Eutanazja Zorai Ter Beek: czy to naprawdę była „dobra śmierć”?

Każdy ma prawo prosić o pomoc w umieraniu. Jednak nie zawsze mamy prawo spełnić jego prośbę.

Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”

Ponad miesiąc temu Zoraya Ter Beek, 28-letnia Holenderka, została poddana eutanazji, o co przez ponad trzy lata ubiegała się wcześniej w sądzie. Kiedy holenderskie państwo pozytywnie przychyliło się do jej wniosku, o sprawie – w atmosferze poruszenia i sensacji – zaczęły rozpisywać się portale internetowe na całym świecie. Po chwili jednak, jak to zazwyczaj bywa, wirtualne ekscytacje przeniosły się w inne strony i zapadła cisza. 22 maja opublikowano kilka doniesień, że dziewczyna nie żyje, ale utonęły w informacyjnym oceanie. Podobnie jak nieliczne teksty, w których próbowano na tę historię spojrzeć krytycznie.

Owszem, klimat wojen tożsamościowych nie sprzyja niuansowaniu, na każdą kwestię należy mieć od razu pogląd, w przeciwnym razie łatwo się narazić na nieprzyjemności. I tak, ludzie o przekonaniach lewicowo-liberalnych najczęściej popierają legalność eutanazji, ludzie o przekonaniach konserwatywnych są jej natomiast przeciwni. Tak było i w tej sprawie, choć historia Zorai Ter Beek daleka jest od oczywistości i wypada z tych dobrze nam znanych kolein. Może właśnie dlatego opinia publiczna zachowuje się tak, jakby nic się nie wydarzyło?

Szczęśliwie niecała. „Zgoda na eutanazję w przypadku problemów psychicznych oznacza konflikt pomiędzy polityką zapobiegania samobójstwom a polityką promowania samobójstw” – napisali na łamach „Guardiana” czterej profesorowie psychiatrii: Julian C. Hughes, Jonathan Cavanagh, Allan House i Alan Thomas. Kilka akapitów wcześniej zwrócili uwagę, że mamy do czynienia z systematycznym poszerzaniem się granic dopuszczalności eutanazji i wspomaganego samobójstwa. „W Holandii, podobnie jak w innych krajach, kryteria obejmują teraz nie tylko osoby zdolne do podejmowania decyzji, ale także niezdolne; nie tylko cierpienie fizyczne, ale także psychiczne (które może obejmować również »zmęczenie życiem«); nie tylko dorosłych, ale także dzieci”.

Zoraya Ter Beek od dzieciństwa cierpiała na chroniczną depresję, stany lękowe, uporczywe myśli samobójcze i złożone zaburzenia osobowości, dodatkowo miała diagnozę spektrum autyzmu. Mimo wielu farmako- i psychoterapii jej problemy nie ustępowały. Nawet związek z narzeczonym, starszym o kilkanaście lat deweloperem, nie przyniósł jej ulgi, na co podobno liczyła. Kiedy więc jej psychiatra orzekł, że już nic więcej nie da się zrobić, wyczerpały się bowiem wszystkie dostępne opcje, a ona „nigdy nie poczuje się lepiej” – postanowiła umrzeć.

Wiele jest masywnych wątpliwości w tej sprawie, poczynając od powyższej prognozy. Czy rzeczywiście jakikolwiek odpowiedzialny i rzetelny psychiatra mógłby stwierdzić, że 28-letnia kobieta cierpiąca na depresję, lęki i zaburzenia osobowości, z całą pewnością „nigdy nie poczuje się lepiej”? I że nic już się nie da zrobić? Wydaje się, że specyfika tej dziedziny – o młodym wieku pacjentki nie wspominając – nie daje podstaw do formułowania tak kategorycznych deklaracji. Co więcej, Ter Beek prowadziła względnie normalne życie, o którym sama mówiła, że jest dobre. Miała partnera, dwa koty, funkcjonowała społecznie, nie przebywała w ośrodku zamkniętym, występowała w mediach jako adwokatka własnej sprawy. Nikt z nas oczywiście nie jest w stanie wniknąć w jej psychikę, nikt nie jest w stanie ocenić jej cierpienia, ale czy naprawdę nie można jej było w żaden sposób pomóc? Czy nie było innego niż zgon wyjścia z sytuacji, w której się znalazła? I – co najważniejsze – czy rolą państwa jest współudział w śmierci tych, którzy nie chcą już żyć, choć ich organizmom w sensie fizycznym nic nie dolega? I jeszcze: jakiego rodzaju komunikatem dla osób cierpiących na uporczywą depresję czy lęki jest decyzja holenderskiego sądu?

Fundamentalną kwestią pozostaje wspominane w liście czterech profesorów poszerzanie granic, zmiana definicji. W tym przypadku – przejście od kryteriów zobiektywizowanych, pozwalających na przedmiotową ocenę stanu zdrowia pacjenta (biologiczne parametry organizmu, statystyczna przeżywalność przy danej chorobie, możliwości redukcji bólu, ograniczenia cierpienia etc.), do kryteriów wyłącznie subiektywnych. Od czegoś zatem, co da się przedmiotowo zmierzyć i oszacować, do czegoś, co ostatecznie przybiera postać indywidualnej deklaracji: już dłużej nie mogę, już dłużej nie chcę, proszę pozbawić mnie życia.

Subiektywne doświadczenia głębokiej rozpaczy, utraty nadziei, psychicznego bólu bywają dewastujące i niemożliwe do uśmierzenia. To prawda. Niekiedy jednak – wcale często – coś, co dziś wydaje się dojmująco realne, za miesiąc, rok albo 5 lat będzie wyłącznie blaknącym wspomnieniem. Oczywiście każdy ma prawo wybrać śmierć, każdy ma też prawo prosić o pomoc w umieraniu i można zrozumieć, że stan głębokiego cierpienia psychicznego do takiej prośby prowadzi. Jednak nie zawsze mamy moralne prawo ją spełnić. Jestem zwolennikiem legalności eutanazji w ściśle określonych medycznie warunkach, niemniej świat, w którym ludziom fizycznie zdrowym, ale pogrążonym w lęku, depresji i beznadziei, wspólnota oferuje śmierć, zdaje mi się miejscem niepokojąco zimnym i samotnym.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zimne, samotne miejsce