej. Jest faktem, że kobiety też polują, ale raczej na drobną zwierzynę i blisko domu. Albo jest to czynność rytualna, jakby karnawałowe odwrócenie ról, jak podczas festiwalu Jani Shikar w indyjskim stanie Jharkhand, kiedy odziane w męskie stroje kobiety urządzają grupowe polowanie - głównie na domowe kury i kozy oraz drobniejszą dziką zwierzynę - zakończone wielką, wyłącznie babską imprezą przy ognisku. Ale robią to raz na dwanaście lat. Ludowe podania wywodzą ten zwyczaj z jakiegoś epizodu podboju tamtego regionu przez Wielkich Mogołów, chociaż próbowano to interpretować jako echo znacznie starszych, prehistorycznych stosunków społecznych (K.S. Singh "Gender Roles in History: Women as Hunters"). Jednakże prawdziwą gratką dla "gender studies" okazało się opisane gruntowniej na początku lat 80. plemię Agta z wyspy Luzon, którego członkinie polują na równi z mężczyznami i tradycyjne funkcje społeczne matek i opiekunek domowego ogniska wcale im w tym nie przeszkadzają. Tak to w każdym razie opisywano (M. Goodman i in., The compatibility of hunting and mothering among the agta hunter-gatherers of the Philippines, DOI: 10.1007/BF00287829). Temat ten już w 21. wieku wziął na warsztat... I tu niespodzianka, panie Redaktorze: nasz znajomy z poprzedniego odcinka Pańskiego cyklu, Michael Gurven (ten od pomiarów temperatury ciała ludu Chimane w Amazonii). Świat jest mały, prawda? Otóż M. Gurven i K. Hill w obszernym artykule pod wszystko mówiącym tytułem "Why Do Men Hunt? A Reevaluation of “Man the Hunter” and the Sexual Division of Labor", w rozdziale pod równie wymownym nagłówkiem "Why Don’t Women Hunt?" nawiązuje m.in. do owego osobliwego filipińskiego plemienia. Zacytuję: "Agta z Filipin są często przywoływani jako dowód, że kobiety potrafią polować równie biegle jak mężczyźni, pomimo obciążeń związanych z opieką nad dziećmi. [...] Dane te są ważne, ponieważ pozwalają określić warunki, w jakich kobiety mogą aktywnie polować. Jednak mniej niż 100 kobiet Agta z około 9-tysięcznej populacji twierdziło, że kiedykolwiek polowało. Z tych, które tak twierdziły, większość nie polowała już w okresie obserwacji etnograficznej, a większość Agta pod koniec XX wieku nigdy nie słyszała o polujących kobietach. Dane dotyczące rezultatów polowań istnieją tylko dla próby sześciu kobiet, przy czym dostępne dane wskazują na kilka wzorców istotnych dla tej aktywności: [...] (3) płodność i stosunek liczby dzieci pozostających na utrzymaniu do liczby dorosłych były niskie, przy dużej dostępności allorodziców; (4) kobiety, które polowały były często bezpłodne lub w wieku poreprodukcyjnym;..." Zwracam uwagę, że Gurven tylko interpretuje to, co w rewelacjach Goodman i jej współpracowniczek było od początku, Tylko nie patrzy przez dżenderowe okulary, no i widzi wszystko w innych proporcjach. Jakby bardziej realistycznych, ale to oczywiście kwestia zapatrywań.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]