Reklama

Póki żyjesz, masz szansę

Póki żyjesz, masz szansę

10.06.2019
Czyta się kilka minut
S. Barbara Chyrowicz po samobójstwie młodej Holenderki: To porażka tych, którzy nie potrafili jej pomóc
Noa Pothoven / Fot. Instagram/noamaestro
Noa Pothoven / Fot. Instagram/noamaestro
P

Przestałam jeść i pić, a po wielu dyskusjach i ocenach pozwolono mi odejść, ponieważ moje cierpienie jest nie do zniesienia” – napisała na Instagramie 17-letnia Holenderka Noa Pothoven. Jako 11-letnia dziewczynka była molestowana, a w wieku 14 lat została zgwałcona przez dwóch mężczyzn. Rodzice dowiedzieli się o jej traumie, gdy w wieku 16 lat zgłosiła się do kliniki z prośbą o eutanazję, której jej odmówiono. Zmagała się z depresją i anoreksją. Rok temu wydała książkę, w której opisała swoje cierpienie. Zmarła z wycieńczenia 2 czerwca w swoim rodzinnym domu.

Artur Sporniak: Czy mamy obowiązek ratować samobójców wbrew ich woli?

S. Barbara Chyrowicz: Przypadek Noi Pothoven jest trudny do oceny moralnej. Potwornie skrzywdzona dziewczyna decyzję o pożegnaniu się z życiem podejmuje mając zaledwie 17 lat – to wiek, w którym życie się zaczyna, a Noa uznaje, że dla niej wszystko już skończone. Niektórzy psychologowie twierdzą, że instynkt życia jest tak silny, iż chęć odebrania sobie życia musi być oznaką jakiegoś zaburzenia. Jeśli tak, to mamy ewidentny obowiązek ratowania dziewczyny. Istnieją też tacy, którzy uznają, że przynajmniej część samobójczych decyzji może być podejmowana w sposób w pełni racjonalny – nie powinniśmy takim samobójcom przeszkadzać, bo to ich decyzja i ich życie. Nawet jeśli przyjąć, że tacy samobójcy istnieją, Noa nie jest jednym z nich – trauma po dramatycznych przeżyciach spowodowała u niej depresję, anoreksję, samookaleczenia, próby samobójcze. Noa nie radzi sobie z samą sobą, potrzebuje pomocy specjalistów. 

I była leczona, tyle że – jak Noa twierdziła – nieskutecznie.

To porażka tych, którzy nie potrafili jej pomóc. Noi brakło już sił, ale ci, którzy je mieli, mogli jeszcze o jej życie „zawalczyć”. Było o co, póki Noa żyła, istniała szansa, że poradzi sobie z traumą. Nie zapominajmy też, że nasza bezradność może być wołaniem o pomoc do Boga, który wspiera nasze beznadziejne wysiłki – to droga wierzących. Nie znamy przekonań Noi i jej bliskich, nie mamy prawa ich osądzać. Kochali córkę, pogodzili się z jej decyzją nie dostrzegając innego wyjścia. Możemy tylko pytać, czy za wcześnie się nie poddali. 

Domyślam się, że rodzice ­uznali, iż ratowanie córki na siłę byłoby przeciwko niej.

Siedemnastolatce mogło się wydawać, że nie poradzi sobie z tym, co ją spotkało. Dopiero z perspektywy lat wiemy, że z tym, co wydawało się nam kiedyś dramatem nie do przejścia, można sobie poradzić. Noa ma zbyt małe doświadczenie, by o tym wiedzieć, opiekujący się nią dorośli już to wiedzą! 

Przed śmiercią ­napisała: „Kochać to w tej ­sytuacji pozwolić odejść”.

Noa nie radziła sobie z życiem. Dlatego powinniśmy pomóc jej żyć, a nie odejść. Jeśli ratujemy samobójców, to dokładnie dlatego, że zakładamy, iż nie radzą sobie z życiem.

