Reklama

Piekło w Kościele

Piekło w Kościele

27.05.2009
Czyta się kilka minut
W latach 1936-70 tysiące irlandzkich dzieci - w ośrodkach wychowawczych w większości prowadzonych przez katolickie zakony - były terroryzowane, bite, poniżane, molestowane seksualnie i gwałcone.
B

Będzie on szokiem dla nas wszystkich" - tak arcybiskup Dublina Diarmuid Martin zapowiedział opublikowany 20 maja Raport Rządowej Komisji ds. Nadużyć wobec Dzieci. Słowo "szok" to eufemizm wobec gehenny dzieci. Część duchownych, zakonnic i świeckich zgotowała im piekło. Piekło w Kościele.

Gdy Komisja w 2000 r. zaczęła śledztwo, władze zakonne nabrały wody w usta, tuszowały sprawę, odrzucały oskarżenia... To ulubiona taktyka kościelnych politykierów, rozmiłowanych w instytucji, ale niemających miłości do wiernych. Na usta ciśnie się pytanie: gdzie się podziali biskupi?

Raport (2,5 tys. stron) oparto na zeznaniach ponad 2 tys. z 30 tys. osób, które przebywały w 216 państwowych ochronkach, ośrodkach poprawczych, szkołach czy szpitalach. Najwięcej oskarżeń padło pod adresem zgromadzeń o wdzięcznych nazwach: w przypadku chłopców - Bracia Chrześcijańscy, w przypadku dziewcząt - Siostry Miłosierdzia.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


90 proc. zeznających doznało nadużyć fizycznych: "Atmosfera strachu, tworzona przez szerzące się, niepohamowane i arbitralne karanie, wypełniała większość tych instytucji, a wszystkie ośrodki dla chłopców. Dzieci codziennie przeżywały terror, nie wiedząc, skąd nadejdzie kolejny cios". Prof. Tom Dunne, eks-członek Braci Chrześcijańskich: "To był tajemniczy, zamknięty świat, owładnięty strachem".

Ofiary mówiły o biciu, kopaniu, chłoście, przypalaniu, oblewaniu zimną wodą, zamykaniu w izolatkach... W zakładzie dziewczęta bito narzędziami skonstruowanymi tak, by maksymalizowały ból; łamały kości. Karano za rzeczywiste lub wyimaginowane uchybienia, za rozmowę przy posiłku, za pisanie lewą ręką.

Dzieci były psychicznie poniżane. Sadie O’Meara, ofiara: "Drzwi od celi zamykano na każdą noc, do dyspozycji było wiadro i żelazne łóżko. Nie można było patrzeć w okno. To wszystko było zakazane. Jedzenie było okropne. A kiedy umarła moja mama, nigdy mi o tym nie powiedziano".

Blisko połowa zeznających przyznała, że była wykorzystywana seksualnie. Mówiono o gwałtach dopochwowych i analnych, molestowaniu, "oglądactwie". Komisja: w ośrodkach dla chłopców nadużycia seksualne i gwałty miały charakter "epidemii". Dużo rzadziej dochodziło do nich w zakładach dla dziewcząt. Zakonnice poważnie traktowały skargi dzieci, choć często nie potrafiły reagować na nie właściwie.

W pewnej szkole przez dwie trzecie okresu objętego śledztwem Komisji działał jeden seksualny przestępca, przez jedną trzecią dwóch, a czasami trzech. "Dwóch pracowało tam przez 14 lat i Zgromadzenie Braci Chrześcijańskich nie potrafiło w żaden sposób wytłumaczyć, jak to się stało, że bracia ci przebywali w szkole tak długi okres nierozpoznani [jako pedofile]".

Według Komisji władze zgromadzeń zakonnych nie słuchały skarżących się dzieci albo nie dawały im wiary. W najlepszym razie tych, którzy dopuszczali się nadużyć, przenoszono, nawet wielokrotnie. W najgorszym wypadku - winę zrzucano na dziecko jako moralnie zepsute, surowo je karząc.

Raport podkreśla, że podczas śledztwa najtrudniej współpracowało się z władzami zakonnymi: często odrzucały oskarżenia jako przesadzone i kłamliwe; a jeśli przyjmowały do wiadomości przypadki nadużyć, to twierdziły, że osoby odpowiedzialne dawno nie żyją.

Komisja odrzuciła wersję, że w czasach objętych śledztwem aktów seksualnych nadużyć wobec dzieci nie traktowano jako przestępstwa kryminalnego, lecz uważano za grzech, domagający się skruchy. A tak władze zakonów tłumaczyły ochranianie duchownych przez przenoszenie ich, gdzie dalej mieli kontakt z dziećmi. Wtedy, twierdzono, nie było oczywiste, że pedofile mają skłonność do recydywy. Ale śledztwo potwierdziło, że zakony zdawały sobie sprawę z natury pedofilii.

Nie chodziło im jednak o dobro dzieci, ale o ochronę reputacji instytucji kościelnej. Władze wiedziały, że nadużycia seksualne są chronicznym problemem w ośrodkach dla chłopców, lecz zajmowano się nimi jednostkowo i w tajemnicy. Zdarzało się, że duchownym, którym udowodniono nadużycia, oferowano dyspensę od ślubów zakonnych, zdając sobie sprawę, że mogą zostać świeckimi nauczycielami. Przykład: mężczyzna, zwolniony ze ślubów po trzykrotnym molestowaniu dzieci, został nauczycielem i "fizycznie terroryzował i seksualnie wykorzystywał" uczniów. Władze zakonne, ale też diecezjalne, informowane o tym przez rodziców, ochraniały go, sześciokrotnie przenosząc ze szkoły do szkoły.

Staraniem zakonów w raporcie nie pojawia się żadne nazwisko oskarżanych o nadużycia. Dokument ten nie może być podstawą do żadnych pozwów.

"Głęboko ubolewam i jestem poważnie zawstydzony, że dzieci cierpiały w tak potworny sposób - oświadczył kard. Seán Brady, prymas Irlandii. - Zasługiwały na lepszy los, zwłaszcza ze strony tych, którzy opiekowali się nimi w imię Jezusa Chrystusa". Hierarcha wyraził nadzieję, że "publikacja raportu pomoże uzdrowić rany ofiar i zająć się błędami przeszłości".

Z kolei abp Diarmuid Martin z Dublina powiedział: "Raport jest autentycznym wołaniem o nowe spojrzenie na to, jak troszczymy się o dzieci. Jeśli naprawdę żałujemy tego, co wydarzyło się w przeszłości, musimy zaangażować się na rzecz innego budowania przyszłości".

Media przypomniały, że rząd Irlandii już wcześniej utworzył specjalny fundusz dla ofiar nadużyć. Do tej pory wypłacono odszkodowania dla ponad 12 tys. z nich - średnio po 65 tys. funtów. Żeby jednak otrzymać pieniądze, trzeba zrzec się prawa do sądowego występowania przeciwko państwu lub Kościołowi. Kilkaset osób nie zgodziło się na ten warunek, szukając sprawiedliwości na drodze sądowej.

Ofiary nie tylko opowiadały o straszliwych doświadczeniach, wspominały też dobre chwile: słowo otuchy, gest sympatii czy zrozumienie. Te chwile - mówili - zapadły w nich na całe życie. Raport podkreśla: "Często konkretny akt dobroci, przywołany w takim pozytywnym świetle, rodził się z tego tylko faktu, że pracownik ośrodka nie zabierał się do bicia wtedy, gdy dziecko się tego spodziewało".


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]