Piąty bieg Janusza Świtaja

Nie sposób sobie tego wyobrazić: długie lata spędzone na leżąco, z ciałem, nad którym nie ma się kontroli, ale które żyje, domaga się czułości i opieki, z opuchniętą głową i oczami wpatrującymi się w jeden punkt, a przy tym - z jasnym umysłem, który potrafi zadawać pytania, formułować sądy, buntować się, snuć jakieś plany i rozważać własną bezsilność...
Czyta się kilka minut

Wypadek Janusza Świtaja wydarzył się 15 lat temu. Tyle też trwa jego walka. O co? By być człowiekiem w oczach innych? Czy może - by najpierw być człowiekiem we własnych oczach?

Kiedy 16 kwietnia Świtaj wjechał do Górniczego Centrum Kultury w Jastrzębiu na wózku, który przez wiele miesięcy przygotowywano dla niego w Szwecji, a potem wypróbowywano w Polsce, jego twarz promieniała. Po 15 latach leżenia mógł usiąść prosto, podtrzymywany przez rozmaite zapięcia i fotel dopasowany do kształtu ciała. Leżenie jest symbolem bezradności. Siedzenie - gotowości do działania. Teraz można już patrzeć innym prosto w twarz. Zmiana pozycji jest dla Janusza rewolucją kopernikańską.

Jego wózkiem można kierować za pomocą ust: dotyku warg, wciągania i wydmuchiwania powietrza. Jest wyposażony w światła przednie, migacze, ma tablicę rejestracyjną z napisem "Nico" - to internetowy nick właściciela. Na piątym biegu może osiągać prędkość 12 kilometrów na godzinę. Z tyłu zamontowany jest respirator, bez którego Janusz nie byłby w stanie oddychać. Specjalne urządzenie umożliwia odchylanie fotela do tyłu, tak aby bezwładne ciało mogło co jakiś czas odpocząć.

Pieniądze na wózek Janusza, wart z całym wyposażeniem (bagatela) prawie 200 tys. zł, zbierała Fundacja Anny Dymnej "Mimo Wszystko". Janusz jest jej pracownikiem. Przez internet kontaktuje się z ludźmi, którzy są w podobnej jak on sytuacji. Podpowiada im, na jaką pomoc ze strony państwa mogą liczyć, gdzie powinni się zwrócić, odpowiada na ich pytania, dzieli się doświadczeniami. Ania Dymna jest z niego dumna. Praca przynosi konkretne rezultaty: nowe kontakty, ileś już załatwionych spraw. A przy tym samemu Januszowi daje motywację do życia. "Czasem - notuję słowa Ani - słyszę, jak ktoś z pretensją w głosie mówi: »No, przecież nie pomoże pani wszystkim takim ludziom?!«. Nie, nie pomogę. Ale to, co możemy zrobić jako Fundacja, to pokazać, że tacy ludzie istnieją, że nie muszą być całkowicie ubezwłasnowolnieni, że można im pomóc".

Janusz Świtaj wie, że stał się człowiekiem--znakiem. Otrzymał pomoc i może ją teraz przekazywać innym. Czy starczy mu sił, żeby to robić? Powiedział ze sceny GCK, że cieszyłby się jeszcze bardziej, gdyby za rok zobaczył na niej dziesięciu kolegów na takich samych wózkach jak jego. "Może nie za rok, może za dwa - uśmiechnęła się Ania Dymna - ale jak będzie was dziesięciu, zrobimy wyścig". "A jak wózków będzie 20, wybudujemy tor wyścigowy", dodał Janusz.

Życzę Januszowi z całego serca, żeby ten wyścig się odbył. To byłby wyścig, w którym wszyscy bylibyśmy wygrani.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2008