 

S. Barbara Chyrowicz jest etykiem, kierownikiem Katedry Etyki Szczegółowej KUL, autorką m.in. książki „O sytuacjach bez wyjścia w etyce”.

 

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Etyk, filozofka, profesor i wykładowczyni Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, gdzie kieruje Katedrą Etyki Szczegółowej. Należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Zajmuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

o. Bocheński napisał w swojej książeczce "Podręcznik mądrości tego świata" : Gdy dalsze życie wydaje ci się na pewno i bezwzględnie nieznośne popełń samobójstwo ⌛ To takie proste i oczywiste. Katolicka obsesja na punkcie odmawiania ludziom prawa do decydowania o swoim życiu, o być albo nie być, także tym bezgranicznie cierpiącym, najsłabszym, nieuleczalnie chorym, którym życie już ostatecznie i definitywnie o b r z y d ł o - trudno mi znaleźć inne wytłumaczenie tej p a t o l o g i i miłosierdzia jak s z a t a ń s k i podszept

To nie jest "książeczka" o. Bocheńskiego, tylko katalog tzw. mądrości tego świata, z którymi albo o. Bocheński się zgadza albo się dystansuje. Ale jeśli to zbyt skomplikowane, to przepraszam za uwagę. No "niestety" wszelki odruch ratowania życia fizycznego i duchowego to wielka patologia w oczach szatana. On nie lubi cierpienia, nie cierpi niczego z wyjątkiem niczego. Ale jeśli to zbyt skomplikowane, to ponownie przepraszam.

na forum TP raczej wszyscy znają tę książeczkę i o co w niej chodzi - głupawymi docinkami niewiele się tu zdziała

Trzeba wiedzieć jak wygląda skrajna anoreksja. Jest w zasadzie nieuleczalna (tak! śmiertelność w zaawansowanej anoreksji jest duża!). Karmienie sondą żołądkową, nawadnianie kroplówkami. Nierzadko trzeba stosować przemoc, unieruchomić pacjenta. Pacjent zwraca podany pokarm. Mimo wysiłków i tak postępuje wyniszczenie. Ile tak można utrzymywać człowieka przy życiu? Rok, dwa, więcej? Rodzice i dziewczyna zaakceptowali to co i tak nadchodziło nieuchronnie i postanowili nie przysparzać jej dodatkowych cierpień. Tak to widzę.

Media skupiają się teraz na jałowym roztrząsaniu, czy była to eutanazja, czy nie była. Nie można powiedzieć, że nie próbowano jej pomóc, powstrzymać. Odmowa eutanazji (po konsylium lekarskim) to już na finiszu, ale przedtem 21 pobytów w zakładach zamkniętych. Chciała pomocy. Skarżyła się na system, który nazywała "dziwacznym". Rozprawy sądowe, podczas których czuła się jak przestępca, oczekiwanie miesiącami na miejsce na specjalistycznym oddziale, a tymczasem izolatka, karmienie przez sondę, specjalny ubiór, którego nie można było podrzeć na pasy, nadzór 24h, zero prywatności (kiedy przykryła się kocem, zakomunikowano jej przez interkom, że tak nie wolno), odebranie laptopa, psychoterapeuci, którzy nic z jej problemów nie rozumieli. W grudniu Noa mówiła, że z listy 15 rzeczy, które chciałaby jeszcze w życiu zrobić, zrealizowała czternaście. Nic wielkiego: przejechać się na skuterze, zapalić papierosa, napić się alkoholu, zrobić sobie tatuaż. "Nie wierz we wszystko, co pomyślisz" - cytat z jakiejś piosenki chyba; można sobie zamówić koszulkę z tym napisem. Zostało jej wtedy tylko zjedzenie batonika z białą czekoladą - niesamowity wyczyn dla anorektyczki. Wydała książkę, której sam tytuł jest niepokojącą zagadką: "Winning or learning" (tak tłumaczą to na anglojęzycznych stronach). Miała być formą autoterapii. Nie pisze się 374 stron spójnej opowieści w stanie choroby psychicznej, odbierającej zdolność przytomnego postrzegania świata. W marcu Noa dostała nagrodę czytelników. Na zdjęciach z uroczystości wręczenia nagrody (czyli musiała wyjść na tę okoliczność z łóżka) wygląda i zachowuje się jak 99% młodych autorek w takich okolicznościach. Cytat z uzasadnienia nadesłanego przez jedną z czytelniczek: "Powervrou - Power Woman to jedyne odpowiednie imię dla Noi. Za jej walkę, opowieść i przetrwanie". To było niecałe trzy miesiące temu. Nic tu nie podpowiada rozwiązania. Ani rozumowanie etyczne, ani wiara. ****** Korekta faktograficzna, drobna, ale może nie całkiem nieistotna dla zrozumienia okoliczności. Przytoczony cytat nie jest z piosenki, tylko z Loesje. Czym jest Loesje? www.loesje.pl

