Pierwsza ćwiartka w plecy

Skończyli 25 lat i studia. Zaczęli dorosłe życie. Już na starcie czują się zagubieni, zmęczeni, bezsilni.

06.06.2016

Czyta się kilka minut

Śpiący Polacy w poczekalni podlondyńskiego lotniska Stansted / Fot. Zbigniew Osiowy / FORUM
Śpiący Polacy w poczekalni podlondyńskiego lotniska Stansted / Fot. Zbigniew Osiowy / FORUM

Po oczach widać, że siedzi w nich coś złego. Kiedyś bystre, świeże, jasne, teraz jakby zbity pies patrzył na ciebie z wyrzutem. Dziewczyny i chłopaki, w pełni sił. Nic, tylko brać świat za bary, wyciskać, ile sił w nogach, w wątrobie. A oni jacyś tacy klapnięci.

Miłosz, Krystian, Gosia. Przykładowo. Bo równie dobrze mogą być Marta, Jarek, Jacek, Mariusz, Błażej... tyle że oni nie mają ochoty o tym wszystkim gadać.

Wszyscy przeszli moment, w którym pozornie nic się nie zmienia. Skończyli 25 lat, obronili prace dyplomowe. A potem dowiedzieli się, czym jest debet, pierwszy raz weszli do urzędu pracy, na rozmowach o pracę usłyszeli, że ostatnie pięć lat przespali. Niektórzy sobie przypomnieli, jak to jest płakać po nocy w poduszkę.

Patrzeć już na nich nie można. Ruszyłbyś się (można powiedzieć Miłoszowi), zrobiłbyś coś konkretnego, zamiast odświeżać Fejsa i sprawdzać, czy świat o tobie pamięta. Jak tak nienawidzisz tej swojej urzędniczej roboty (można krzyknąć na Gośkę), rzuć ją w cholerę, wszędzie dostaniesz te 1600 zł na rękę, co ci zależy? Blade twarze, obgryzione paznokcie i przyklejony uśmiech. Tyle mają dróg do wyboru, a każda dla nich ślepa.



Czym jest dorosłość?



To zjawisko specjaliści (m.in. amerykański psychoanalityk Erik Erikson) definiują ostrożnie. Zastrzegają, iż statystyk nie ma, ale twierdzą, że podobnych przypadków jest coraz więcej. Roboczo nazywają to „kryzysem pierwszych 25 lat” albo „kryzysem ćwierćwiecza”.

Alexandra Robbins i Abby Wilner w książce „Quarterlife Crisis” już w 2001 r. opisywały młodych Amerykanów, którzy po ponad dwóch dekadach nauki, rozwoju modelowanym przez system edukacji, oświaty i własnych rodziców – nagle zderzają się z rzeczywistością. Dla wielu z nich – piszą autorki – to zderzenie bywa bolesne, dla innych po prostu dewastujące. Młodzi stają przed dziesiątkami decyzji, setkami możliwości. I czują się zagubieni.

Studentka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w specjalnej ankiecie przepytała kolegów o kryzys młodego wieku. „Wraz z końcem studiów nieodwołalnie kończy się młodość – pisała we wstępie do badań. – Wchodzimy w świat dorosłych, gdzie nie można zawalić wykładów, przebalować nocy bez konsekwencji. I nagle przychodzi świadomość, że studia wcale nie przygotowały nas do dorosłego życia”. Za najtrudniejsze studenci uznali pytanie: „Czy uważasz się za osobę dorosłą?”. Nie potrafili odpowiedzieć, bo nie umieli zdefiniować dorosłości.

Wystarczy się rozejrzeć. Kumple ze szkoły, ludzie poznani w podróżach, na imprezach, na ulicy. Przecież jest ich tak dużo, tak łatwo się skontaktować, zagaić: „Co słychać?”. Wtedy zaczyna się lawina: „Masakra, nie wiem, co dalej, nie jestem pewna decyzji”, „Słuchaj, może ty mi jakoś doradzisz, do którego psychologa mam pójść?”.

