Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Pod schodami Gwiazdy Śmierci

Pod schodami Gwiazdy Śmierci

05.12.2016
Czyta się kilka minut
To, że nowy film z cyklu „Gwiezdne wojny” pt. „Łotr Jeden”, który za kilka dni doczeka się premiery, zarobi setki milionów dolarów, jest tak pewne, jak imperialne podatki i śmierć Imperatora. Ale nie to jest w nowym filmie ciekawe.

​Najciekawsze jest to, że choć galaktyka „Gwiezdnych wojen” znajduje się daleko, daleko stąd, to jednak inspiracje twórców tego filmu leżą o wiele bliżej. Pierwszą jest jedno zdanie na samym początku oryginalnych „Gwiezdnych wojen” z 1977 r., mówiące o rebelianckich szpiegach, którzy wykradli plany Gwiazdy Śmierci.
„Łotr Jeden” jest ich historią. Cofnięcie zegara serii o 30 lat stanowi też pretekst do powrotu na ekran najsłynniejszych postaci: Dartha Vadera czy dowódcy Gwiazdy Śmierci Wilhuffa Tarkina granego przez legendarnego gwiazdora horrorów wytwórni Hammer, Petera Cushinga (w zajawkach pokazywany jest wyłącznie od tyłu, nie wiadomo więc, czy filmowcy zdecydowali się ożywić cyfrowo zmarłego gwiazdora, czy zastąpili go innym aktorem). Być może w krótkich rolach pojawią się także Obi-Wan Kenobi czy Boba Fett. Przypomnienie najbardziej rozpoznawalnych postaci serii na pewno nie zaszkodzi komercyjnym perspektywom filmu. Będzie pretekst do produkcji nowych figurek, modeli, komiksów i zestawów klocków, które od zawsze stanowią główne źródło dochodów gwiezdnowojennego molocha.
Ale to nie oni będą bohaterami. I tu inspiracja druga, może nawet nie wprost uświadomiona. Jest nią książka Margaret Powell pt. „Pod schodami”, opublikowana w 1968 r. Opowiada ona o ludziach, którzy zwykle w literaturze stanowili tło: służących w brytyjskiej arystokratycznej posiadłości. Od tej książki zaczyna się zainteresowanie kina czy literatury ludźmi „spod schodów”, ich historiami, które może nie zmieniają świata, ale są równie, po ludzku, ciekawe, co arystokratyczne przygody wielkich tego świata. „Łotr Jeden” ma szansę pokazać ludzi spod schodów Gwiazdy Śmierci. Tych, którzy wykonują ogrom ciężkiej roboty, podczas gdy klan Skywalkerów zgarnia całą uwagę. Rebeliantów, szpiegów, szturmowców, farmerów, imperialnych urzędników i wynalazców. Tym razem uwaga skupia się na ludziach, którzy w poprzednich siedmiu filmach dostawali jedną, góra dwie kwestie, a od wielkiego dzwonu nazwisko. Na kosmicznych halabardnikach.
„Łotr Jeden” ma być pierwszym z serii filmów oddzielonych od głównej sagi o Skywalkerach. Kolejnych okazji do zajrzenia pod kosmiczne schody będzie zatem więcej. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter Polsat News, gdzie prowadzi autorski program popularnonaukowy „Horyzont zdarzeń”. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Pasjonat wszystkiego, co lata...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Po kompromitacji Przebudzenia "kiczu" już nic więcej nie mam zamiaru z tej serii oglądać, obawiam się, że będzie to film pod względem logiki podobny do propagandowego kina sowieckiego. Myszka Miki niech już lepiej zostanie przy animacjach, no chyba, że nagle mnie zaskoczą, ale nie zaryzykuję, wpierw ktoś zaufany musi mi powiedzieć , że warto, po "przebudzeniu kiczu" do teraz mam drgawki :)))
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]