Franciszek przeciwnikiem atomu? W Tokio, podczas spotkania z ofiarami trzęsienia ziemi, tsunami oraz najpoważniejszej od Czarnobyla awarii elektrowni atomowej w Fukuszimie (2011), papież przypomniał apele japońskich biskupów o zamknięcie wszystkich reaktorów i ostrzegł, aby w polityce energetycznej nie podejmować „decyzji czysto samolubnych”.
Jeszcze większe emocje wzbudziła jego wizyta w Nagasaki, gdzie w 1945 r., po wybuchu drugiej (i jak dotąd ostatniej) bomby atomowej użytej podczas wojny, zginęło 74 tys. ludzi. Tu Franciszek poszedł o krok dalej niż poprzednicy – wezwał nie tylko do niestosowania, ale i rezygnacji z posiadania przez państwa broni atomowej. Wydawane na nią pieniądze nazwał „obrazą dla niebios”. „Nasz świat jest naznaczony perwersyjną dychotomią, która próbuje zapewnić stabilność i pokój poprzez fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Poczucie oparte na mentalności strachu i nieufności” – mówił.
Wezwanie wydaje się naiwne i nikt go, rzecz jasna, nie posłucha. Watykan – od lat będący w czołówce państw działających na rzecz rozbrojenia nuklearnego – odnosi jednak inne sukcesy w dziedzinie rozbrojenia: przewodził kampanii przeciw używaniu min przeciwpiechotnych (wprowadzono ich zakaz), obecnie lobbuje zaś za ograniczeniami dotyczącymi broni autonomicznej, czyli samodzielnie podejmującej decyzje o zabiciu przeciwnika. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