„Miałeś tak wiele czasu, żeby zrobić ze swoim życiem WSZYSTKO, co chciałeś – pisze jedna z nich na swoim blogu. – Miałeś tyle dróg, które mogłeś wybrać. Tyle osób, które mogłeś poznać, i tyle sytuacji, w których mogłeś się sprawdzić. A jesteś tutaj. I jak się z tym czujesz?”.



Nauczysz się życia



Na przykład Krystian. Chłop jak dąb, a jakiś taki niepewny. Spojrzysz na niego, powiesz: mógłby mieć wszystko. On ci odpowie: ty to masz lepiej, ty to sobie życie ułożyłeś, a popatrz na mnie, co widzisz?

No tak, siedzi w krótkich spodenkach w pokoju akademika. Cieszy się, bo lokator wyszedł na miasto, można wypić piwo, pogadać. Dzieli życie na weekendy i dni w tygodniu. W weekendy jest zwykle sam, w tygodniu lokator siedzi nad głową, bo przecież obaj studiują.

Krystian ma 26 lat, pochodzi ze wsi pod Sierpcem, studiuje w Toruniu. Kierunek zmieniał dwa razy. Najpierw była historia, ale nudna. Potem socjologia, ale jakoś go nie ciągnęła. Potem archiwistyka i na niej został. Kiedyś, jak mówi, może się gdzieś załapie i będzie teczki z kurzu wycierał.

– Podwieź mnie do pracy, to wszystko ci opowiem – mówi Gosia. Sama przyznaje: nie potrafi się przed ludźmi otwierać, więc mają ją za nieprzyjemną. Woli zachowywać dystans, bo wiele razy się na ludziach zawiodła.

Stoimy na parkingu przed firmą, a ona opowiada. W szkole miała same piątki, wygrane olimpiady, konkursy krasomówcze. Ukochana córeczka rodziców. „Państwo inżynierstwo”, jak o nich mówi, wymagania mieli wyśrubowane. Po najlepszym w mieście liceum najlepsze studia. Poszła na prawo, żałowała już po roku. „Rzyma”, czyli prawo rzymskie, zdała ledwo ledwo. Potem były tróje i czwórki, ale żadnego wyróżniania się. Wracała do domu i zamykała się w pokoju. Nie chciała im mówić, że te studia nie są dla niej. Nie chciała rozczarować. Na studia wracała prawie z płaczem, bo w studenckim mieszkaniu ciągle panował syf, trwała wieczna impreza. Ojciec jej mówił: „Nauczysz się życia”, ona jednak nie wie, co tak naprawdę miał na myśli.

Zaczęła myśleć o zmianie, ale jakiej konkretnie, trudno dziś powiedzieć. Byle było inaczej. Wybrała kulturoznawstwo, bo zawsze lubiła filmy. A na drugim roku prawa to chyba nawet kochała, bo zamiast się uczyć, oglądała w internecie seriale.



Ile ja w pizzerii wyciągnę?



– Słuchaj, mój brat jest prawnikiem. Wiesz, jaką kasę ciągnie? – mówi Krystian. I to go boli najbardziej. – Nie każdy musi być bogaty – odpowiadam. – Ile twój brat ma lat? – Trzydzieści cztery – mówi. – Już po studiach dostawał trójkę na rękę. A ja ile w tej pizzerii wyciągnę?

Dorabia jako kelner. Dawniej pracował w sieciowym fast foodzie i na stacji benzynowej. Nigdzie nie zatrzymał sie na dłużej, wszystko było tymczasowe. Bolało go i boli, że dostaje co miesiąc przelew od rodziców. – W moim wieku facet powienien się sam utrzymać – mówi. – A ja co? Poznam dziewczynę i co jej powiem? Że będziemy żyli z moich napiwków?

