Reklama

Po wyroku TK: punkty nierównowagi

Po wyroku TK: punkty nierównowagi

01.02.2021
Czyta się kilka minut
W treści uzasadnienia opublikowanego przez Trybunał Konstytucyjny znalazły się furtki, które mogą pozwolić na uściślenie interpretacji przesłanek przerywania ciąży.
C

Choćby po to, by zostawić tę możliwość w przypadku tzw. wad letalnych, ale wykluczyć w przypadku płodów z trisomią. Wielu polityków i działaczy prących do zmiany prawa powoływało się właśnie na przypadek dzieci z zespołem ­Downa – na który wskazuje też sporo przeciwników zaostrzenia przepisów.

Ale z faktu, że furtka została otwarta, nie wynika, że ktoś przez nią przejdzie. PiS nie skorzystał z darowanego czasu między listopadem a styczniem, aby się do ruchów ustawowych przygotować. A naprędce przygotowany przez prezydenta projekt trafił w próżnię, bo wiele kręgów uznało go za zbyt „liberalny”.

Decydując o zmianach w prawie, Kaczyński będzie brał pod uwagę także siłę ulicznych protestów. Ale ich liderki powtarzają hasła sprzed kwartału. Czy zrobiono przez ten czas cokolwiek na rzecz budowy platformy, w której podmiotowość i prawa kobiet byłyby postawione na pierwszym miejscu, ale tak, by mogła to przyjąć milcząca większość, która w sondażach wcale nie przesunęła swojej preferencji w stronę dostępu do przerywania ciąży na życzenie?

Przez zbieg okoliczności w takim momencie partia Szymona Hołowni pokazała swój program reform w relacjach Kościoła i państwa. To rozwiązania przeważnie połowiczne (np. nauka religii w szkole, lecz bez stopni na świadectwie), ale to ich zaleta.

Do niedawna prawny zakaz aborcji szedł w parze z jej powszechną dostępnością. Zmowa milczenia nad fałszem prawnym – taki był stosunek państwa do nauczania Kościoła. Teraz jedna ze stron próbuje ją zerwać, działając w logice frakcyjnych rozgrywek. Warto z tego skorzystać i dać Polakom okazję do przedyskutowania relacji państwo–Kościół.

W kwestii przerywania ciąży nie zmieni się bezpośrednio nic – karty pozostają w ręku PiS, który im bardziej słabnie, tym bardziej będzie dla swej władzy potrzebował kościelnego alibi. Ale dyskusja o roli i miejscu religii w życiu publicznym pozwoli może w przyszłości zmieniać prawo o aborcji – i nie tylko – tak, by znaleźć punkt równowagi potrzeb i wartości wszystkich stron. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Czy zrobiono przez ten czas cokolwiek na rzecz budowy platformy, w której podmiotowość i prawa kobiet byłyby postawione na pierwszym miejscu, ale tak, by mogła to przyjąć milcząca większość, która w sondażach wcale nie przesunęła swojej preferencji w stronę dostępu do przerywania ciąży na życzenie?". Nie wiem, czy pan redaktor to dostrzega, ale jest w tym zdaniu pewna sprzeczność. Wynika z niego bowiem, że milcząca większość obok podmiotowości i praw kobiet uznaje podmiotowość i prawa płodu (czyli człowieka od chwili poczęcia), które to prawa mogą być w konflikcie. W jednej sytuacji sposób rozwiązania tego konfliktu jest niekontrowersyjny prawnie i moralnie, a mianowicie wtedy, kiedy trzeba wybierać pomiędzy życiem matki i dziecka. Tutaj nawet nie działa klauzula sumienia i nikt tego nie kwestionuje. Co ciekawe a nieoczywiste, nie kwestionuje się również tego, że los nienarodzonego dziecka gwałciciela albo krewnego kobiety jest całkowicie w jej rękach. Na drugim końcu spektrum mamy aborcję z powodów niegdyś określanych jako społeczne: pogorszenie standardu życia, przerwanie kariery zawodowej itp. - i tu większość stawia na pierwszym miejscu podmiotowość dziecka, a nie matki. Pomiędzy tymi skrajnościami są wszelkie przypadki, kiedy to trzeba (w powszechnej opinii) ważyć racje, a sprawę dodatkowo komplikuje przeczucie, że czasem aborcja jest moralnie właściwa ze względu na dobro dziecka, żeby zaoszczędzić mu życia, będącego jedynie pasmem tortur. Nie będę dalej komplikował i pytał, czy wtedy aborcja nie powinna być przymusowa - nie możemy przecież zostawiać matkom decyzji, czy torturować, czy nie. Chodzi mi teraz o to, czy zachęcając do budowania platformy poparcia dla aborcji na życzenie (tj. przemilczając podmiotowość i prawa płodu), zachęca pan Strajk Kobiet do taktycznego złagodzenia retoryki, żeby wykiwać milczącą większość i w końcu przepchnąć nowe, liberalne prawo, czy też chciałby pan szczerej dyskusji i uchwalenia prawa może nie do końca liberalnego w dzisiejszym rozumieniu. Takiego, które wyklucza przynajmniej "aborcję na pstryknięcie", cytując J. Owsiaka. Sam pan widział, jaką furię to określenie wywołało w Paulinie M., która moim zdaniem dobrze zrozumiała, co powiedział. JO teraz się wypiera, ale to wynika tylko ze strachu, żeby swoimi wątpliwościami nie osłabić obozu antypisowskiego. A pan, redaktorze? Za kim pan się opowiada? Bo do tzw. kompromisu, czyli wspomnianego przez pana fałszu prawnego, może nie być powrotu.

Panie redaktorze, w celu zapewnienia Panu asekuracji i zabezpieczenia przed niepożądanymi powikłaniami psychologiczno-moralnymi, mogę dać Panu namiary na dobrego psychologa. Zakładam, że może być Panu potrzebny, niezależnie za czym się Pan opowie w odpowiedzi na kwestię zwp.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]