Po prostu mikrofon

Brodaty poseł na ekranie telewizora zwęża oczy, jakby szykował się do szczególnie dotkliwej riposty. Zawsze tak robi (a występuje aż nazbyt często), więc nie dziwi mnie, gdy zaraz słyszę serię przymiotników odsądzających przeciwnika od wszelkiej wartości moralnej. Przeciwnik jest dużo bardziej elegancki, nie schodzi w swoim słowniku poniżej poziomu, ale nie pozostaje dłużny w ani jednej sprawie, a jego werdykty brzmią ostatecznie: "wszystko popsuliście", "wszystko pozwoliliście zmarnować". I tak mogą przez cały przyznany sobie czas. Gdyby naiwny odbiorca próbował, wsłuchując się w dyskurs, rozłożyć racje, musiałby bardzo szybko przyznać, że jest to niewykonalne: racja, zawsze stuprocentowa, lokowana jest przez każdego z nich w całości po własnej stronie, w ani jednym procencie po stronie przeciwnej. Tak zresztą planują te programy ich autorzy, dziennikarze telewizyjni: starannie dobierając gości jak najwyraziściej sobie przeciwstawnych i cały trud konwersacji poświęcając na zagrzewanie ich do sporu. Po zadowolonych minach widać jasno, że o to właśnie chodzi (a cóż gdy jeszcze owe pojedynki tytułowane są "bitwami"?).
Czyta się kilka minut

Coraz częściej zdarza mi się wtedy wyłączać telewizor przed końcem programu. Ze zniechęceniem i poczuciem, że to nie może skończyć się bez śladów. O tych śladach, pozostających w odbiorcach, o przenikaniu postaw negatywnych, niszczących, coraz więcej ludzi pisze i mówi. Nie wydaje się jednak, żeby cokolwiek zostało nam tu oszczędzone, tak jakby dziennikarska satysfakcja z ostrości kampanii wyborczej (a jest ona wciąż analizowana i oceniana) odgrywała tu rolę decydującą.

Zastanawiam się jednak, dlaczego dziennikarze, będący nominalnie gospodarzami studia, godzą się coraz widoczniej na swoją zwyczajną bezradność. Bo ich goście nie tylko mówią jak długo chcą i na te tematy, które sami wybierają, a na proponowane, jeśli tylko niewygodne - nie. Przede wszystkim mówią z reguły obaj (albo i wszyscy) razem. I nic nie pomagają ani eleganckie prośby, ani energiczne apele. Programy zaczynają się ośmieszać. Myślę sobie wtedy naiwnie, że istnieje przecież coś takiego jak ustalenie reguł gry i urządzenie zwane mikrofonem. Reguły gry to czas przyznawany po równo każdemu z gości i kolejność wyznaczona. A gdy tylko pierwszy z nich łamie reguły, mówiąc za długo albo wchodząc w kwestię przeciwnika, gospodarz mikrofon mu wyłącza. Naprawdę nie jest to wykonalne?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2007