Siedzi na swoim łóżku i opowiada: – Kiedyś budziłem się rano i miałem wy...e, co się będzie działo. Teraz już tak nie myślę. Zmieniło mi się. Chcę coś zaplanować, zrobić coś realnego. A co na mnie czeka? Jakiś wykład, ćwiczenia. Ludzie młodsi o dwa, trzy lata siedzą tylko w tych smartfonach. A potem do roboty. 12 godzin na nogach: przynieś, podaj, wyczyść stolik. Myślę sobie, że nie tak miało być. I po prostu łapię doła.

– A jak miało być? – pytam.

– No, inaczej. Ludzie kiedyś mieli łatwiej. Jak kończyli studia, to praca na nich czekała, bo nie było tylu tych magistrów. A teraz co? U mnie na roku jest 40 osób. Na historii było 60. Kto zatrudni 60 historyków?

Krystian mówi, że się spala. Na studiach, w pracy, w tym ciasnym pokoju z lokatorem na wyciągnięcie ręki. Spala się, bo robi coś, czego nie chce. Ale musi, bo jakby nie robił, to byłoby jeszcze gorzej.

Gosia po dyplomie przeczytała ogłoszenie o naborze do call center. Na początku po 14 godzin na dobę, byle wyrobić nadgodziny. Nadgodziny oznaczały kilka stówek więcej na koniec miesiąca. W przerwach miała czas tylko na jogurt. Przy tym jogurcie w pokoju kuchennym poznała Kubę. Miał wtedy takie fajne długie włosy. Ale musiał ściąć, jak przyjęli go do firmy doradzającej wybór kredytu.

Zamieszkali razem i się zaczęło. – Nie, z Kubą wszystko było w porządku – mówi. – Jedynie to życie takie zaplanowane, odpowiedzialne. Zero czasu dla siebie, tylko robota, robota, żeby wyrobić dwie godziny więcej. Miałam wrażenie, że gdyby mnie z tych słuchawek zwolnili, to już koniec, umarłabym z głodu. Oczywiście nic takiego by się nie stało, bo przecież mam Kubę, rodziców. Ale wtedy tak się nie myśli. Wydaje ci się, że nosisz cały świat na barkach. Że wszyscy patrzą i czekają: no, pokaż, co potrafisz, przecież zawsze byłaś taka do przodu. Jedziesz ulicą, patrzysz na inne auta i się zastanawiasz: skąd ci ludzie mają kasę? Mijasz nowe domy i myślisz: jak zarobić na taką chatę? Męczysz się, bo myślisz, że bez samochodu i chaty jesteś nikim.



Bilans: lipa



Nie ma z nim normalnego tematu. O pracy nie pogadasz, o studiach, o polityce też nie. Jest tylko piłka. Zamęczy cię statystykami, składami, nazwiskami trenerów, historią klubu Primorac Stobreč z trzeciej ligi chorwackiej.

Miłosz, rocznik ’90, kiedyś uroda modela, dzisiaj oponka na brzuchu. Trudno było za nim nadążyć. Bywał nawet niebezpieczny z tymi swoimi nagłymi pomysłami. A teraz spokojny, przytemperowany, jakby ktoś mu zabronił żyć, uśmiechać się, bawić.

Pijemy piwo na balkonie. Maj, ciepło, dziewczyny na ławkach. A on woła do matki w drugim pokoju, żeby nam kanapki zrobiła. Skończył administrację, bo nie dostał się na prawo. – Wtedy człowiek miał ambicje, to się zmartwił – mówi o sobie bezosobowo. – Ale okazało się, że studia nie są złe. Bo trochę łatwiejsze niż prawo, a robotę można dostać w każdym mieście. Tak mi się wydawało.

– Najpierw trochę szukałem. Pytałem znajomych, nawet rodzice się rozglądali. Ale nic nie było. W wakacje po studiach pojechałem do Władysławowa. Wynajmowałem ludziom rowery, zarobiłem tyle, żeby dwa tygodnie posiedzieć nad morzem. Ostatnio dostałem staż z urzędu pracy. W gminie pod miastem, znajomi rodziców załatwili. Ale pracy nie dostałem.

