Ich historie często wgniatają w fotel, dosłownie. Jak w przypadku 24-letniego Théo Curina, dziś byłego już paraolimpijczyka. To on, przebrany za paryskiego taksówkarza, 28 sierpnia zainaugurował widowiskową ceremonię otwarcia igrzysk paraolimpijskich [coraz częściej w użyciu jest też niezbyt szczęśliwe słowo „paralimpijski” – red.] w stolicy Francji.
Paraolimpijczycy Paryż 2024
Gdy miał sześć lat, Théo zachorował na zapalenie opon mózgowych. Dla ratowania życia musiano mu amputować częściowo ręce i nogi. W wieku 13 lat zapisał się do klubu pływackiego, a dwa lata później został mistrzem Francji juniorów parapływaków. Poza licznymi tytułami (m.in. dwukrotnego wicemistrza świata na 100 i 200 metrów) ma na koncie ekstremalne osiągnięcia: przepłynął jezioro Titicaca (na pograniczu Peru i Boliwii) oraz – jako pierwszy niepełnosprawny pływak – ukończył jeden z najcięższych maratonów pływackich świata, Santa Fe-Coronda (57 km).
Obdarzony rzadką urodą, Curin jest nie tylko sportowym czempionem, ale też modelem, aktorem i telewizyjnym prezenterem. Ostatnio powierzono mu prowadzenie popularnego programu „Slam” w telewizji publicznej. Także pod tym względem łamie on schematy i przeciera nowe szlaki.
Z kolei jedną z najbardziej doświadczonych francuskich paraolimpijek jest 39-letnia parabiegaczka Nantenin Keïta, urodzona w Mali. W Paryżu bierze udział w zawodach paraolimpijskich po raz piąty, pełniąc też rolę współkapitana francuskiej ekipy.
Lekkoatletka ma bardzo poważną wrodzoną wadę wzroku, a ponadto cierpi na albinizm – uwarunkowany genetycznie niedobór pigmentu (melaniny) w organizmie. Keïta zdobyła do tej pory cztery medale w poprzednich paraigrzyskach, w tym złoto w biegu na 400 metrów w kategorii dla osób niedowidzących. Biegnąc, nie widzi rywalek (może się orientować tylko po dźwięku ich stóp), a przekroczywszy metę musi spytać trenera, które zajęła miejsce.
Keïta łączy sport z pracą w firmie ubezpieczeniowej. Angażuje się też w zwalczanie uprzedzeń wobec albinosów, którzy do dziś jako „odmieńcy” są prześladowani w niektórych krajach Afryki.
Goszcząc w popularnym talk show we francuskiej telewizji, apelowała: „Nie postrzegajcie nas jak superherosów. Nie potrzebujemy tej etykietki”. Podkreśla, że szansę uprawiania sportu powinna mieć każda osoba z niepełnosprawnością, która tego chce, a nie tylko wybrańcy. W innym wywiadzie, dla „Le Monde”, przyznawała, że często „bardzo w siebie wątpi” i nie byłaby w stanie osiągnąć tak wiele bez wsparcia bliskich.
Paraigrzyska w Paryżu
Już od 11 sierpnia, gdy zakończyła się olimpiada, w mediach na pierwszy plan wysunęli się paraolimpijczycy. Zepchnęli z niego francuskich polityków, którzy od dwóch miesięcy nie są w stanie (przynajmniej do chwili, gdy zamykamy ten tekst) stworzyć nowego rządu.
Przez wiele lat paraigrzyska pozostawały w cieniu olimpiad, ale począwszy od zawodów w Londynie w 2012 r. zyskują na popularności. Teraz podobna fala porwała Francuzów.
– Paraigrzyska to dla mnie wielki moment, czekałem na olimpiadę i paraolimpiadę w Paryżu od kilkunastu lat – mówi „Tygodnikowi” Xavier Quernin, wolontariusz paraolimpiady, zawodowo od lat odpowiedzialny za projekty wspierające studentów z niepełnosprawnościami. – Cieszę się, że jestem częścią tego wielkiego światowego wydarzenia. I odpowiada mi to, że mam skromną rolę: jako wolontariusz towarzyszę zawodnikom rugby na wózkach w czasie ich treningów i meczów.
Do popularności paraigrzysk przyczynia się to, że po raz pierwszy w swojej historii francuska telewizja publiczna (France 2 i France 3) transmituje na żywo wszystkie zawody (część na antenie, część w internecie). Dodatkowo każdego wieczora zaplanowano talk show omawiający najważniejsze wydarzenia paraolimpiady.
Dziennik ekonomiczny „Les Echos” mówi o napędzającym „efekcie olimpiady”, gdyż od momentu rozpoczęcia paryskich igrzysk, co miało miejsce z końcem lipca, w ciągu miesiąca sprzedano 2 mln biletów na rywalizacje parasportowców. Nie bez znaczenia jest to, że ceny biletów wstępu na paraolimpiadę były dużo niższe niż na wcześniejszą olimpiadę – połowa z nich kosztowała 25 euro lub mniej.
