Pamięć i słowa

Obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej mają ożywiać pamięć, a także na nowo ukazywać ostrzegawcze przesłanie, że człowiek jest istotą egzystującą między ekstremami: heroizmem a bestialstwem.
Czyta się kilka minut

To już 70 lat. Ci, którzy brali udział w wojnie, jeśli nadal żyją, są już starzy. Nawet ci, dla których 1 września 1939 r. jest wspomnieniem dzieciństwa, też nie należą do ludzi młodych. Świadków ubywa. Ciekawe, jak będą wyglądały za lat 30 obchody stulecia tego straszliwego wydarzenia.

Mimo upływu czasu tamten wrzesień jest wciąż obecny w naszej rzeczywistości. Skutki wojny wpłynęły na los trzech pokoleń, a poznanie, nie mówiąc o zrozumieniu, wydarzeń sprzed 70 lat wciąż jest trudne, w ich rekonstrukcji nadal trafiamy na białe plamy.

II wojna światowa naznaczyła nasz wiek. Mówię "nasz", bo niejeden raz, w różnych miejscach świata, kiedy wspominałem o "drugiej wojnie", w odpowiedzi słyszałem pytanie, o którą wojnę chodzi? Bo moi rozmówcy mieli swoje wojny, często znacznie bliższe w czasie. Przewodniczący osady polskich emigrantów z lat 30. w brazylijskim stanie Paraná na pytanie, czy po wojnie dołączyli do nich nowi emigranci, spytał o datę II wojny - rzecz w Polsce i okolicznych krajach nie do pomyślenia. Mimo światowego zasięgu i niebywałego okrucieństwa oraz niezliczonych zbrodni tych sześć lat wpisało się w społeczną pamięć bynajmniej nie w jednakowym stopniu.

Ta smutna rocznica jest bodźcem i okazją do prezentowania historycznych badań. Także w tym roku mamy kilka wartościowych książek i ważnych wystąpień. Odwołując się do historii, premier Rosji skierował do Polaków obszerny tekst, opublikowany na łamach "Gazety Wyborczej", w którym wyjaśnia (nie, nie usprawiedliwia) stanowisko Związku Radzieckiego we wrześniu 1939 r., potępia pakt Ribbentropp-Mołotow, ale nie wspomina o podziale Polski między Niemcy i Związek Radziecki.

Jak mówić o wojnie, by się ustrzec banałów albo nie wpaść w sztywny, urzędniczy styl? Język historyków, docierających do nieznanych lub znanych częściowo faktów, nawet język sporów dotyczących interpretacji, jest na miejscu, jak długo nie służy manipulacjom historią. Ale czy ten język dominuje w naszych rocznicowych obchodach? Czy jest w ogóle język adekwatny do treści wspominanych wydarzeń? Może, tak jak Miriam Jahav na obchodach 60. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz, trzeba wykrzyczeć swoją prawdę: ,,Zabraliście mi wszystko! Daliście mi numer! Stoję przed Wami naga!"... A może trzeba milczeć, jak kard. Jean-Marie Lustiger, który w ciszy, nieruchomo spędził wiele godzin w jakimś kącie obozu Auschwitz-Birkenau, gdzie zginęła jego matka i inni bliscy?

Jeśli słowa mają być na miarę dramatu II wojny światowej, będą coraz trudniejsze. Słuchać ich przecież będą kolejne pokolenia, znające wojnę tylko z filmów i książek. Dla nich będzie ona coraz bardziej jednym z wielu wydarzeń zamierzchłej przeszłości.

I bardzo dobrze. Oby nie było więcej takich rocznic i takich problemów ich obchodzenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2009