Tak

Jacy wszyscy jesteśmy mądrzy... na odległość, doskonale wiemy że można było dziewczynę uratować, ba! świetnie wiemy jak i jak długo powinno to potrwać. I nie ważne; profesor etyk, Hydraulik czy ksiądz, przecież to oczywista oczywistość - prawda? I jeszcze - jasna sprawa - niewydolny system, lekarze o zerowej empatii i kompletnie zobojętniali rodzice, my byśmy wiedzieli jak. W takich okolicznościach jakoś nas nie lubię.

To pogrzeb, czy forum dyskusyjne? Na tym polega dyskusja w Internecie, że dzielimy się na odległość opiniami. Nikt nie ma pretensji do rodziców, którzy w pewnym momencie zrozumieli, że podtrzymywać życie Noi można tylko za pomocą fizycznych tortur. Natomiast walkę z systemem uczyniła swoją misją sama Noa. na swoim blogu przyznawała, że w pierwszym stadium głęboka przyczyna jej prawdziwego problemu, czyli PTSD, była nieznana nikomu poza nią. Jednak nawet później uparcie poprzestawano na leczeniu objawów - realnych, ale pochodnych wobec tamtego syndromu: anoreksji, samookaleczania, depresji, zachowań samobójczych. Nic dziwnego, że np. "podleczona" anoreksja wracała ze zdwojoną siłą niemal natychmiast po wyjściu ze szpitala. "Kiedy już nie wiedzą, co z tobą robić na oddziale psychiatrycznym, po prostu odsyłają cię do ośrodka opiekuńczego dla młodzieży. Raz trafiłam do zamkniętego ośrodka, bo trzeba było zbyt długo czekać na miejsce na psychiatrii młodzieżowej. Krótkoterminowy oddział kryzysowy nie mógł lub nie chciał trzymać mnie tak długo (pieniądze?), więc mnie odesłali do ośrodka. [...] Z tych miejsc (z jednym wyjątkiem) wychodziłam w gorszym w stanie niż przyszłam. [...] Nie jestem jedyną dziewczyną, której się to przytrafiło. Mam wiele przyjaciółek i znajomych o podobnych doświadczeniach. W tym dziewczyn, które nigdy nie powinny trafić do ośrodka opiekuńczego, ale mimo to się tam znalazły. [...] Podsumowując, w systemie opieki wiele rzeczy działa źle. Tak wiele jest do zmiany. Między innymi, musi być o wiele więcej miejsc na oddziałach terapeutycznych i interwencyjnych w młodzieżowych szpitalach psychiatrycznych, żeby nie trzeba było tak długo czekać. Terminy są po prostu absurdalne...". To nie są słowa egzaltowanego dzieciaka, oddającego się myślom o własnej śmierci. Żeby dyskusja o przypadku holenderskiej nastolatki miała sens, trzeba najpierw wysłuchać jej samej i - tak jest! - pomyśleć, co można teraz lub w przyszłości zmienić.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]