W paraigrzyskach bierze udział ok. 4400 sportowców z ponad 170 krajów (w tym 84 z Polski, która zwykle liczy się w tych zawodach, np. w Rio de Janeiro w 2016 r. – zajęła 10. miejsce w klasyfikacji medalowej). Zmagają się oni w 23 dyscyplinach. Zdecydowana większość paraolimpijczyków to osoby z niepełnosprawnością fizyczną. Sportowcy z upośledzeniem umysłowym rywalizują tylko w trzech dyscyplinach: tenis stołowy, lekkoatletyka, pływanie.
Sport dla niepełnosprawnych
Trwająca w Paryżu impreza kieruje oczy całego świata na paraolimpijczyków. Ale czy medialny rozgłos może pomóc w pokonaniu uprzedzeń, które dotykają na co dzień osoby z niepełnosprawnościami we Francji?
Oficjalne dane pokazują, że to właśnie niepełnosprawność pozostaje, według francuskiego Obrońcy Praw (odpowiednika polskiego RPO), najczęstszym motywem dyskryminacji we Francji, wyprzedzając pochodzenie, stan zdrowia czy płeć.
Zdaniem wolontariusza Xaviera Quernina to dzięki medialnemu nagłośnieniu paraigrzysk wielu Francuzów dopiero teraz odkrywa, na czym polega sport osób z niepełnosprawnościami. A to może zachęcić do jego uprawiania. – W tej chwili wiele klubów sportowych we Francji nie proponuje jeszcze specjalnych zajęć dla parasportowców. Jest tu wiele do zrobienia, także na uczelniach. Na przykład w mojej wyższej szkole inżynierskiej Unilasalle (campus Beauvais) zorganizowaliśmy ostatnio po raz pierwszy uczelniane mistrzostwa w rugby na wózkach. Podobne inicjatywy trzeba rozwijać – mówi mi Quernin.
Film i paraolimpiada
Popularność paraigrzysk można widzieć więc jako przejaw zmiany spojrzenia Francuzów na osoby, które dotąd często żyły w cieniu. To nie jedyny taki sygnał w ostatnich miesiącach.
Wszystkich zaskoczył sukces filmu „Un p'tit truc en plus” (w wolnym tłumaczeniu: „Coś wyjątkowego”) w reżyserii Artusa, znanego nad Sekwaną aktora i standupera. Film ten ma w sobie wiele ze zwykłej letniej komedii: wakacyjny wyjazd, piękna sceneria (masyw górski Vercors), wątek sensacyjny, romans, happy end... Wyróżnia ją to, że większość ról kreują amatorzy z niepełnosprawnością umysłową, m.in. ze spektrum autyzmu i zespołem Downa. Grają siebie samych, a każdy ma tak odrębną osobowość, że szybko zapominamy o ich handicapie. I o to właśnie chodziło twórcom.
Autentyczność i ciepło bijące od tych aktorów sprawia, że łatwo się z nimi zaprzyjaźnić. Przy czym Artus unika pułapki politycznej poprawności: jego bohaterowie bywają złośliwi, potrafią kląć czy niewybrednie żartować. Jak w życiu.
Komedię, która weszła do dystrybucji w maju, obejrzało do tej pory na dużym ekranie ponad 10 mln widzów (film wciąż jest we francuskich kinach). W wywiadach Artus powtarza, że liczni producenci filmowi, którym proponował wcześniej ten film, odmawiali jego sfinansowania. Mówili mu otwarcie, że ich zdaniem aktorzy z niepełnosprawnościami odstraszą publiczność.
Paraolimpiada lepsza od olimpiady
Dlaczego Francuzi coraz chętniej oglądają – czy na stadionach, czy w kinach – osoby niepełnosprawne? Ktoś może powiedzieć, nieco cynicznie, że media potrzebują wciąż nowych bohaterów, i że skoro w pełni sprawni już się im znudzili, nastał sezon dla herosów z takim czy innym handicapem: niewidomych, na wózku, z zespołem Downa.
Jest w tym tylko szczypta prawdy. Bo za tym medialnym fenomenem kryje się też chyba coś więcej: tęsknota za światem, gdzie jest miejsce dla każdego. I gdzie liczą się zwykłe rzeczy, takie jak szczerość, skromność, przyjaźń.
Z czasów pracy we francuskiej Arce – stowarzyszeniu łączącym osoby z upośledzeniem umysłowym oraz ich sprawnych opiekunów – pamiętam słowa Gérarda, jednego z członków naszej wspólnoty: „To nie ja jestem krzywy. To ten świat jest zbyt wyprostowany”.
Czy może być lepsza puenta?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