Miłosz mówi, że zrobił sobie bilans, jak posiedział na bezrobociu. I jak któryś raz z rzędu obudził się na kacu, a matka odkurzała jego pokój. I wyszła mu „lipa”. – Zbliżam się do trzydziestki i jestem nikim. Oglądam Fejsa i widzę: ludzie się żenią, płodzą dzieciaki, chrzczą, wyprawiają komunie. Urządzają chaty, kupują fury. A jak kiedyś kumpela mnie zaprosiła na parapetówkę, to przez całą noc nie wyjąłem z kurtki taniej wódki z Lidla. Bo wszyscy przynieśli drogą whisky.

Miłosz twierdzi, że jak człowiek wstaje o 11 niewyspany, to musi mieć depresję. I jak codziennie pije piwo, to ma zadatki na alkoholika. A on tak właśnie ma. Niby siedzi na tych forach piłkarskich i śledzi chorwacką ligę, ale co z tego, nikogo ta jego piłka nie obchodzi.



Ludzie się pozycjonują



– Pamiętasz, kim chciałeś być, jak byłeś młodszy? – pytam Krystiana.

– Tak w ogóle? – odpowiada pytaniem. – Tak w ogóle to sportowcem.

Na setkę najlepszy wynik w szkole. Na ławeczce wyciśnięte największe ciężary. Najdalej skakał, najwięcej strzelał goli. – W pewnym momencie musiałem zdecydować: szkoła mistrzostwa sportowego albo wykształcenie – mówi. – Popatrzyłem na brata, na kolegów. Każdy miał jakąś robotę, żonę, dzieci. Pomyślałem: gdzie ja, z tej wioski, do szkoły sportowej? No i wybrałem.

Podobno ojciec mu mówi: „Wy, młodzi, to byście chcieli mieć wszystko od razu”. Wtedy Krystian wkurza się do czerwoności, bo on wcale by nie chciał „od razu”, tylko „w ogóle”, a raczej „kiedykolwiek”.

Mówi też, że się boi. Boi się jak cholera. Że nie wie, kim będzie za parę lat, za co wynajmie mieszkanie (chciałby mieszkać sam, a na kupno go nie stać), jak będzie się poruszał, kiedy skończą mu się studenckie zniżki. – Niby pierdoły – tłumaczy Krystian. – Ale dla mnie to nóż na gardle.

– Dziś przy piwie nie ma innych rozmów, tylko kasa, robota, wakacje – mówi Gosia. – Ludzie się pozycjonują. Zaznaczają miejsce w stadzie. Jak go nie masz, to wypadasz. Presja rośnie, a nic się nie zmienia na lepsze. Kasa na koncie maleje, potrzeby rosną.

Gosia zapewnia, że przez to wszystko źle sypiała, stała się apatyczna, straciła kilka koleżanek i dobry kontakt z mamą, schudła, nabawiła się hipochondrii. Dziś jest już lepiej. Zrozumiała, że nie kasa jest w życiu najważniejsza. Był moment, o którym nie chce mówić, ale który „ułożył jej priorytety”. – Coś się po prostu wydarzyło i tyle. Trudny czas – mówi i zaraz się uśmiecha: – Przemyślałam wszystko, stwierdziłam, że w sumie to mam szczęście. Mam co jeść i gdzie mieszkać. Trudno, Anną Lewandowską nie będę. Tym bardziej że mój Kuba to żaden Lewandowski.

– Wiesz, na czym ten cały kryzys polega? – pyta. – Na tym, że całe życie chciałam być dorosła. A gdy w końcu dorosłam, to zaczęłam myśleć, jak dobrze byłoby znowu być dzieckiem. ©



Imiona bohaterów zostały zmienione.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Reporter, z „Tygodnikiem” związany od 2011 r. Autor książki reporterskiej „Ludzie i gady” (Wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w polskich więzieniach i zbioru opowieści biograficznych „Himalaistki” (Wyd. Znak, 2017) o wspinających się Polkach.

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2016