Pamięć i niepamięć

Jak długo ufać można własnej pamięci i własnej biografii? Przecież nie zapomniałam, przecież to wszystko było naprawdę. Aktion Sühnezeichen (dla bardzo młodych przypomnienie: to pokutne prace grup młodzieży niemieckiej na terenach dawnych kacetów niemieckich w Polsce). Nasze, razem z niemiecką Pax Christi, organizowane na przemian w obu krajach seminaria oświęcimskie, z których pierwsze miało miejsce w Auschwitz. Maximilian-Kolbe-Werk, założona przez Niemców a wspomagająca schorowanych byłych więźniów. Ogromna fala pomocy spontanicznie organizowana dla Polski stanu wojennego, spotkania w Krzyżowej... I jeszcze, i jeszcze. Przecież ci wszyscy ludzie żyli albo żyją dalej, można do nich dotrzeć, z nimi pracować, z nimi wymieniać opinie i naradzać się nad dzisiejszymi problemami unijnego sąsiedztwa i unijnej wspólnoty. Dlaczego od pewnego czasu nie słychać ani ich, ani o nich? Dlaczego jedynym sygnałem wywoławczym jest ta jedna twarz i jedno nazwisko, potrafiące wywoływać tylko reakcje negatywne? Czy to naprawdę unieważnienie tego wszystkiego, co budowało się na dobrą przyszłość po obu stronach granicy, której zresztą od pięciu lat już oficjalnie nie ma?
Czyta się kilka minut

Najprościej pamiętać krzywdy. Niedawno prasa doniosła, że pani senator, przewodnicząca Powiernictwa Polskiego, wysuwa ideę zbudowania w Gdyni Centrum Wypędzonych Obywateli II RP "pokazujące martyrologię Polaków ze Wschodu i Zachodu". Zastrzega się wprawdzie, że to nie żadna kontra dla planowanego w Berlinie "Widocznego znaku", tylko dług spłacany tym rodakom, którzy tyle wycierpieli niewinnie, ale intencja "dania odporu" steinbachowskiemu Związkowi Wypędzonych jest oczywista. I gdybyż to tylko! Pani senator nie bierze pod uwagę ogromnego splotu problemów, zapytań i kontrowersji, jakie idea taka wywołałaby natychmiast u naszych trzech wschodnich sąsiadów, których granice przesunęły się po Jałcie na nasze przedwojenne Kresy. Jak byśmy to w owym Muzeum przedstawili? Jakie obudzili demony i z jakim skutkiem? Co zostałoby wtedy z idei Jerzego Giedroycia: budowania nowego braterstwa państw wyzwolonych od komunizmu, ale godzących się z realiami powojennymi w imię pokojowej przyszłości? Czytałam także niedawno w poważnym tygodniku katolickim ubolewania poważnej pani socjolog nad zaniechaniem tworzenia Muzeum Kresów. Też tak, jakby to był temat z rzewnej i pogodnej przeszłości, a wspominanie go miało budzić tylko sentymenty, tak jakby nie było tam żadnych blizn mogących na nowo się otworzyć...

Sprawa pamięci jeszcze długo będzie naszym polem bitwy. I niepamięci również.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2009