Poeta ludu bękartów

Czyta się kilka minut

Breyten Breytenbach, urodzony w 1939 r. w południowoafrykańskiej Prowincji Przylądkowej, był chyba pierwszym autorem tworzącym w afrikaans, który doczekał się u nas książki – w 1980 r. w Wydawnictwie Literackim ukazał się wybór jego wierszy w przekładzie Andrzeja Dąbrówki. Posłowie miało formę listu do poety: „Drogi Breytenie – pisał tłumacz – obawiam się, że ta książka zastanie Cię jeszcze w więzieniu”... Tak się też stało; Breytenbach, od 1961 r. mieszkający w Paryżu, gdzie poznał swoją żonę – Wietnamkę, wróg apartheidu zaangażowany w działalność polityczną, został aresztowany w 1975 r. podczas nielegalnego pobytu w kraju, otrzymał dziewięcioletni wyrok za „działalność terrorystyczną” i zwolniono go dopiero po siedmiu latach.

Walka z apartheidem i drakońska kara przyniosły mu światowy rozgłos, jednak Breytenbach już wtedy był przede wszystkim jedną z czołowych postaci literackiej sceny swojego kraju i znakomitym lirykiem. W ubiegłym roku otrzymał Międzynarodową Nagrodę im. Zbigniewa Herberta, a tom przygotowany przez Jerzego Kocha, najwybitniejszego polskiego badacza literatury południowoafrykańskiej, otwiera serię prezentującą laureatów tej nagrody.

„Jesteśmy ludem bękartów o bękarcim języku... To jest dobre i piękne”. Te prowokacyjne słowa Breytenbacha cytuje autor posłowia, tłumacząc pewien paradoks: oto język afrikaans, kojarzący się nam z ideologią apartheidu, jest w istocie jej zaprzeczeniem. „To język szczególny – tłumaczy Koch – materialny i mięsisty, XVII-, XVIII-wieczny miszmasz tego, co germańskie i koisańskie (hotentockie), hinduskie i indonezyjskie...”. Dla Breytenbacha językiem domowym jest francuski, pisze także po angielsku, a po wyjściu z więzienia próbował pozostać przy angielszczyźnie, szybko jednak uznał, że wiersze pisać może tylko w afrikaans. Wybór przygotowany przez Jerzego Kocha zawiera przede wszystkim utwory z ostatniego ćwierćwiecza. Pokazuje poetę refleksji nad czasem, przemijaniem i śmiercią, wciąż jednak niesłychanie mocno osadzonego w materialnej przestrzeni, w konkrecie – czy jest to powracający wciąż pejzaż kraju dzieciństwa, czy też oderwane od natury wielkie miasto. A na pierwszej i ostatniej stronie okładki zobaczymy obrazy Breytenbacha – bo jest on także malarzem. ©℗

Breyten Breytenbach, CIAŁO WĘDROWNE (SERMONES AD MORTUOS). Przełożył z afrikaans Jerzy Koch. Wydawnictwo a5, Kraków 2018, ss. 174. Biblioteka Poetycka pod redakcją Ryszarda Krynickiego, tom 103.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2018